O. Jacek Salij - "Praca nad wiarą"

Odwiedziłem siostrę, która mieszka za granicą. W niedzielę wzięła mnie na nabożeństwo protestanckie, bo do kościoła katolickiego ma daleko nawet samochodem. Najbardziej zaniepokoiłem się tym, że podczas tego nabożeństwa przystąpiła do komunii. Kiedy jej o tym powiedziałem, odparła, żebym nie przesadzał, bo teraz jest epoka ekumenizmu, a protestanci wierzą w tego samego Pana Jezusa. Zamilkłem, bo sam nawet nie wiem, czy istnieje jakieś oficjalne stanowisko Kościoła na ten temat.

Istotę katolickiego stanowiska na temat protestanckiej Wieczerzy Pańskiej najpełniej wyraził ostatni sobór w Dekrecie o ekumenizmie. Wypowiedź soboru jest pełna szacunku dla tego nabożeństwa, a zarazem jasno stwierdza, że Kościół katolicki nie potrafi w nim rozpoznać prawdziwej Eucharystii. Dlatego list mój zacznę może od przytoczenia tamtej soborowej wypowiedzi:

"Pomimo że odłączonym od nas wspólnotom kościelnym brakuje pełnej jedności z nami wypływającej z chrztu i choć w naszym przekonaniu nie przechowały one tajemnicy eucharystycznej w jej istocie i pełni, głównie przez brak sakramentu kapłaństwa, to jednak sprawując w Świętej Wieczerzy pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Pańskiego, wyznają, że oznacza ona życie w łączności z Chrystusem i oczekują Jego chwalebnego przyjścia. Wobec tego nauka o Wieczerzy Pańskiej, o innych sakramentach i kulcie oraz o posługach Kościoła powinna stanowić przedmiot dialogu" (DE 22).

Warto zaś wiedzieć, że w tym samym dokumencie sobór nie tylko zgadza się na wspólną modlitwę z naszym braćmi wierzącymi w Chrystusa, którzy nie są katolikami, ale wręcz do niej zachęca - zwłaszcza do modlitwy o zjednoczenie chrześcijan (DE 8). Skąd ta różnica w podejściu do wspólnoty modlitewnej oraz do wspólnoty eucharystycznej?

Otóż są dwa tego powody. Zajmijmy się najpierw pierwszym z nich, jest on wymieniony w przytoczonej przed chwilą wypowiedzi: "w naszym przekonaniu nie przechowały one wspólnoty protestanckie tajemnicy eucharystycznej w jej istocie i pełni, głównie przez brak sakramentu kapłaństwa".

Wspólnie bowiem z Kościołem prawosławnym oraz innymi niekatolickimi Kościołami wschodnimi (które odeszły od wspólnoty katolickiej jeszcze w pierwszym tysiącleciu), wspólnie również z Kościołami starokatolickimi, wierzymy, że ta najświętsza Tajemnica sprawowana jest ważnie tylko w Kościołach kierowanych przez następców Apostołów oraz wyświęconych przez nich prezbiterów. Natomiast nie umiemy rozpoznać prawdziwej Eucharystii w Wieczerzy Pańskiej, odprawianej w Kościołach, które nie przywiązują wagi do tego, żeby ich pasterze włączeni byli w łańcuch sukcesji apostolskiej.

Ale jest jeszcze drugi powód, dla którego Kościół lęka się przyśpieszać wspólnoty eucharystycznej z tymi chrześcijanami, z którymi nie łączy nas wspólna wiara. Powód ten najkrócej został sformułowany w soborowym Dekrecie o Kościołach wschodnich: "Współudział w czynnościach liturgicznych, szkodzący jedności Kościoła albo zawierający w sobie formalne przylgnięcie do błędu lub też niebezpieczeństwo zbłądzenia w wierze, zgorszenia i indyferentyzmu, jest z prawa Bożego zabroniony" (DKW 26).

Dlatego zaś właśnie w tym dokumencie sobór o tym przypomina, bo tylko ten powód może być przeszkodą do wspólnoty eucharystycznej z niekatolickimi Kościołami wschodnimi, w których przecież Eucharystia sprawowana jest ważnie. Zresztą sobór przypomina o tym w rozdziale, w którym podpowiada się pewne możliwości zwiększenia wspólnoty sakramentalnej z naszymi braćmi z tych Kościołów. Było to tak dalekie wyjście naprzeciw tym Kościołom wschodnim, z którymi nie jesteśmy jeszcze w jedności, że po dziś dzień Kościoły te lękają się podjąć w tej sprawie zasadę wzajemności.

Zresztą wczytajmy się bezpośrednio w wypowiedź soboru: "Praktyka jednak duszpasterska wykazuje, że jeśli chodzi o braci wschodnich, można i powinno się wziąć pod uwagę różne sytuacje poszczególnych osób, w których ani jedność Kościoła nie jest zagrożona, ani nie występuje wspomniane wyżej niebezpieczeństwo, lecz w których konieczność zbawienia i dobro dusz stanowią naglącą potrzebę. Dlatego Kościół katolicki, stosownie do okoliczności czasu, miejsca i osób, nieraz stosował i stosuje łagodniejszy sposób postępowania, udostępniając wszystkim środki zbawienia i świadectwo miłości między chrześcijanami przez uczestnictwo w sakramentach i innych czynnościach i rzeczach świętych. Biorąc to pod uwagę i abyśmy się nie stali przeszkodą do zbawienia z powodu surowości sądu dla tych, którzy się zbawiają, oraz dla coraz większego popierania jedności z Kościołami wschodnimi, od nas odłączonymi, Święty Sobór ustala następujący sposób postępowania" (tamże). I tu następuje wyliczenie możliwych już obecnie sytuacji, w których dopuszcza się wspólnotę sakramentalną z chrześcijanami należącymi do Kościołów, które zachowały sukcesję apostolską.

W tym też duchu ustala możliwość wspólnoty sakramentalnej z niekatolikami prawo kanoniczne. Długi kanon 844 można streścić w trzech punktach:

Przygotowując się do odpowiedzi na Pański list, zaglądnąłem również do obu - zarówno tego z roku 1967, jak tego z roku 1993 - Dyrektoriów ekumenicznych. Ustalenia tam zawarte są dokładnie te same, jak już wyłożyłem. Sądzę jednak, że odpowiedź moja będzie bogatsza, jeśli je tu przytoczę.

Otóż Dyrektorium ekumeniczne z roku 1967 problem nasz omawia następująco: "Sprawowanie sakramentów jest czynnością Wspólnoty dokonywaną w tejże Wspólnocie i oznaczającą jej jedność w wierze, kulcie i w życiu. Stąd gdzie brak tej jedności wiary co do sakramentów, niedozwolone jest uczestnictwo Braci odłączonych z katolikami, szczególnie w sakramentach Eucharystii, pokuty i namaszczenia chorych. Ponieważ jednak sakramenty stanowią zarówno znaki jedności, jak źródła łaski, Kościół może z wystarczających racji zezwolić jakiemuś bratu odłączonemu na przystąpienie do tych sakramentów. To przystąpienie może być dopuszczone w niebezpieczeństwie śmierci lub naglącej konieczności (w czasie prześladowania, w więzieniu), jeżeli odłączony brat nie może mieć dostępu do szafarza swej Wspólnoty i dobrowolnie prosi kapłana katolickiego o sakramenty, byleby wyraził wiarę w te sakramenty, zgodną z wiarą Kościoła i był odpowiednio usposobiony. Katolik zaś w podobnych okolicznościach nie może prosić o te sakramenty, chyba od szafarza, który otrzymał ważnie sakrament kapłaństwa" (nr 55).

Zatem Pana siostra, jako katoliczka, nie powinna przyjmować komunii w Kościele protestanckim, i to nie tylko w zwyczajną niedzielę, ale nawet w niebezpieczeństwie śmierci. Duchowni bowiem tych Kościołów nie mają ważnych święceń kapłańskich, tzn. nie są włączeni w łańcuch sukcesji apostolskiej. Takie samo rozstrzygnięcie znajduje się w Dyrektorium ekumenicznym z roku 1993 (nr 132).

Duch prawdziwie ekumeniczny wyraża się m.in. w szacunku dla wiary i dyscypliny innych Kościołów, a zarazem na oczekiwaniu analogicznego szacunku dla wiary i dyscypliny własnego Kościoła. Toteż wszelkie manifestacje jedności, dokonywane w braku szacunku dla wiary i dyscypliny Kościoła własnego lub cudzego, są ekumeniczne tylko pozornie, bo w gruncie rzeczy są przeciwne prawdziwemu ekumenizmowi.

Jak powiedziałem, w wyjątkowych sytuacjach katolikom wolno korzystać z posługi sakramentalnej tych duchownych niekatolickich, którzy mają ważne święcenia kapłańskie. Otóż Dyrektorium ekumeniczne z roku 1993 przypomina, że katolicy, którzy chcą skorzystać z tego pozwolenia, powinni jednak w pełni uszanować wiarę i dyscyplinę tego innego Kościoła: "Kościoły wschodnie mogą mieć bardziej ograniczającą dyscyplinę w tej dziedzinie, którą trzeba uszanować. (...) Mając na uwadze to, że u katolików oraz u chrześcijan wschodnich istnieją odmienne zwyczaje, gdy chodzi o przystępowanie do Komunii Świętej, spowiedzi przed Komunią i postu eucharystycznego, należy starać się o to, by katolicy nie powodowali zgorszenia i nieufności u chrześcijan wschodnich. Katolik pragnący prawowicie przyjąć Komunię u chrześcijan wschodnich powinien, na ile to możliwe, uszanować dyscyplinę wschodnią, i powstrzymać się od Komunii sakramentalnej, jeżeli dany Kościół rezerwuje ją dla swych własnych wiernych z wykluczeniem wszystkich innych" (nr 124).

Taki jest właśnie duch ekumeniczny, że staramy się niczego nie robić według własnego widzimisię. Chrześcijaninowi o nastawieniu prawdziwie ekumenicznym wolno korzystać z posługi sakramentalnej w innym Kościele tylko pod dwoma warunkami: jeśli jest to zgodne z wiarą i dyscypliną jego własnego Kościoła, i jeśli nie narusza to wiary i dyscypliny Kościoła, w którym chciałby z posługi sakramentalnej skorzystać.

Dyrektorium ekumeniczne z roku 1993 bardzo pięknie zwraca uwagę na to, że jakkolwiek między rozdzielonymi Kościołami wciąż jeszcze nie ma pełnej komunii sakramentalnej, to przecież "istnieje między chrześcijanami pewna rzeczywista komunia, która - jeśli nawet jest niedoskonała - może być wyrażana na różne sposoby, łącznie z udziałem w modlitwie i kulcie liturgicznym" (nr 104a).

Otóż bardzo pięknie tę niedoskonałą jeszcze komunię manifestuje się - jak słyszałem - w niektórych kościołach szwedzkich. Mianowicie obecni na nabożeństwie katolickim protestanci oraz katolicy obecni na nabożeństwie protestanckim wchodzą do szeregu przystępujących do komunii, a w momencie kiedy na nich przychodzi kolej, skłaniają się z szacunkiem i odchodzą. I taka jest prawda: jakaś komunia już teraz między nami istnieje, a zarazem wciąż jeszcze nie jest to komunia pełna.

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści