O. Jacek Salij - "Mały gość gimnazjalny"

Ludziom w czasach Pana Jezusa to było dobrze! Mogli na własne oczy oglądać Jego cuda!

Czy pamiętasz, jak ludzie Mu nieżyczliwi zażądali kiedyś od Niego, żeby uczynił cud? "Pokaż nam znak z nieba!" - próbowali wymusić od Niego cud według własnego pomysłu.

Jak to? Nie liczyło się dla nich to, że On przywracał wzrok niewidomym, i uzdrawiał różnych chorych i kaleki? Ani to, że Pan Jezus cudownie rozmnożył chleb? Ani nawet to, że wskrzesił jedną zmarłą dziewczynkę?

Oni postawili Panu Jezusowi warunek, że uwierzą w Niego, jeśli na własne oczy zobaczą, że ognista kula zstąpi z nieba i spocznie nad Jego głową. On jednak nie zamierzał spełniać takich zachcianek.

Pan Jezus mógł przecież to sprawić.

Jasne, że mógł. Podobnie jak mógł uczynić wiele cudów, kiedy przyszedł do swojego miasta rodzinnego, a jednak tylko kilka cudów wówczas uczynił. Pamiętasz dlaczego?

Z powodu niedowiarstwa mieszkańców Nazaretu. Ale właśnie tego ja nie rozumiem. Mnie się wydaje, że niedowiarkom cud jest bardziej potrzebny niż ludziom wierzącym. Gdyby zobaczyli cud, chyba by uwierzyli.

Może uznaliby, że Pan Jezus jest Mesjaszem. A to jeszcze nie jest wiara. Wiara powinna być przeniknięta miłością do Pana Jezusa. Wierzyć w Niego to nie tylko uznawać Go za Zbawiciela. Wierzyć to zawierzać Mu samego siebie. To naprawdę chcieć, żeby On jako Zbawiciel kierował moim życiem.

Oczywiście! Naprawdę wierzyć to zachowywać Jego przykazania, i przystępować do spowiedzi i Komunii Świętej. Ja jednak wciąż nie rozumiem, dlaczego niewierzący mają mniejszą szansę na zobaczenie cudu niż ludzie wierzący. Ludzi niewierzących cud może przyciągnąłby do wiary.

Widzę, że wcześniej musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co to jest cud.

O jednym koledze pani powiedziała, że jak przejdzie do następnej klasy, to będzie prawdziwy cud.

Tak, a drugi cud będzie, jeśli Tobie dzisiaj broda urośnie! Opamiętaj się, przecież nie o takich "cudach" rozmawiamy! Rozmawiamy o cudach, które są szczególnym znakiem Bożej miłości do nas. Zatem rozmawiamy o cudach jako o wydarzeniach religijnych. Zastanów się i spróbuj mi odpowiedzieć, co to jest cud.

Cud to jest takie wydarzenie, którego nikt bez szczególnej pomocy Bożej nie mógłby sprawić. Na przykład, komuś lekarze nie umieli już pomóc i wszyscy wiedzieli, że ten człowiek niedługo umrze - a jednak stał się cud i ten człowiek wrócił do zdrowia.

Przeważnie cud uzdrowienia jest to coś więcej niż zwyczajny powrót do zdrowia. Czasem cud zaczyna się od uzdrowienia ciała, a następnie człowiek ten doznaje wielkiego nawrócenia duchowego. A czasem jest odwrotnie: podczas choroby Pan Bóg obdarzył kogoś wielkimi łaskami duchowymi i jakby Mu było tego mało, to jeszcze dodaje temu człowiekowi cudowne uzdrowienie z tej choroby.

W tej chwili poczułem się małym odkrywcą! Tu trzeba coś odróżnić: Cudu można doznać i można oglądać cud, którego doświadczył ktoś inny. Teraz chyba zrozumiałem, dlaczego ludzie wierzący mają większą szansę na to, żeby doznać cudu. Oni po prostu swoją wiarą zapraszają Pana Boga do tego, żeby uczynił im cud.

I do tego, żeby obdarzył ich jeszcze więcej: żeby dokonało się w nich odnowienie serca.

Zastanawiam się, czy zdarzają się cuda uzdrowienia z choroby bez uzdrowienia duchowego?

Nawet w Ewangelii mamy opis takiego cudu. Kiedyś Pan Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych. Niestety, tylko jeden z nich zrozumiał, że uzdrawiając ich z choroby ciała, Pan Jezus zapraszał ich do tego, żeby nauczyli się przyjmować od Niego również dary duchowe. Tacy czasem jesteśmy, że potrafimy marnować dary Boże, nawet dar cudownego uzdrowienia.

A czemu niektórzy ludzie modlą się latami o cud, a on się nie zdarza, a ktoś inny otrzymuje go od razu?

Pan Bóg zawsze lepiej od nas wie, co dla każdego z nas jest lepsze. Ktoś prosi o cud, a może w ogóle nie zależy mu na tym, żeby kochać Boga. Gdyby taki człowiek otrzymał ten cud, może mu to tylko wyszło na gorsze. Ktoś inny prosi o cud, a Pan Bóg widzi, że większą korzyść duchową przynosi temu człowiekowi cierpliwe znoszenie tego zła, od którego on chciałby zostać cudownie uwolniony. Zresztą jeśli ktoś naprawdę prosi o cud, to zawsze dodaje to zastrzeżenie, że "Ty, Panie Boże, sam najlepiej wiesz, w jaki sposób mnie wysłuchać".

Czy Ojciec był świadkiem jakiegoś cudu?

Wiele mógłbym opowiadać o cudach odzyskania wiary, pojednania skłóconych małżonków, uzdrowienia z nałogów. Ale Tobie chyba chodzi o taki cud, jakiego doznała pewna dziewczyna, o której Ci opowiem. Przez całe lata była na wózku inwalidzkim i wszyscy wiedzieli, że jest to kalectwo do końca życia. Pojawiała się na tym wózku zawsze, kiedy odprawiałem Mszę Świętą za jej zmarłą koleżankę. Możesz sobie wyobrazić, jak wielkie wrażenie wywarło na wszystkich jej znajomych, również tych niewierzących, jej cudowne uzdrowienie. Nie tylko że zaczęła chodzić, ale jest to trwałe uzdrowienie. Dziewczyna po prostu normalnie chodzi.

A ci niewierzący, czy się nawrócili?

Wyobraź sobie, że nie. Kiedy rozmawiałem z jednym z nich, ogromnie się cieszył z tego, co spotkało jego znajomą. Nie miał wątpliwości, że to cud, ale sam do Pana Boga - przynajmniej na razie - wcale się nie przybliżył.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści