Feliks Koneczny - "Święci w dziejach Narodu Polskiego"

Nie wszyscy Słowianie byli tak oddaleni od źródła ewangelizacji, jak Połabianie, Morawianie lub tym bardziej Polacy; Słowianie południowi, a zwłaszcza bałkańscy mieli w pobliżu patriarchat carogrodzki. Schizma wybuchła już, lecz jeszcze nie była trwała; nawracanie tamtejszych Słowian i Bułgarów, mogło było padać i na tę i na ową stronę. Ale jak na północy przeszkadzała nawróceniom niechęć do niemczyzny, tak na Bałkanach opierano się zwierzchnictwu cesarstwa bizantyńskiego.

Wtedy dwaj uczeni mężowie powzięli śmiały zamiar, żeby ustanowić dla Słowian osobny obrządek. Byli to św. Cyryl i Metody, bracia, rodem z miasta Solunia (po grecku Saloniki). Mieli za sobą dużą praktykę życiową, nim się zabrali do tworzenia nowości. Metody był namiestnikiem cesarskim w jednej prowincji, a Cyryl bibliotekarzem u patriarchy w Carogrodzie. Rzucili jednak te zaszczytne stanowiska, żeby się poświęcić misjonarstwu. Przez kilka lat przygotowywali się w duchowym skupieniu w klasztorze na górze Olimpie, potem udali się pomiędzy ludy turańskie, do państwa Chazarów, które istniało (chociaż tylko przez półtora wieku) pomiędzy rzekami Wołgą a Donem (a więc w późniejszej Rosji południowej). Tam misja ich miała wielkie powodzenie i nabrawszy doświadczenia, powrócili na Bałkany. Dokonali nawrócenia księcia bułgarskiego i od tego czasu jęli wykonywać swój wielki plan, przemyślany już dokładnie przez całe lata.

Na nowy język liturgiczny wybrali jedno z narzeczy języka bułgarskiego, mianowicie macedońskie. Nie tylko przetłumaczyli na ten język księgi liturgiczne, ale obmyślili też stosowne abecadło, nazwane głagolicą (wyraz "głagol" oznacza dźwięk) i poczęli szerzyć nowy obrządek Cerkwi bizantyńskiej. Ale Bizancjum temu nie sprzyjało, wymagając jednostajności; popadli święci bracia w niełaskę w Carogrodzie także z tego względu, że obstawali bezwarunkowo za jednością z Rzymem.

Wieść o obrządku słowiańskim szerzyła się szybko w świecie i dotarła do księcia Rastyca. Zaprosił świętych braci na Morawy, dokąd też chętnie przybyli w r. 863. Nie chcieli jednak, żeby organizacja kościelna w państwie wielkomorawskim podlegała patriarsze carogrodzkiemu, lecz poddali ją bezpośrednio papieżowi rzymskiemu. Nie wprowadzali też ksiąg liturgicznych obrządku słowiańsko-bizantyńskiego, lecz dokonali nowych tłumaczeń, mianowicie mszału i innych ksiąg łacińskich, jakich się używało w obrządku rzymskokatolickim. W taki sposób powstawał obrządek rzymsko-słowiański; w języku starobułgarskim nabożeństwo zupełnie takie samo, jakie odprawiano w języku łacińskim.

Z powodu różnicy języka i abecadła obrządek ten był niedostępny dla duchowieństwa niemieckiego. Nie mogąc tego czytać, nie wiedząc co tam jest, rzucili Niemcy podejrzenie, że bracia soluńscy szerzą jakąś herezję. A właśnie w cztery lata po przybyciu tych apostołów słowiańskich na Morawy, w r. 867 patriarcha carogrodzki Focjusz zrywał znowu z Rzymem. Zaskarżyli tedy biskupi niemieccy braci soluńskich przed Stolicą Apostolską. Oni sami od razu do Rzymu się wybrali w tym samym właśnie roku 867, a gdy dzieło swe przedstawili papieżowi Adrianowi II, Ojciec święty wyświęcił ich na biskupów.

Niestety, św. Cyryla dosięgła w Rzymie śmierć 14 lutego 869 r. Liczył zaledwie 42 lata, a jakież zdążył położyć zasługi. Toteż Ojciec św. kazał mu sprawić pogrzeb taki, jaki samym papieżom urządzano i złożyć ciało jego w kościele Św. Klemensa oraz wymalować tam na ścianie szereg malowideł ku jego czci. Pozostałego przy życiu św. Metodego mianował arcybiskupem-metropolitą. Zamierzano więc ustanowić kilku biskupów obrządku rzymsko-słowiańskiego, bo Stolica Apostolska obrządek ten zatwierdziła. Spodziewano się, że dzięki własnemu obrządkowi cała Słowiańszczyzna północna stanie się pochopniejsza do chrztu św.

Wraca więc św. Metody z triumfem na północ - lecz jakże bolesne czekały go niespodzianki!

Trzykrotnie wojował już król Ludwik z Rastycem; w czwartej wojnie w r. 870 pojmał go, wyłupił mu oczy, i zamknął w klasztorze daleko w Niemczech.

Skąd taki okrutny pomysł, żeby kogoś sztucznie oślepiać? Taka mściwość nad pokonanym przeciwnikiem pochodziła z dalekiej Azji od starożytnych ludów barbarzyńskich i stamtąd przyswoili ją sobie wodzowie bizantyńscy. Z czasem weszło to do bizantyńskiego prawa państwowego, że za bunt lub zdradę jest kara okaleczenia, jak wypalanie lub wyłupianie oczu; można też było skazywać nawet na rozsiekanie. Królewscy niemieccy sędziowie uważali widać Rastyca za podwładnego i za buntownika.

Przesadne bizantyńskie pojęcia o władzy monarszej szerzyły się. Rozpowszechniała się bowiem w tym właśnie okresie dziejowym cywilizacja bizantyńska i wpływami swymi sięgała daleko za zachód; a niejednemu z panujących spodobało się cesarskie prawo bizantyńskie, tak srogie dla "buntowników".

Cóż więc zastał św. Metody na Morawach? Rządy niemieckich grafów, tj. namiestników króla Ludwika, rozwścieczonych na wszystko co słowiańskie. Pojmano i metropolitę słowiańskiego i wydano go biskupowi niemieckiemu w Passawie w Bawarii, który uważał, że Morawy winny należeć do jego diecezji. Jak postępowano ze św. Metodym dowiadujemy się z listu, jaki papież Jan VIII wyprawił do owego biskupa passawskiego. Jest tam ustęp następujący: "Sądzimy, że na opłakanie niegodziwości twojej jedynie chyba potok łez proroka Jeremiasza wystarczyć może. Zuchwalstwo twoje przewyższa srogość i dzikość każdego tyrana. Dręcząc naszego współbrata Metodego kaźnią więzienia, znęcając się nad nim przez to, iżeś go trzymał pod gołym niebem, wystawionego na ostrość dokuczliwą zimy i słoty, odrywając go od rządzenia Kościołem jemu powierzonym, posunąłeś się do tego szaleństwa, że go kazałeś zawlec przed sąd niemieckich biskupów i chłostać nawet chciałeś biczem, gdyby cię inni nie byli od tego powściągnęli. Czyż to na Boga! są uczynki godne biskupa, którego dostojeństwo, gdy wykracza, tym cięższym czyni występek?"

Nareszcie zmusił ich przecież papież, że puścili św. Metodego na wolność. Ale duchowieństwo niemieckie po jakimś czasie wystąpiło ponownie ze skargami. Św. Metody zaś, udawszy się powtórnie do Rzymu w r. 870, otrzymał potwierdzenie wszystkiego, co uzyskał był u poprzednich papieży.

Tym razem zastał po powrocie stosunki odmienione na dobre. Powszechne powstanie ludności wygnało grafów i przywróciło na nowo państwo wielkomorawskie na czele z synowcem Rastyca, księciem Swatoplukiem, czyli Światopełkiem. Pracował tedy św. Metody gorliwie przy winnicy Pańskiej. Niedługo po jego powrocie przyjechał do Światopełka książę czeski Borzywój; udało się nawrócić go wraz z trzydziestoma panami czeskimi, a potem także jego żonę, kanonizowaną następnie św. Ludmiłę.

Z siedziby morawskiej, słynnego grodu Welehradu, wysyłał św. Metody swych uczniów także do Polski. Nie było jeszcze państwa ogólnopolskiego, tylko liczne księstwa i księstewka plemienne. Misjonarz z ramienia św. Metodego dokonał w tym czasie nawrócenia księcia Wiślan, ze stolicą w Wiślicy nad Wisłą (poniżej Krakowa). Było to około r. 870 - i stanowi to początek chrześcijaństwa w Polsce.

Wysłał też św. Metody innych uczniów na Śląsk, również z dobrym skutkiem. Dwaj kapłani z Welehradu dotarli zaś aż nad jezioro Gopło, na Kujawach. Tam utworzyło się księstwo plemienne pod dynastią Popielów, a ze stolicą w Kruszwicy. Za czasów ostatniego z Popielów były jakieś zaburzenia, skutkiem których władza przeszła do nowej dynastii, Piastów. Być może, iż nieporozumienia wybuchły na tle religijnym; że Popiel trwał przy pogaństwie, a Piast sprzyjał misjonarzom chrześcijańskim. Tak można by sobie tłumaczyć piękną legendę, jak to na dwór Popiela przybyli raz dwaj młodzieńcy prosząc o gościnę, lecz on wygnał ich, a wówczas zaprosił ich do siebie Piast, mieszkający na końcu Kruszwicy - za co obdarzony został dostatkiem i dobrobytem, dzięki błogosławieństwu tychże młodzieńców, posiadających moc cudowną. Podaje też legenda, że byli to Aniołowie Pańscy. Jeżeli przypuścimy, że byli to wysłannicy św. Metodego, cała rzecz tłumaczyłaby się wcale jasno.

Przebywał zaś św. Metody na Welehradzie aż do zgonu, tj. do r. 885. Nabożeństwo żałobne odprawiono po łacinie, po grecku i po słowiańsku w trzech obrządkach: w rzymskołacińskim, w bizantyńskim i w rzymsko-słowiańskim.

Śmierć słowiańskiego apostoła miała stać się klęską dla obrządku nowego, głagolickiego (bo tak go zwać można od abecadła). Zabrakło księży głagolitów do obszernej słowiańskiej winnicy Pańskiej, a Niemcy skorzystali, by zająć ich miejsce. Sama dynastia słowiańska przyczyniała się zaś najbardziej do słowiańskiej klęski, bo synowie Światopełka wszczynali między sobą walki bratobójcze i przyzywali też coraz częściej pomocy Niemców, sami wzajemnie przeciwko sobie. Jakże więc miało istnieć takie państwo? Chociaż więc papież Jan IX wznawiał około r. 900 hierarchię kościelną głagolicką, runęło wszystko, gdy upadło państwo wielkomorawskie.

Ażeby dobić Słowian, sprowadził król niemiecki z odległych wschodnich krajów dziki pogański naród Madziarów pochodzenia azjatyckiego. W walce z nim poległ w r. 907 ostatni władca Wielkomorawii, książę Mojmir II. Madziarzy przywłaszczyli sobie znaczną część jego państwa, całe górne Węgry. Taki jest początek państwa madziarskiego na Węgrzech. Rozdarli Słowiańszczyznę, odgradzając północną od południowej.

W welehradzkiej zaś świątyni można oglądać znak polskiej wdzięczności i czci dla świętych apostołów słowiańskich: obraz ich malowany przez największego malarza polskiego Jana Matejkę, krakowskiego mieszczanina.

Byli więc św. Cyryl i Metody apostołami Słowian południowych i zachodnich: Bułgarów, Czechów, Słowaków i Polaków. Nie mieli jednak nic wspólnego ze Słowiańszczyzną wschodnią.

Mylne takie mniemanie zrodziło się wskutek następującej okoliczności: przeszło sto lat potem powstało na Bałkanie nowe znowu pismo słowiańskie, a że okazało się dogodniejsze od głagolicy, więc się też szybko rozpowszechniło. Wynalazcą nowego pisma był mnich, któremu na imię było Cyryl, więc abecadło jego nazwano cyrylicą. Z tożsamości imienia powstało bałamuctwo historyczne, jakoby cyrylica pochodziła od św. Cyryla. Ani św. Cyryl ani św. Metody nie mieli nigdy nic wspólnego ze Słowiańszczyzną wschodnią i żadnej Rusi nigdy nie widzieli.

Polski posiew uczniów św. Metodego niósł dalej plony, a nadto docierały też wpływy czeskiej dynastii Przemyślidów, już nawróconych. Czechy, jeszcze nie zjednoczone, zorganizowane były w księstwa plemienne. Odznaczały się trzy z takich rodów książęcych: Werszowcowie, Sławnicy i Przemyślidzi (potomkowie Przemyśla, czyli Przemysława). Ci panowali nad ludem Czechów koło Pragi, a że powiodło im się potem opanować całe Czechy, więc też wszystkie ludy ich państwa zwano już Czechami.

W dynastii piastowskiej trzech jeszcze potomków pierwszego Piasta pozostało przy pogaństwie. Z Kujaw rozszerzyli swe panowanie na drugą stronę Gopła, do ludu Polan i stolicę przenieśli do Gniezna. Czwarty z Piastów zwał się Mieszko, co w prastarej polszczyźnie oznacza niedźwiedzia. Długo jeszcze potem nie tylko polscy książęta lubili przybierać sobie nazwę od króla naszych zwierząt północnych (o lwie jeszcze nie słyszano). Ale niebawem z Mieszka miał się zrobić Mieczysław. Książę ten bowiem decydował się przyjąć chrzest; widocznie znajdował w swym państwie dostateczną ilość chrześcijan, żeby się na nich oprzeć.

Chwilę dogodną upatrzył sobie w r. 965. Ale przyjmował wiarę świętą nie od Niemców, lecz z Czech. Pragnął porozumienia z Czechami, żeby się tym łatwiej bronić przeciwko królom niemieckim. Już bowiem Niemcy przekroczyli Łabę, już zaczęli podbijać Połabian, po czym miała przyjść kolej na Polskę. Starał się więc Mieszko o rękę księżniczki czeskiej Dubrawki (w Polsce następnie zwanej Dąbrówką).

Przemyślidzi byli chrześcijanami od r. 874. Ochrzcił się wówczas (jak już o tym była mowa) książę Borzywój, a żona jego Ludmiła odznaczała się nadzwyczajną pobożnością. Zdecydowanymi chrześcijanami pozostali jej synowie, Spitygniew i Wratysław; ale wdowa po Wratysławie, Drahomira, byłaby rada wznawiać pogaństwo. Wtedy Ludmiła przygarnęła wnuka, Wacława i sama go wychowywała. Były o tego wnuka spory zaciekłe. Drahomira czyhała na życie Ludmiły, aż dosięgła jej nasłanymi mordercami w r. 927. Kościół uznał Ludmiłę za świętą.

Wacław stał się również męczennikiem. Kiedy ogłosił chrześcijaństwo religią panującą i nie dopuszczał pogan do dworu ani do urzędów, zmówił się na niego z poganami własny jego brat, Bolesław. W osiem zaledwie lat po gwałtownej śmierci swej babki został również zamordowany w r. 935 Wacław. I on także jest kanonizowany. Bolesław zaś nawrócił się, a wstąpiwszy na tron, pozostał wiernym chrześcijaństwu. Jego to córką była Dubrawka.

Przyjechała więc do Polski czeska księżniczka, chrześcijanka Dubrawka z rodu Przemyślidów, prawnuczka i bratanica świętych. Konno przyjechała, bo jeszcze ani pojazdów tu nie znano, ani dróg stosownych nie było. Jechała oczywiście księżna nie sama, lecz z całym dworem i taborem, z orszakiem dworzanek, przybranych strojno w pstre szatki, nakryte futrami, zdobne w najcenniejsze w owych czasach klejnoty: sznury bursztynów. Miały z sobą hufiec zbrojnych, gromadę pachołków i dziewek, ale też miały jeszcze jeden orszak całkiem innego rodzaju. W dalszą podróż nie byłby się wybrał wówczas żaden książę chrześcijański bez kapelana, tym bardziej musiała go mieć księżniczka, jadąca w daleką krainę, w dodatku do męża poganina, którego zamierzała nawracać. Oprócz kapelana imieniem Jordan, musieli być inni duchowni, jako misjonarze; musiała też być obsługa duchowa, kościelni, śpiewacy, itp. Ruszał więc z Pragi do Gniezna orszak konny niemały.

Cóż wieźli z sobą? Nie brakło oczywiście w środku orszaku koni jucznych, dźwigających książęcą wyprawę w licznych skrzyniach i tobołach. Były tam skarby różne, ale oprócz złotych naramienników i bursztynowych naszyjników, mieścił się tam klejnoty droższe, a szczególne, bo nie widziane dotychczas w polskich krajach: księgi pisane na pergaminie1 ozdobnymi literami - łacińskie mszały i brewiarze. Były to pierwsze książki, od których zaczęła się historia naszej cywilizacji. Przybyli z Czech księża przywozili z sobą łacinę, abecadło łacińskie, które od nich się szerząc, miało z czasem podbić całą Polskę.

Ta jedność abecadła z cywilizowaną Europą stanowiła dla nas dobrodziejstwo bez miary. Wspólność abecadła wiodła naszych przodków do wspólnych nauk z Europą Zachodnią, do wspólności duchowej z krajami bardziej oświeconymi. aż po same Włochy, gdzie Rzym był nie tylko stolicą papieży, ale też głównym ogniskiem cywilizacji.

Mieszko musiał jednakże poczekać na chrzest. Dorosły musi przed chrztem wyuczyć się prawd wiary i zasad moralności i odbyć czas próby: taki kandydat do chrztu zwie się katechumenem, a czas nauki i próby trwa w zwykłych okolicznościach jeden rok. Dlatego Chrzest Mieszka nastąpił dopiero w rok po przyjeździe Dubrawki, w r. 966.

Książę założył równocześnie biskupstwo w Poznaniu, dokąd też w r. 968 przeniósł swą stolicę. Pierwszym biskupem został Jordan.

Dubrawka obdarzona słusznie przydomkiem "matki chrzestnej Polski", przywiozła nam też kult pierwszego patrona, św. Wacława. Przywiozła z sobą niewątpliwie jakąś partykułę jego relikwii. Towarzyszący jej kapłani potrzebowali w Gnieźnie na początek choćby jakiejś kaplicy, a w każdym razie ołtarza, zaś ołtarz może być tylko na relikwiach; bez relikwii nie ma ołtarza. Relikwiarz musieli tedy mieć z sobą, bo przecież i w drodze mszę św. odprawiali; a cóż naturalniejszego jak to, że Dubrawka wzięła z sobą relikwie św. Wacława, bo był świętym patronem jej własnego rodu, domu książęcego Przemyślidów. I tak za przykładem dworu naszej "matki chrzestnej" rozszerzyła się w niedługim czasie cześć św. Wacława po całej Polsce.

Szczere było nawrócenie Mieszka, i cała rodzina książęca przejęła się gorliwością w wierze. Dopiero co nawrócona dynastia piastowska niesie pochodnię wiary dalej, do dalszych krajów na południe i na północ. Oto siostra Mieszka, Adelajda, zwaną Białą Knieginią, wyszedłszy za mąż za Gejzę, pogańskiego księcia Madziarów, staje się ich matką chrzestną, a rodzoną matką św. Szczepana, króla Węgier. Oto córka Mieszka, księżniczka Sygryda, szerzy ewangelię w Szwecji i Danii, po tamtej stronie morza Bałtyckiego, jako małżonka dwóch królów, Eryka Zwycięskiego, a w drugim małżeństwie Swena Widłobrodego. Jedna z jej dworzanek polskich poślubiła króla szwedzkiego Olafa i również go nawraca.

Chrzest Mieszka I i początki chrześcijańskich już Piastów przypadają na czasy mocnego starcia dwóch cywilizacji u naszych niemieckich sąsiadów. Król Otton I urządził sobie dwór według wzoru bizantyńskiego, na wielką skalę i okazale. Zapatrując się po bizantyńsku na stosunek Kościoła do państwa, posunął się do walki z samym papiestwem. Wyprawił się w r. 951 po raz pierwszy do Włoch, a na drugiej wyprawie dotarł w r. 961 aż do samego Rzymu. Papież Jan XII wystąpił przeciw najeźdźcom. Wtedy Otton zdobywszy Rzym, wynosi swojego papieża, przeciwstawiając go prawowitemu papieżowi!

Temu swojemu "politycznemu" papieżowi kazał się Otton koronować na cesarza rzymskiego. Wyglądało to, jakby wznawiał koronę Karola Wielkiego. W rzeczywistości nowe cesarstwo nie tylko nie miało związku z dawniejszym, lecz stanowiło przeciwieństwo tamtego: tamto było dziełem Stolicy Apostolskiej, to zaś powstało ze zbrojnej przemocy; tamto miało służyć ogólnemu związkowi państw katolickich, to zaś miało być znamieniem hegemonii, tj. przewagi i przewodzenia Niemców w Europie. Na Rzymianach zaś wymusił Otton przyrzeczenie, że odtąd nie będzie się wybierać papieża bez zezwolenia cesarskiego, a cesarzem ma być zawsze król niemiecki. Dwa razy jeszcze wyprawiał się Otton I na Rzym, wymusiwszy i to, żeby syn jego Otton II jeszcze za życia ojca otrzymał w Rzymie koronę cesarską.

Nastąpiło porozumienie obu cesarzy, niemieckiego i carogrodzkiego, żeby poniżyć stolicę Piotrową i papieża zrównać z carogrodzkim patriarchą. Carogrodzki był sługą i narzędziem kajdzara, podobnie i rzymski biskup miał być narzędziem kajzera. Po bizantyńsku cesarz nazywa się kajdzar, a Niemcy ten tytuł z Bizancjum przyjąwszy, trochę go tylko zniemczyli. I w tym jeszcze dowód i wskazówka, skąd czerpali swą umiejętność polityczną o urządzaniu państw, i o stosunku między narodami.

Kierunek bizantyński otrzymał w Niemczech walne poparcie i wszechstronne posiłki, gdy między obu cesarzami stanął układ familijny.

W r. 972 żenił Otton syna z cesarzówną bizantyńską Teofanią. Teofania posiadła wielkie wpływy polityczne, zwłaszcza, gdy po zgonie męża stała na czele rządów podczas małoletności swego syna Ottona III. Sprowadzała zaś od samego początku z Bizancjum uczonych i polityków, i w takim otoczeniu wytworzyła nowe środowisko bizantynizmu w Niemczech.

Dopiero w r. 995 objął Otton III rządy samoistne, i miało się okazać coś niespodziewanego: syn Teofanii odwrócił się od bizantynizmu, a przylgnął mocno do cywilizacji łacińskiej.

Rządy Mieszka I przypadają więc na mocny rozkwit bizantynizmu w Niemczech. Łączyło się to z wybuchami nienawiści przeciwko Słowianom, toteż nie szczędzono najazdów na państwo piastowskie, chociaż już było chrześcijańskie. Mieszko przekroczył jednak granicę i odniósł w r. 972 zwycięstwo, które na lat 30 zapewniło spokój i bezpieczne granice.

Sam Mieszko zażywał tego spokoju przez 20 lat. Rozszerzał granice swego państwa. Do Kujaw i Polan przyłączył wcześnie Śląsk, skąd posunął się na Morawy, które pozostawały we władaniu Piastów do r. 1029. Poza państwem piastowskim pozostawały jeszcze ludy Wiślan, Mazowszan, Lachów i Pomorzan.

PRZYPISY:

  1. [«]  Pergamin jest to niegarbowana skóra zwierzęca (najczęściej cielęca lub ośla), specjalnie przyrządzana, żeby na niej (cienko przykrojonej) można było pisać.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści