O. Jacek Salij - "Praca nad wiarą"

Komuś patrzącemu z boku mój problem może się wydawać mały i śmieszny, a ja czuję, że cała wiara mi się tu wali. Mam bardzo krytyczny stosunek do sekt. Sekty rodzą się i żywią z potępiania innych, są one dla mnie gmatwaniną mentalności utopijnej, fanatyzmu, hipokryzji i żądzy władzy. Coraz to nowe fakty utwierdzają mnie w tym poglądzie. I tu się właśnie zaczyna mój problem. Kiedyś usłyszałam opinię, że chrześcijaństwo zaczęło się jako żydowska sekta i dopiero z czasem się usamodzielniło, a w końcu rozwinęło się w największą religię świata. Początkowo opinia ta nie robiła na mnie wrażenia. Teraz coraz wyraźniej widzę, że bardzo krytyczny stosunek Jezusa do faryzeuszy wykazuje wiele podobieństw do ataków sekciarzy na swoje Kościoły macierzyste.

Rozwój sekt niepokoi dzisiaj również wielu ludzi obojętnych religijnie, zwłaszcza jeśli na ich barkach spoczywa jakaś szczególna odpowiedzialność za życie społeczne1 . Rzecz jasna, lękamy się przede wszystkim tych sekt, które realizują socjologiczną treść pojęcia sekty, tzn. tych grup religijnych czy parareligijnych, do których przynależność izoluje od społeczeństwa, niszczy podstawowe więzi społeczne oraz wykorzenia z uczestnictwa w życiu społecznym.

Tego rodzaju sekty niekiedy wręcz wyrastają z radykalnego potępienia swoich religii macierzystych, niekiedy zaś - taki na przykład jest stosunek niektórych grup New Age´u wobec chrześcijaństwa - stałe dyskredytowanie religii większościowych stanowi ważne źródło żywotności sekty.

Są jednak sekty, których znaczenie duchowe wydaje się od samego początku przede wszystkim pozytywne. Obecnie zresztą - ponieważ sam wyraz "sekta" nabrał znaczenia negatywnego - unikamy nazywania takich grup sektami. Taką właśnie grupą od samego początku byli, jak się wydaje, na przykład metodyści w stosunku do Kościoła anglikańskiego. Gdyby taki ruch jak metodystyczny pojawił się w Kościele katolickim, zapewne skończyłoby się to na założeniu jakiegoś nowego zakonu i rozwijaniu specyficznej, a zarazem świetnie mieszczącej się w Kościele, nowej i wzbogacającej wszystkich duchowości. Tak czy inaczej, ruch metodystyczny zrodził się nie tyle z buntu wobec Kościoła macierzystego, co z potężnej tęsknoty za bardziej żarliwym przeżywaniem wiary.

Sektą w takim pozytywnym znaczeniu byli w starożytnym judaizmie m.in. faryzeusze. Sama ich nazwa wyrażała to, że byli oni sektą: wyraz "faryzeusze" pochodzi bowiem od hebrajskiego "perűšim" - oddzieleni. Był to zrodzony w II wieku przed Chrystusem ruch odnowy religijnej, który zresztą nie separował się od głównego pnia judaizmu, tylko starał się go religijnie ożywiać.

Otóż trzeba z całą mocą stwierdzić, że chrześcijaństwo nigdy nie było sektą nawet w tym drugim, pozytywnym, znaczeniu. Owszem, ludziom z zewnątrz - tzn. tym, którzy nie uwierzyli, że Jezus jest Synem Bożym i Zbawicielem świata - chrześcijaństwo mogło się jawić jako odłam judaizmu. Tak np. widział chrześcijan niejaki Tertullos, oskarżyciel Apostoła Pawła przed sądem cywilnym. "Stwierdziliśmy - mówił w swojej mowie oskarżycielskiej - że człowiek ten jest przywódcą sekty nazarejczyjków, szerzy zarazę i wzbudza niepokoje wśród wszystkich Żydów na świecie" (Dz 24,5).

A może jednak faktycznie chrześcijaństwo było początkowo tylko żydowską sektą? Na to pytanie należy odpowiedzieć z największą jasnością i stanowczością: Gdyby Jezus nie był Synem Bożym, który przyszedł do nas od swojego Przedwiecznego Ojca; gdyby początkowo zamierzał On tylko zreformować i odnowić judaizm, i tylko potem tak się sprawy potoczyły, że zwolennicy wykreowali Go na Syna Bożego, to chrześcijaństwo byłoby jedną wielką blagą i obrazą Boską. Wyraźnie tak stawiał "sprawę Jezusa z Nazaretu" już Apostoł Paweł: "Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga. Skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. (...) A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach" (1 Kor 15,14n.17).

Ale prawda o Jezusie Chrystusie jest przecież inna: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16); "I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12).

Tylko w niewierze - i nie licząc się z najbardziej nawet ewidentnymi świadectwami na temat Jezusa - można mówić o Nim, że chciał On tylko ożywienia judaizmu, a wyszło Mu z tego chrześcijaństwo. Nie zapomnijmy o tym, że judaizm, a zwłaszcza judaizm międzytestamentalny oczekiwał swego wypełnienia poprzez przyjście Mesjasza. Proroctwa zapowiadały nawet nadejście czasów Nowego Przymierza (por. Jr 31,31-34).

Otóż Jezus wielokrotnie i wyraźnie wskazywał na siebie jako na Tego, w którym wypełniają się proroctwa Starego Testamentu: "Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo" (J 5,39). "Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli" (Łk 4,21) - powiedział w synagodze w Nazarecie po odczytaniu proroctwa z Księgi Izajasza. "Jak można twierdzić, że Mesjasz jest Synem Dawida?" - prowokował żydowskich biblistów, zwracając im uwagę na proroctwo mesjańskie z Psalmu 110. Toteż nigdy nie sprzeciwiał się temu, że ludzie przypisywali mu mesjański tytuł syna Dawida (Mt 9,27; 15,22; 20,30; 21,9), a nawet wyraźnie odrzucił skierowane do Niego pretensje z tego powodu (Mt 21,15n).

Co więcej, Jezus z całą jasnością i wręcz często mówił o sobie, że jest Synem Przedwiecznego Ojca (Mt 11,27; 16,16n; 17,25-27; 21,33-39; 26,63n; J 3,16-18; 5,17-45; 6,44-46, itd.).

Nie można mieć wątpliwości co do tego, że zamiarem Jezusa nie było ani reformowanie judaizmu, ani wszczepienie w tę religię jakiegoś ożywiającego nurtu na wzór stronnictwa faryzeuszów. Jednoznacznym zamiarem Jezusa było założenie ludu Nowego Przymierza. Wskazuje na to choćby już ten tylko fakt, że Jezus na protoplastów swojego Kościoła wybrał dwunastu Apostołów - na wzór dwunastu synów Jakuba, ojców ludu Starego Przymierza. Nie ukrywał też Jezus, że Jego Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich narodów (Mt 24,14; 28,19; Mk 13,10; 14,9; Łk 24,47; Dz 1,8).

Trzeba nie zauważać tych wszystkich faktów, ażeby w pierwotnym chrześcijaństwie dopatrywać się żydowskiej sekty, choćby sekty w wyłożonym wyżej pozytywnym znaczeniu. To tylko z dziełami ludzkimi często bywa tak, że co innego nieraz zamierzamy, a co innego nam z tego wychodzi. Chrześcijaństwo jest dziełem Bożym, a Jezus Chrystus od samego początku jest Darem Bożym dla całej ludzkości, dla wszystkich jej pokoleń. On jest przecież Synem Bożym i Zbawicielem świata!

Czy jednak stosunek Jezusa do faryzeuszów - niepokoi się Pani - nie przypomina sekciarskich ataków na swoje Kościoły macierzyste? Najpierw zwróćmy uwagę na całkiem niemało pozytywnych świadectw Nowego Testamentu na temat faryzeuszów. To właśnie faryzeusze życzliwie ostrzegają Pana Jezusa przed niebezpieczeństwem ze strony Heroda (Łk 13,31), tak jak później będą bronić Pawła przed Sanhedrynem (Dz 23,9). Faryzeusz Nikodem szuka u Jezusa pouczenia (J 3,1nn), potem Go publicznie broni (J 7,50) i wreszcie zajmuje się z całą serdecznością Jego pogrzebem (J 19,39). Autorytet faryzeusza Gamaliela przyniósł pierwotnemu Kościołowi istotną ulgę w prześladowaniach (Dz 5,34-39). Rzecz znamienna, że opisy męki Pana Jezusa praktycznie nie wspominają o obecności faryzeuszów wśród Jego prześladowców; jedynym wyjątkiem jest tu werset J 18,3.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że ogólny obraz faryzeuszów w Ewangeliach jest jednoznacznie negatywny. Ale z kolei nam nie wolno zapomnieć o tym - jeżeli chcemy właściwie rozumieć wystąpienia Jezusa przeciwko faryzeuszom - że jest On Synem Bożym. Jeśli bowiem Jezus jest Synem Bożym, to wszystkie Jego krytyczne czy nawet potępiające wypowiedzi na temat konkretnych ludzi mają znaczenie transcendentne w stosunku do tamtych ludzi i tamtych sytuacji: one odnoszą się przede wszystkim do nas dzisiaj, do każdego kolejnego pokolenia Kościoła i do każdego konkretnego słuchacza Ewangelii.

Krótko mówiąc, krytykując faryzeuszów, Jezus krytykuje i potępia wszelki faryzeizm, tzn. gorliwość religijną pozbawioną miłości. Nas powinno interesować przede wszystkim to, że On potępia nasz faryzeizm.

PRZYPISY:

  1. [«]  Por. dokument Parlamentu Europejskiego z 2 kwietnia 1984 pt. "Raport Cottrella" (w: dzieło zbiorowe pt. "Wspólnoty kościelne - niezależne grupy religijne - sekty", Verbinum 1994 s.247-258). U nas w Polsce Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opublikowało pod koniec grudnia 1995 "Raport o stanie bezpieczeństwa państwa", którego rozdział siódmy poświęcony jest zagrożeniu przez sekty (por. Biuletyn KAI 1996 nr 1 s.15). Na przełomie 1996 i 1997 dzienniki sporo pisały o podjętych w Niemczech oficjalnych restrykcjach w stosunku do sekty scjentologów.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści