O. Jacek Salij - "Rozpacz pokonana"

Człowiek, a niekiedy całe ludzkie społeczności, może znajdować się w sytuacji rozpaczy, wcale o tym nie wiedząc. Rozpacz rzadko tylko wyraża się czarnym poczuciem kompletnego bezsensu, braku jakiegokolwiek wyjścia czy nawet wpadania w otchłań bez dna. Rozpacz króluje wszędzie tam, gdzie ludzkie postawy i działania - nawet jeśli towarzyszy im żywa świadomość sensowności - zawieszone są w próżni bezsensu. Wszędzie tam, gdzie pierwszym motorem ludzkich poczynań jest nienawiść albo pogarda dla osoby ludzkiej, gdzie człowiek kręci się wokół własnego pępka lub wokół swojej grupy społecznej i obojętne mu jest dobro innych - ostatecznym wymiarem jest rozpacz. Gdyby nie pożerała nas rozpacz, nie byłoby w nas tylu zwalczających się wzajemnie żądz i ambicji: ale czy uganianiem się za różnymi sensami cząstkowymi można ją w sobie zagłuszyć? Niektórzy z nas usiłują rozpaczać na wesoło i w sytości: bo jak inaczej wytłumaczyć współczesną inwazję bezsensu w dziedzinę rozrywki, dehumanizację płciowości czy okaleczenie wartości konsumpcyjnych a ich transcendowania ku temu co wyższe?

Jeśli już ktoś znalazł się w rozpaczliwym położeniu; to - rzecz jasna - lepiej, żeby o tym wiedział. Wprawdzie człowiekowi jest wówczas bez porównania trudniej, niż gdyby rozpaczał w sposób nieuświadomiony, ale to daje przynajmniej szansę przezwyciężenia rozpaczy. Człowiek będzie wówczas szukał tej szczeliny, którą wystarczy odnaleźć i rozchylić, aby sytuację beznadziejną rozjaśnił promień światła. Świat jest Boży, toteż żadne zło nie ma mocy opasać człowieka ani ludzką zbiorowość szczelnie i bez reszty. Nawet piekło tylko dlatego stanowi sytuację absolutnie beznadziejną, że jego mieszkańcy zamykają się w nim od wewnątrz.

"Pan dotąd miłosiernie patrzy na szatana,
Lecz szatan odwraca się, by nie widział Pana"

- pisał Mickiewicz.

Świadomość sytuacji po ludzku bez wyjścia jest więc jakimś dobrem. Każde dobro na tej ziemi można niestety zmarnować, a cóż dopiero dobro tak trudne i tak niebezpieczne: przecież świadomość taka niszczy nas straszliwie i dopóki nie odnajdziemy owej szczeliny ku wyjściu. Rozpoznanie beznadziejności położenia musi przyśpieszać nasze poszukiwania słabych miejsc w zamykającym się coraz szczelniej murze rozpaczy, inaczej stanie się katalizatorem katastrofy.

Nadzieja nie polega więc na optymistycznym - choćby wbrew faktom - patrzeniu w przyszłość. Tak myśleli wszyscy fałszywi prorocy. Nadzieja jest to praca ducha, która dokonuje się już teraz, a której celem jest przezwyciężenie obecnej rozpaczliwej sytuacji. Nadzieja jest to poszukiwanie tej siły, która ocala wbrew wszelkim mocom niszczącym. Bo jeśli świat jest Boży, zniszczenie i klęska nie może - bez zgody zainteresowanego - być ostatecznym dnem czyjejkolwiek sytuacji.

W tym miejscu najostrzej chyba rysuje się granica między dziećmi Bożymi i dziećmi tego świata. Niekiedy bowiem nadzieja jest pracą tak ciężką, że łatwiej jest poddać się mocom odczłowieczającym, aniżeli wystawić się na pole bitwy, w której zwyciężają moce pochodzące od Boga. Trzeba bowiem powiedzieć sobie wyraźnie: największym czynem nadziei jest męczeństwo.

Czy jednak czynem nadziei jest każda udręka ponoszona dla sprawiedliwości? Czy każda niesłusznie zadana śmierć jest męczeństwem? Są to pytania fundamentalne, zwłaszcza dla Polaków, którym nie zawsze udawało się odróżnić męczeństwo od cierpiętnictwa. Etymologicznie, męczeństwo (martyrion) znaczy świadectwo. Bo istotą męczeństwa jest świadczenie, że istnieją wartości ważniejsze niż życie i że są one mocniejsze niż śmierć. Ludzie rozumiejący, czym jest męczeństwo, skąpią każdej kropli krwi, starają się oszczędzić sobie, a zwłaszcza innym, każdą odrobinę niepotrzebnej udręki. Wtedy tylko wolno nam się wystawić na razy, kiedy alternatywą jest upodlenie, degradacja z udzielonej nam przez Stwórcę godności człowieczej. Męczeństwem nie jest samo cierpienie dla sprawiedliwości, ale wierność sprawiedliwości i człowieczeństwu w każdej okoliczności, nawet w cierpieniu i śmierci.

Zatem nadzieja jest to wielka praca nad zachowaniem duszy swojej, swoich bliźnich i swojego narodu. Jest to czerpanie mocy z góry, aby obronić się przed zagrożeniem najstraszliwszym: ze strony siebie samego. Bo jak od dawna już powtarzają wielcy mędrcy ludzkości, żadne siły nie zdołają zabić duszy człowieka ani narodu, dopóki zainteresowany nie zacznie czynnie i ochoczo z nimi współpracować.

Mówiłem dotychczas tylko o tym, co w nadziei jest trudne. Ale przecież nadzieja zawiera w sobie coś wspaniałego, co czyni tę postawę czymś słodkim i jakby łatwym. Żywoty świętych nie są dziś powszechnie czytane i może dlatego tak mało o tym wiemy. Mianowicie wystarczy zająć postawę nadziei, wystarczy stanąć na gruncie dogmatu, że nie ma takiej sytuacji, która usprawiedliwiałaby paktowanie z kłamstwem i krzywdą - aby bezpośrednio na sobie zaznać prawdziwości słów Zbawiciela: "Weźcie moje jarzmo i przyjmijcie moją naukę, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem moje jarzmo jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,29n).

Co więcej, spokojne - bez gniewu i nienawiści do kogokolwiek - trzymanie się dróg sprawiedliwości ma w sobie jakąś cudowną siłę przyciągania, niemal natychmiast znajduje naśladowców. "Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan - pisał Tertulian, pisarz żyjący na przełomie II i III wieku. Akta męczenników notują nawrócenia nawet wśród katów.

I jeszcze więcej: spokojna, nikomu nie zagrażająca, ale stanowcza wierność fundamentalnym wartościom rodu ludzkiego ma dziwną moc oczyszczania i rozświetlania ludzkiego środowiska. Ludzie dlatego przede wszystkim współpracują z kłamstwem i paktują ze złem, bo wydaje im się to nieuniknione. Postawa nadziei - choćby przyjęli ją początkowo tylko nieliczni - odsłania pozorność tego fatalizmu. I wówczas wszyscy, jeśli tylko nie zamykają oczu, zaczynają dostrzegać, że nie ma żadnego rozsądnego powodu, żeby służyć potęgom ciemności. Droga, jaką w wielkim trudzie wytyczali męczennicy, staje się czymś łatwym i oczywistym dla ich następców. Jeszcze jeden dowód, że świat naprawdę jest Boży. Jeśli tyle w nim ciemności, to tylko dlatego, że ludziom zabrakło nadziei.

Wypowiedź moją proszę traktować jako komentarz do słów Ewangelii: "Na tym świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie: Jam zwyciężył świat" (J 16,33). Pierwszy komentarz do tych słów zapisany został już w liście apostolskim: "Tym zwycięstwem, które zwycięża świat, jest wiara nasza" (1 J 5,4).

  NA POCZĄTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU Biblioteka wirtualna Spis treści