O. Jacek Salij - "Wybierajmy życie" |
Chcemy czy nie chcemy, w naszym stosunku do człowieka umierającego odsłania się sama istota tego, co w ogóle sądzimy na temat sensu ludzkiego życia, w tym również sensu naszego własnego życia.
Generalnie, stając w obliczu człowieka znajdującego się w sytuacji terminalnej, realizujemy którąś z trzech postaw, które spróbuję tu pokrótce scharakteryzować. Używam pierwszej osoby liczby mnogiej, bo praktycznie problem dotyczy wszystkich. Zanim sami umrzemy, każdemu z nas nieraz przychodzi uczestniczyć w umieraniu kogoś bliskiego, natomiast dla pielęgniarek i lekarzy czynne towarzyszenie ludziom umierającym stanowi zazwyczaj istotny wymiar ich codziennej pracy zawodowej.
Ten model ujawnia, jak się wydaje, antropologię kolektywistyczną i znajdziemy go m.in. w źródłach starogreckich. Dla Greków człowiek chory liczył się przede wszystkim jako ktoś potrzebny wspólnocie. Owszem, lekarz starogrecki pod żadnym pozorem nie ingeruje w samą tajemnicę życia, jednak podstawowym jego zadaniem jest pomoc w odzyskiwaniu zdrowia, a nie opieka nad nieuleczalnie chorym. Platon pisał brutalnie - choć ówcześni Grecy prawdopodobnie nie zauważali zawartego w tych słowach okrucieństwa - że medycyna ma "służyć obywatelom, których (...) ciała są udane, a co do innych, to jeśli ciała będą mieli liche, tym pozwoli się umrzeć"1 .
W naszej chrześcijańskiej Europie, dopiero wskutek osłabienia wiary w życie wieczne, wyszło na jaw, jak wiele było w nas takiego właśnie stosunku do człowieka umierającego. Świadczy o tym rozpowszechniona w swoim czasie maniera konsekwentnego ukrywania przed umierającym prawdy o jego położeniu. Lew Tołstoj, w noweli Śmierć Iwana Iljicza, genialnie odsłonił całą nieludzkość tej maniery, pokazując, że swoim udawaniem tylko zwiększamy naszym bliskim ból umierania, a zwiększamy tym więcej, im bardziej komedianckie, im mniej delikatne jest to nasze udawanie.
Przy tym podejściu postuluje się coraz częściej pełne informowanie chorego o zaawansowaniu jego choroby i wejściu w stan terminalny - a ponieważ mentalność indywidualistyczna z zasady osłabia więzi międzyludzkie i nie docenia znaczenia wzajemnej miłości, przekazanie tej prawdy umierającemu dokonuje się nieraz bez należytej delikatności, w sposób okrutny. Główny współczesny ideolog tej mentalności, Peter Singer, nie waha się głosić, że ktoś całkowicie i bezpowrotnie zdany na czyjąś opiekę właściwie nie jest już człowiekiem - jest ludzkim złomem, eks-człowiekiem - toteż nie ma nic nagannego w spowodowaniu jego śmierci. Jakby symbolicznym podsumowaniem podejścia tej mentalności do ludzkiego umierania jest chęć - realizowana zazwyczaj poprzez decyzję o kremacji zwłok i rozsianiu prochów na cztery strony świata - niepozostawienia po sobie grobu.
| PRZYPISY: |
| |||
![]()
![]()
![]() |