O. Jacek Salij - "Praca nad wiarą"

Znajomy ma sklep z odzieżą, skarpetami, rajtuzami, itp. Żona dorabia sobie w tym sklepie od czasu do czasu. Ostatnio znajomy zaproponował jej pracę przez dwa tygodnie codziennie. Postawił jednak warunek, iż żona musi pracować również w niedzielę, inaczej oferta jest nieaktualna. Doszło do dość nerwowej wymiany zdań. Żona zawsze jednoznacznie stawia sprawę, że w niedziele nie pracuje i ja też jestem tego zdania. Ja rozumiem, że w niedzielę może być otwarty sklep spożywczy, bo ktoś akurat nie zdążył kupić jedzenia, albo ma nieoczekiwanych gości. Nie widzę natomiast potrzeby, aby w niedzielę był otwarty sklep ze skarpetami. W tym przypadku jednak żona zaczęła się wahać. Pytani przez nas księża dawali różne odpowiedzi. Chcemy być skrupulatni w wypełnianiu obowiązków wiary, ale wiemy też, że radykalizm powinien być zakorzeniony w mądrości. Dlatego chciałbym się dowiedzieć, jak to jest z tym handlem w niedzielę. Czy katolikowi w ogóle wolno przyjmować takie oferty. W katechizmie znajdują się tylko ogólne zasady na temat święcenia niedzieli.

Istotą święta jest oderwanie się od kieratu naszego życia codziennego. Świętują również ludzie nie mający nadziei. Dość przypomnieć, jak świętowali czciciele złotego cielca (Wj 32,5n), czy mieszkańcy zbliżającej się do upadku Jerozolimy, głusi na wezwania proroków do nawrócenia (Iz 22,13). Takie świętowanie - dzisiaj dość rozpowszechnione - jest jakby rozpaczaniem na wesoło. Zabawa i rozrywka stają się wówczas wartością najwyższą, dla której gotowiśmy łamać prawo moralne. "Co użyjem, do dla nas, bo za sto lat nie będzie nas".

Świętowanie niedzielne jest czymś dokładnie odwrotnym. Polega ono na wpatrywaniu się w Nadzieję Wiekuistą, tak aby wkorzeniała się ona coraz więcej w nasze życie. Dlatego świętujemy właśnie w niedzielę - w ten dzień tygodnia, który został rozświetlony zmartwychwstaniem Chrystusa.

Najistotniejszym elementem świętowania niedzielnego jest, rzecz jasna, uczestnictwo we Mszy Świętej. Dlaczego Kościół przywiązuje tak wielką wagę do tego, aby niedzielna Msza zgromadziła możliwie wszystkich katolików? Bo uobecnia się wówczas realnie ta niepojęta Miłość, jaka się dokonała na Krzyżu, przez którą zostaliśmy odkupieni. Przychodząc na Mszę, możemy się cali - razem z naszymi aktualnymi problemami, radościami i kłopotami - w tej Miłości zanurzyć, odnowić i umocnić. Co więcej, możemy wówczas nakarmić się Ciałem Pańskim.

Wystarczy to sobie uprzytomnić, ażeby zobaczyć, jak bardzo nie mają racji ci katolicy, którzy mówią: "ja wolę pomodlić się prywatnie, taka modlitwa więcej mi daje". Modlitwę prywatną Kościół zawsze popierał i do niej zachęcał, ale Msza Święta jest przecież czymś nieskończenie więcej niż modlitwą, jest uobecnieniem Najświętszej Ofiary Chrystusa. Zresztą proste doświadczenie dowodzi, że zaniedbanie się w coniedzielnej Mszy Świętej nieuchronnie powoduje oddalanie się od wiary.

Kościół od samego początku bardzo gorąco prosił swoje dzieci, aby pilnowali coniedzielnej Eucharystii. "Niechaj nikt nie błądzi - pisał już w roku ok.108 święty Ignacy z Antiochii - Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego. Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził" (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: "Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana, i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary" (13,1).

Odpoczynek fizyczny i duchowy oraz szczególna pamięć o ludziach ubogich i potrzebujących to dwa dodatkowe elementy niedzielnego świętowania. Pracę w niedzielę winno się ograniczyć tylko do tego, co konieczne - ażeby móc więcej czasu poświęcić rodzinie, pójść na dłuższy spacer z dziećmi, odwiedzić starą ciotkę czy znajomego w szpitalu, przeczytać jakiś tekst religijny lub odrobić zaniedbania korespondencyjne.

Jest wielką zasługą Kościoła, że nauczył społeczeństwa europejskie niedzielnego świętowania. Najwięcej skorzystały na tym niższe klasy społeczne, dla których Kościół wywalczył - pokonując wiele oporów ze strony pracodawców i właścicieli - prawo do niedzielnego odpoczynku. Domagając się niedzielnego odpoczynku również dla najuboższych, Kościół walczył o uznanie ich ludzkiej godności. Tym, którzy nieraz widzieli w swoich niewolnikach i sługach tylko używające mowy zwierzęta, Kościół wytrwale przypominał, że na równi z wszystkimi są oni powołani do życia wiecznego - i dlatego świętowanie niedzielne im się należy.

Trudno było wprowadzić obyczaj powszechnego niedzielnego świętowania, ale łatwo go zniszczyć. Warszawę też budowano przez całe pokolenia, a Hitler potrafił ją zniszczyć w bardzo krótkim czasie. Otóż ostatnio coś niedobrego dzieje się z niedzielą. U bardzo wielu ludzi, w tym również u katolików, załamała się zasada, że niedziela dopuszcza tylko pracę konieczną.

Zwłaszcza przez dwie szczeliny wciskają się obyczaje niszczące niedzielę jako dzień odpoczynku. Po pierwsze, znów pojawiło się - i to na dużą skalę - przymuszanie do takiej pracy w niedzielę, która nie jest społecznie niezbędna. Doświadczyła tego w mikroskopijnej skali Pańska żona, ale wielu ludzi musi dziś regularnie pracować w niedzielę, jeśli nie chcą utracić pracy, mimo że tradycyjnie takich prac nigdy się w niedzielę nie wykonywało. Doprawdy najwyższy czas, ażeby zjawisko to zostało przynajmniej trochę poskromione poprzez jakieś sensowne ustawy sejmowe (podobnie jak zjawisko wydłużania się dnia pracy nieraz aż do kilkunastu godzin dziennie).

Bardzo rozsądnie poucza na ten temat "Katechizm Kościoła Katolickiego": "Każdy chrześcijanin powinien unikać narzucania - bez potrzeby - drugiemu tego, co przeszkodziłoby mu w zachowywaniu dnia Pańskiego" (nr 2187 i 2195).

Drugą szczeliną, poprzez którą rozsadzany jest obyczaj niedzielnego odpoczynku, jest zwyczajna chciwość. Podam przykład pierwszy z brzegu. Niekiedy pracodawca, ażeby zachęcić do pracy, która również w niedzielę musi być wykonana (np. w szpitalu czy na kolei), wynagradza ją więcej, niż analogiczną pracę w dni powszednie. I słusznie - przeciętny człowiek bowiem wolałby niedzielę mieć wolną, skoro zaś ta praca musi być w niedzielę wykonana, jest czymś sprawiedliwym trochę więcej za nią zapłacić. Zdarza się jednak, że ktoś złakomi się na tę wyższą zapłatę i sam zabiega o to, żeby mu regularnie wyznaczano pracę w niedzielę. Boję się, że taki człowiek o wiele więcej traci niż zyskuje. Zyskuje więcej pieniędzy, ale traci coś znacznie ważniejszego.

Podobnie nie sposób nie przyznać Panu racji, że sklep ze skarpetkami naprawdę mógłby pozostać w niedzielę zamknięty. Również jeśli na jakimś dworcu widzę w niedzielę kilkanaście - albo i więcej! - otwartych sklepów, stoisk i wózków z artykułami spożywczymi, myślę sobie, że bardzo to zasmucający dowód, że niedziela dla wielu z nas przestała być niedzielą.

Na koniec spróbuję ustosunkować się do Pańskiego pytania. Pomocne mi będzie następujące rozróżnienie: Coś może być grzechem, dlatego że jest czymś wewnętrznie złym, a coś może być grzechem tylko dlatego, że jest czymś zakazanym. Otóż Kościół zawsze z całą jasnością nauczał, że nigdy i w żadnych okolicznościach nie wolno zarabiać na życie poprzez czynienie zła. Są całe zawody, których człowiekowi pod żadnym pozorem wykonywać się nie godzi. Na przykład nie ma wyjątków od zasady, że nie godzi się zarabiać na chleb poprzez handel narkotykami czy uprawianie prostytucji.

Jednak zakaz pracy w niedzielę dotyczy działań, które są wewnętrznie dobre, zakazane zaś są ze względu na świąteczny charakter tego dnia. Niewątpliwie grzechem jest dobrowolne i w poważnym zakresie naruszenie tego zakazu. Niemniej zakazy tego rodzaju nie obowiązują bezwzględnie. Dotyczy to zwłaszcza różnych sytuacji przymusowych.

Jak w opisanym przez Pana przypadku winna się zachować Pańska żona? Otóż wydaje się, że jest to typowa sytuacja, kiedy człowiek musi wybrać między czymś dobrym i czymś lepszym. W sytuacji, kiedy dwa tygodnie pracy w sklepie istotnie zasiliłoby wasz skromny budżet, wolno byłoby jej tę pracę przyjąć, mimo że wiąże się ona z - w sumie przecież niepotrzebną, ale wymuszoną przez pracodawcę - pracą w niedzielę. O tyle łatwiej zaakceptować taką decyzję, że, po pierwsze, chodziło tu o pracę tylko w jedną niedzielę, a po wtóre, że daliście Państwo bardzo wyraźnie świadectwo temu, co o tym myślicie.

Wydaje się jednak, że czymś lepszym byłoby nie przyjąć takiej oferty. Świadectwo, jakieście Państwo już dali, zostałoby w ten sposób dopełnione.

Zarazem pragnę wyraźnie powiedzieć, że jeśli stajemy wobec wyboru między tym co dobre i tym co lepsze, nie jest tak, że mamy obowiązek wybierać to co lepsze. Owszem, wolno nam również wybrać to co tylko dobre.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści