Ks. Tadeusz Fitych - "Artykuły" |
W miarę powszechnie znany fakt odbywania służby wojskowej przez alumnów wyższych seminariów duchownych w latach 1960-1980 nie posiada jeszcze monograficznego opracowania1 . Pobór kleryków do wojska był jednym z wielu eksperymentów władz PRL, który nie przyniósł jednak oczekiwanych wyników. W swych założeniach generalnych miał być formą nacisku na Prymasa Polski i Episkopat w celu wymuszenia ustępstw. Był też próbą zdezorganizowania toku studiów seminaryjnych, odciągnięcia jak największej liczby alumnów od kapłaństwa, a ponadto zamierzonym sposobem gromadzenia możliwie pełnych danych o osobowości kleryków, kontynuujących formację seminaryjną po ukończonej służbie wojskowej (użytecznych w zwalczaniu Kościoła poprzez coraz celniejsze uderzenia zadawane jego "głowie"), a wreszcie formą zastraszenia i zniechęcenia do przyszłych powołań kapłańskich.
Porozumienie z rządem z 1950 roku, jak też ustawa o powszechnym obowiązku służby wojskowej z dnia 30 I 1950 roku3 zawierały dwa różne sposoby zwolnienia od obowiązku zasadniczej służby wojskowej:
W stosunku do kleryków przez wiele lat stosowano "zaliczenie do ponadkontygentowych". W praktyce, każdego roku przed poborem Minister Obrony Narodowej wydawał zarządzenie: poborowych duchownych i zakonników oraz uczniów seminariów duchownych wyznań prawnie uznanych należy zaliczyć do ponadkontygentu bez poddawania przeglądowi lekarskiemu5 .
Historia wojskowej służby alumnów sięga końca lat pięćdziesiątych, kiedy to władze komunistyczne, po chwilowej odwilży, rozpoczęły na nowo wzmożoną walkę z Kościołem. Polityka powoływania do wojska studentów seminariów diecezjalnych i zakonnych, z różnym natężeniem, trwała nieprzerwanie przez ponad dwadzieścia lat (nawet mimo wyboru krakowskiego metropolity na Stolicę Piotrową w roku 1978), aż do Wielkanocy 1980 roku, kiedy to w obliczu kryzysu społeczno-ekonomicznego oraz wobec powszechnego niezadowolenia z polityki Rządu PRL, Episkopat Polski zdołał dojść z władzami do porozumienia w tej kwestii i zamknąć rozdział historii kleryckiej służby wojskowej.
Ta forma represjonowania Kościoła ma przynajmniej trzy aspekty. Była ona przede wszystkim uderzeniem i szantażem stosowanym wobec Episkopatu z myślą o rozbiciu jego jedności6 . Zamierzała też do sparaliżowania systemu kształcenia przyszłych kapłanów, absorbując między innymi rektorów staraniami, zmierzającymi do dowołania alumnów, powołanych według swoistego rozdzielnika7 , zmniejszając niekiedy bardzo radykalnie liczebność jednego kursu oraz wsączając w seminaria atmosferę psychicznego terroru. Stwarzała wreszcie władzom idealne "laboratoryjne" warunki do eksperymentów indoktrynacyjnych i różnego typu manipulacji, stosowanych w przeciągu dwuletniego okresu zasadniczej służby wojskowej wobec powołanych alumnów, którym nierzadko wmawiano, iż zostali wytypowani przez swoich przełożonych seminaryjnych.
Zatrzymując się przy ostatnim omawianym aspekcie, możemy wyróżnić przynajmniej trzy etapy w organizacji kleryckiej służby wojskowej i doborze stosowanych tam metod na rzecz przymusowej ateizacji i indoktrynacji marksistowskiej.
Etap pierwszy obejmuje lata 1959 - 19648 .
W tym okresie klerycy - żołnierze odbywali dwuletnią zasadniczą służbę wojskową w tak zwanej "diasporze". Na tym etapie byli jeszcze wcielani do różnych formacji i jednostek wojskowych pierwszego rzutu, to znaczy bojowych, na terenie całego kraju. Szybko jednak zrezygnowano z tej metody, gdyż alumni-żołnierze wywierali bardzo silny, pozytywny wpływ na kadrę zawodową i żołnierzy, stając się ich duchowymi przywódcami. Bardzo często katechizowali oni rodziny zawodowych wojskowych i chrystianizowali bezpośrednie otoczenie. Niepowodzeniem zakończyła się także kolejny eksperymentalny wariant. Polegał on na umieszczaniu alumnów w jednostkach specjalnych o zaostrzonych rygorach lub wprost karnych, w których większość żołnierzy rekrutowała się w tak zwanego "marginesu społecznego" lub zakładów poprawczych, bądź też wywodziła się z jakiejś religijnej sekty na przykład "Świadków Jehowy"9 .
Etap drugi to lata 1965 - 1972.
Od roku 1964 utworzono tak zwane kompanie kleryckie w regularnych jednostkach liniowych, co wydatnie zwiększyło możliwość stosowania systemowej indoktrynacji, propagandy ateistycznej i zamierzonej odseparowania od środowiska i świata zewnętrznego. Były one zlokalizowane w Gdańsku, Opolu i Szczecinie-Podjuchach10 . W roku 1965 dwie kompanie kleryckie zostały przeniesione - jedna z Gdańska do Bartoszyc, a druga z Opola do Brzegu. W rok później wszystkie trzy kompanie kleryckie zostały przekształcone w samodzielne jednostki wojskowe ratownictwa terenowego. Utworzone bataliony nie posiadał charakteru bojowego. Miały swój bardzo specyficzny i wystudiowany profil, który został w dużej mierze zdominowany przez programową laicko-marksistowską indoktrynację. Z drugiej strony, zostały one częściowo upodobnione do tak zwanej Obrony Terytorialnej Kraju (OTK). Podporządkowano je bezpośrednio Głównemu Zarządowi Politycznemu Wojska Polskiego. Atmosferę w tych jednostkach przybliża opublikowany pamiętnik księdza diecezji tarnowskiej Stanisława Gabańskiego, który służył latach 1965 - 1967 w Brzegu, w IV Kompanii Pułku Pontonowego, przekształconego po roku w Szkolny Batalion Ratownictwa Terenowego11 oraz fragment korespondencji alumna Jerzego Popiełuszki - w latach 1966-1968 żołnierza III Kompanii Batalionu Ratownictwa Terenowego w Bartoszycach12 . Charakteryzując fenomen służby wojskowej alumnów w prezentowanym etapie, współczesny niezależny historyk Peter Raina pisze: dyskryminacja religijna i psychiczne znęcanie się nad alumnami osiągnęły taki poziom, że Prymas Wyszyński zwrócił się w kwietniu 1965 roku bezpośrednio do ministra obrony Mariana Spychalskiego, prosząc o zaniechanie stosowanych wobec kleryków metod. Opublikowany przezeń list Prymasa przynosi wiarygodną, celną i całościową charakterystykę omawianego zagadnienia13 .
Etap trzeci i ostatni to okres obejmujący lata 1973-1980.
Charakteryzując go, generalnie trzeba powiedzieć, że jest to już schyłkowa faza "wojskowego eksperymentu" władz PRL zastosowanego wobec formacji kapłanów. Proces ten znajduje odbicie w stopniowym zmniejszaniu się stanu jednostek kleryckich. W największej jednostce kleryckiej w Bartoszycach liczba pełniących tam służbę wojskową kleryków wynosiła w kolejnych latach: 1967 - 320 alumnów; w 1970 - 29 alumnów, w 1972 - 180, a w 1980 (na krótko przed rozwiązaniem jednostki) już tylko - 102 alumnów14 . Drugim jeszcze bardziej wymownym aspektem tego fenomenu jest stopniowe zamykanie całych jednostek wojskowych. W roku 1973 przestała istnieć kompania kleryckaw Szczecinie-Podjuchach, w sześć lat później - w roku 1979 zamknięto drugą z kolei klerycką jednostkę wojskową zlokalizowaną w Brzegu nad Odrą15 , a na Wielkanoc 1980 roku przestał istnieć ostatni już tego typu Batalion Ratownictwa Terenowego działającyw Bartoszycach.
Jeśli idzie o skład personalny jednostek, to już w drugim etapie omawianego eksperymentu, alumni stanowili w nich (zależności od rocznika) metodycznie zróżnicowany procent stanu osobowego: ponad 2/3 w Bartoszycach, około 1/2 w Szczecinie-Podjuchach i tylko około 1/3 w Brzegu nad Odrą. Pozostałymi żołnierzami byli eksklerycy, którzy zrezygnowali z kontynuowania studiów seminaryjnych jeszcze przed ich wcieleniem do wojska (stanowili oni niewielki procent plutonów kleryckich) oraz specjalnie wyselekcjonowani, przeszkoleni i uprzedzeni wobec alumnów-żołnierzy, liderzy: kandydaci i członkowie ZMS, ZMW i PZPR, aktywiści Kół Młodzieży Wojskowej. Mieli oni stanowić swego rodzaju przeciwwagę, a ich zadaniem było rozbijanie solidarności żołnierzy alumnów19 . Zmuszano ich do premiowanego donosicielstwa i współpracy z oficerami politycznymi (między innymi w tworzeniu kompleksowych raportów o każdym z alumnów, które po ukończonej służbie wojskowej były przekazywane między innymi urzędom do spraw wyznań) i kontrwywiadem spełniającym w wojsku rolę Służby Bezpieczeństwa20 .
Kompanie kleryckie rzeczywiście funkcjonowały na specjalnych prawach i zasadach. Na temat tych założeń w sposób autorytatywny i systemowy wypowiedział się w imieniu Episkopatu Polski sam prymas Stefan Wyszyński we wspomnianym już liście z 1965 roku, adresowanym do Marszałka Polski. Ponieważ jego wypowiedź jest pierwszym tego rodzaju dokumentem, a zarazem najbardziej kompetentnie i kompleksowo ujmującym omawiane założenia władz, poniżej przytaczamy znaczny fragment tego cennego listu.
Głównym zadaniem specjalnych jednostek dla kleryków jest całkowite odciągnięcie ich od obranej drogi powołania, co niedwuznacznie wypowiadają niektórzy oficerowie - obecni «przełożeni» alumnów. Prawdziwość tych wypowiedzi potwierdza cały system szkolenia i wychowania zastosowany do kleryków, a więc:
Powyżej wymienione, jak również inne fakty, są dowodem tego, że służba wojskowa kleryków jest wykorzystywana dla niszczenia powołań i dla osłabienia ich przekonań religijnych. Stosunek Władz Państwowych do kleryków w wojsku stwarza atmosferę dyskryminacji i nietolerancji religijnej.
Jaki może być skutek podobnych metod «wychowawczych»? Tylko taki, że kleryk albo ulegnie wywieranej na niego presji, załamie się, zdemoralizuje się i zdradzi swoje powołanie, albo też wytrwa i wróci do seminarium. W obydwu wypadkach poniesie ze sobą w życie poczucie głębokiej krzywdy i niechęci do władz Polski Ludowej, które pozwalały sobie w stosunku do niego na tak dyskryminacyjne metody.
Panie Ministrze, czy wolno komukolwiek w Polsce marnować grosz publiczny - bo ta «służba wojskowa» kleryków przecież kosztuje - na szkodę nie tylko Kościoła, ale i Państwa? Czy wolno ze szlachetnej służby wojskowej czynić narzędzie ateizacji i walki z wolnością wyboru drogi życia? Czy godzi się rzucać na służbę przygotowawczą do obrony Ojczyzny cień narzędzia karnego? Czy ateiści i gwałciciele sumień mają więcej do powiedzenia w wojsku niż Pan Marszałek? Na chwilę nie mogę przecież uwierzyć w to, że dzieje się to z polecenia pana Ministra Obrony Narodowej21 .
Ponadto alumni odpowiadali, z niespotykaną w Ludowym Wojsku Polskim solidarnością i determinacją, zdecydowanym protestem jednej kompanii lub nawet całego batalionu na wszelkie akcje ze strony dowództwa, uderzające w wolność sumienia i religii (np. represjonowanie całonocnymi alarmami indywidualnych lub wspólnych modlitw, utrudnianie korzystania z prasy i książek religijnych, wyśmiewanie się z praktyk religijnych, ostentacyjne łamanie godności osobistej itp.), w wartości i tradycje chrześcijańskie. Protesty te przejawiały się między innymi w bojkotowaniu zajęć szkoleniowych, sztucznie wyolbrzymianych egzaminów "semestralnych", w zbiorowym niewykonywaniu rozkazów,a w ostateczności dochodziło do jedno lub kilkudniowej zbiorowej głodówki. Z pewnością nie zabrakło też zachowań i postaw negatywnych, ale te należały raczej do wyjątkowych.
Dotychczas, na potrzebę dogłębnej analizy i metodycznego opracowania problematyki wpływu systemowej indokrynacji i silnego stresu na świadomość, losy formacji kapłańskiej i postawy alumnów-żołnierzy, odpowiedzieli nieliczni autorzy i to głównie w ramach prac magistersko-licencjackich22 . Autor jednej z nich, ksiądz Jan Janowski, w podsumowaniu swej pracy licencjackiej analizującej elementy formacji w świadomości wrocławskich alumnów-żołnierzy, na bazie korespondencji z lat 1962-1971, stwierdził między innymi: W świadomości alumnów-żołnierzy trwają i ewoluują pewne elementy formacji seminaryjnej. Trwa przede wszystkim sama idea powołania, jako fenomen wyjściowy w formacji duchowej. Przez patrzenie na fakty przerwania studiów i przejścia w nowe środowisko jako na swoista próbę życiową w aspekcie motywacji treści nadprzyrodzonych, przez chrystocentryzm i zaangażowanie w życie Kościoła - kapłaństwo jest dla nich ideałem. Alumni-żołnierze mają wysokie poczucie godności osobistej, potrzebę samookreślenia i identyfikacji z ideałem. Wierni są na ogół swemu życiowemu powołaniu, pragną zostać kapłanami. Do faktu służby wojskowej podchodzą twórczo, a nie biernie. «Nie przeczekują» wojska. Uzewnętrzniają predyspozycje do kleryckiego styli życia. Realizują określone wartości chrześcijańskie przez bogate przejawy życia wewnętrznego. Identyfikują się z określonymi grupami społecznymi, takimi jak: Kościół, duchowieństwo, seminarium duchowne. Według nich kształtują ser postępowanie. Między wymienionymi grupami, a alumnami w wojsku zachodzi sieć wzajemnych powiązań, oddziaływań i zależności przez wspólnotę zainteresowań i kontaktów. Rzutują one w przyszłość kapłańską. Obraz kapłana w świadomości alumnów narażony jest na pewne zafałszowania przez indokrynację laicką, chociaż i w tym względzie obserwuje się wzrost przywiązania. W świadomości alumnów-żołnierzy trwają też elementy formacji intelektualnej przez samoobronę przed obniżeniem poziomu intelektualnego. Czytają, uczą się, zdają egzaminy i zaliczają zaocznie przeważnie rok studiów. Trwają elementy formacji społeczno-kulturalnej przez życie wspólnotowe międzyseminaryjne, przez dbałość o kulturę życia codziennego, m.in. o kulturę słowa. Antycypując niejako w formacji ściśle duszpasterskiej, interesują się duszpasterskim wysiłkiem Kościoła, mają w nim poniekąd jakiś swój udział przez przejawy postawy apostolskiej. Czują się odpowiedzialni i współodpowiedzialni za proces formacji kapłańskiej przez świadomość zagrożeń powołania i potrzebę jedności we wspólnocie, przez stosowanie upomnienia kapłańskiego23 .
Inną ocenę postawy alumnów, którzy w latach 1968-1970 przeżyli ten typ służby wojskowej w Bartoszycach, bo odwołującą się do autopsji, zawiera nieautoryzowana wypowiedź kapłana diecezji olsztyńskiej Jacka Jezierskiego. Zwracając się do swych współkolegów zebranych w kręgu dyskusyjnym z racji dziesięciolecia, jakie upłynęło od chwili opuszczenia przez nich koszar, stwierdził: Należy nam zrozumieć na nowo i może inaczej, doświadczenia wówczas przeżyte. Z pewnej odległości czasowej, mając pełniejszą perspektywę i dystans, może je lepiej ocenić i zinterpretować. Trzeba jednak bronić się przed przesadą; tworzenia mitów, bohaterszczyzny, męczennictwa, ale zarazem nie ma również powodu do wstydu, milczenia i ukrywania tych dwóch lat. Trzeba okazywać prawdę o tych wydarzeniach i to nie tylko ze względów osobistych, ale i dlatego, że były to chyba piękne momenty w życiu naszego polskiego Kościoła, naszego chrześcijaństwa - dziś one stają się już historyczne. Były to chwile, dni, lata walki o wartości (nie przeciw komukolwiek, ale walki o prawo Kościoła do życia, o właściwe jego miejsce), o życie naszego Narodu.
Wydaje się, że nie jest nadużyciem, gdy wobec alumnów-wojskowych jako grupy (przynajmniej z lat 1968-70) stosuje się określenie wspólnota (koinonia), a także wspólnota kościelna, eklezjalna. Określenie to nie ma na celu idealizacji obrazu życia dwóch bardzo trudnych lat życia, kiedy to klerycy-żołnierze znaleźli się w sytuacji administracyjnej przemocy i represji. Próbowano nimi manipulować, aby ich skłócić i zniszczyć. Stwarzano sytuacje zagrożenia lęku, stresów i frustracji grupowej. Alumni stanęli wobec naturalnej potrzeby zjednoczenia w grupie, która byłaby punktem oparcia i umożliwiłaby wytrwanie przy uznanych i akceptowanych wartościach, w wojsku odrzucanych i kwestionowanych. Powszechne było przekonanie, że tylko zbiorowa solidarność, jedność poglądów i postaw z towarzyszami losu jest w stanie ocalić alumna, jego powołanie i dążenie do kapłaństwa w żołnierskich warunkach służby wojskowej.
Wspólnota alumnów żołnierzy nie była czymś danym z góry. Przeciwnie trzeba było się jej nieraz boleśnie uczyć i dopracowywać. Dokonywało się to z jednej strony w oparciu o Ewangelię, którą co dzień czytano, indywidualnie czy wspólnie, a także w myśl zaleceń biskupów polskich, których wspólne stanowisko wobec władz państwowych było klarowne. Z drugiej strony konkretna sytuacja każdej grupy alumnów żołnierzy była też jakimś «znakiem czasu», którego nie lekceważono.
Wspólnota alumnów naszej kompanii ujawniła się: we wspólnych, głośnych modlitwach, które nie miały charakteru demonstracji lecz były aktem kultu oddawanego Bogu:
Była to bez wątpienia wspólnota wiary, dzielenia się wiarą, jej przeżyciem, doświadczeniem. W grupie łatwiej było przeżyć próbę wiary, której wszyscy chyba byli poddani. Był w tym element świadectwa i umęczenia. Mocniejsi służyli wręcz nieświadomie swym przykładem słabszym w wierze.
Wspólnota alumnów wojskowych wyraziła się również:
Służba wojskowa alumnów różnych seminariów diecezjalnych i zakonnych całej Polski dawała okazję niewątpliwie do wzajemnego poznania, zżycia się, przyjaźni... Przyczyniła się do przełamania zaściankowych mentalności czy to diecezjalnych, czy zakonnych, które powstały dzięki barierom, jakimi są czasami granice diecezji czy mury klasztorów.
Pełnienie służby wojskowej przez kleryków w sytuacji, gdy permanentnie, choć różnymi metodami dążono do rozbicia ich wspólnoty, jest szczególną lekcją, która wskazuje na ogromne dobro, a jednocześnie stały obowiązek budowania jedności między: kapłanami, biskupem a kapłanami, biskupami, zakonami i diecezją, duchownymi i świeckimi.
Trud budowania jedności jest konieczny, aby nasz Kościół nie został rozbity.
Wojskowe jednostki kleryckie były jedną z wielu prób szantażu Kościoła katolickiego w Polsce, wyniszczenia jego instytucjonalnego życia, sparaliżowania jego instytucji naukowych. Powoływanie alumnów do pełnienia zasadniczej służby wojskowej było przejawem, jednym z wielu, dyskryminacji ludzi wierzących i traktowania ich jako obywateli gorszej kategorii.
Był to element XX-wiecznych prześladowań chrześcijaństwa.
U genezy "wojskowego eksperymentu kleryckiego" stoi marksistowska doktryna o alienacyjnej funkcji religii i Kościoła. Stąd celem reżimu komunistycznego było precyzyjne uderzenie w Kościół jako wspólnotę (communio), w jego jedność. Atakowano najpierw wspólnoty zakonne (kontemplacyjne i czynne), a następnie kolegium biskupów i prezbiteria poszczególnych diecezji. Czyniono to w duchu "uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada". W konsekwencji duszpasterstwo zostało poddane ścisłym rygorom administracyjnym, a równocześnie metodycznie atomizowano poszczególne grupy społeczne Kościoła. W ten sposób pogłębiano podziały i izolacje pomiędzy duchowieństwem i świeckimi. Z tą metodą władze starały się wchodzić także do domów formacji kapłańskiej, jakimi są wyższe seminaria duchowne. Najbardziej dalekosiężną formę tej ingerencji w Kościele polskim stanowi, dwa trudne dziesięciolecia trwający, fakt powoływania do służby wojskowej alumnów. Wiele aspektów tej sprawy starano się przybliżyć w niniejszym opracowaniu.
W swym, dobrze zorganizowanym uderzeniu, w jedność Kościoła, władze wykorzystywały słabą wiarę, pozbawioną karmienia się Słowem Bożym i konkretnego przeżywania Ewangelii. Bardzo często była to wiara ograniczona tylko do pielęgnowania w murach kościoła kultu liturgicznego i czci świętych oraz tradycji i zwyczajów chrześcijańskich. Tę, na swój sposób zinstytucjonalizowaną wiarę, przeżywano prawie wyłącznie indywidualnie (bez dynamiki trynitarnej) i w sposób oderwany od życia. Stąd niemożliwym było wówczas opisanie Kościoła jako communio. Wspólnota ta polega bowiem na tym, by żyć czerpiąc siły z miłości Chrystusa, trwając w miłości z Nim, karmiąc się Słowem i sakramentem. Tylko w taki sposób kreują się nowe międzyludzkie relacje, które odzwierciedlają Trójcę Świętą w świecie. Ponadto, by wspólnota chrześcijańska mogło być postrzegana jako socjologicznie zdrowa - tak jak ma to miejsce w wypadku człowieka, który powinien być osobą zintegrowaną, inaczej będzie naznaczony rozdwojeniem - konieczne jest utrzymanie harmonii i równowagi pomiędzy duchowo-sakramentalnym a socjologicznym wymiarem wspólnoty.
Najcenniejsze doświadczenie - świadectwo, będące udziałem alumnów żołnierzy polegało na przełamaniu strachu i indywidualistycznej samowystarczalności. Dążąc, często intuicyjnie, do obrony swej chrześcijańskiej tożsamości, zdołali wspólnie i wytrwale umacniać swą wiarę poprzez konkretne i dosłowne przezywanie słów Ewangelii (i to nawet tych najbardziej wymagających - na przykład o miłości nieprzyjaciół) dokonując fundamentalnego chrześcijańskiego odkrycia, że "Ewangelia funkcjonuje w życiu". Dzięki temu mieli oni światło i moc (będąc pozbawieni częstego przyjmowania Eucharystii) do wyzwalania się z narzucanej im postawy odwetu i nienawiści (wytrącając w ten sposób brońz ręki swych ideologicznych adwersarzy) i do trwania w postawie dialogu i miłości wobec każdego żołnierza i przedstawiciela kadry. Dzięki temu stabilizowała się między nimi konkretna miłość wzajemna, wyrażana w postaci wspólnoty dóbr duchowych i materialnych i będąca treścią ich chrześcijańskiej solidarności. Jedność, którą jest Jezus, była nie tylko ich dążeniem, ale stawała się życiem opłaconym wieloma ofiarami. Młodzi alumni szybko doświadczyli, że taki sposób ich bycia rodzi szacunek, respekt i ukrytą, ale szczerą wdzięczność wśród kadry oficerskiej i całego otoczenia (także u najbardziej zagorzałych przeciwników Kościoła).
Naturalną konsekwencją tak przeżywanej wiary było otwarcie się na słabszych i otaczanie szczególną przyjaźnią kleryków napiętowanych czy przeżywających kryzysy powołania. Nawiązywano też przyjaźnie z żołnierzami świeckimi (którzy jako przedstawiciele i członkowie organizacji reżimowych mieli rozbijać solidarność kleryków), owocujące bardziej pozytywnym nastawieniem do kleryków, zbliżeniem do Kościoła,a później zaproszeniami na ich śluby kościelne i chrzciny rodzących się dzieci.
W plutonach kleryckich tworzyła się kultura chrześcijańskiego bycia, kształtowana przez Ewangelię. Umacniał się proces przechodzenia od indywidualnego do wspólnotowego przeżywania Kościoła. Coraz bardziej świadomie przeżywano jedność z Księdzem Prymasem i biskupami. Zdrową ambicją i naturalną potrzebą było dogłębne poznawanie najważniejszych listów i dokumentów kościelnych. Stanowiąc społeczność złożoną z różnorodnych seminariów diecezjalnych i zakonnych - w postawie otwartości alumni poznawali różne historie, tradycje i uwarunkowania kościołów lokalnych. Po raz pierwszy studenci teologii doświadczali, że ta różnorodność jest bogactwem. Co więcej, niewidzialne mury tkwiące w mentalności, nałożone na granice poszczególnych diecezji i rodzin zakonnych przez tradycję będącą spuścizną rozbiorów Polski, w tak pielęgnowanej atmosferze przestawały istnieć. Zaplanowany przez władze proces niszczenia powołań kapłańskich, wytracał w tej atmosferze swą siłę rażenia.
Naturalnie, stwierdzamy istniejący brak całościowych badań na temat negatywnego wpływu "wojskowego eksperymentu" władz na dojrzały przebieg procesu formacji ponad trzech tysięcy kapłanów. Przy aktualnym stanie badań nie jesteśmy w stanie w wymierny sposób określić szkód wyrządzonych Kościołowi. Trzeba tu jednak dostrzec najpierw alumnów, którzy w trakcie pełnienia służby wojskowej, pod wpływem utrzymywanej tam atmosfery silnego stresu, zupełnie utracili zdrowie psychiczne lub fizyczne, bądź też je w poważnej mierze uszczuplili. Niektórzy z nich, tylko z tego względu nie byli w stanie zrealizować swego kapłańskiego powołania. Niezmiernie też trudno przybliżyć cierpienie wyrządzone tym eksperymentem gronu alumnów, którzy po powrocie do seminariów w liczbie 20-25 procent nie zostali prezbiterami (nie jest wykluczone, że nastąpiło to z powodu nadwerężonej przez wojsko osobowości). A wreszcie, trzeba też zauważyć, że jeśli uzasadnione jest twierdzenie księdza profesora Tischnera o homo sovieticus żywotnymw każdym z nas, jako dostatecznie trwałym relikcie życia społecznego ukształtowanego przez system komunistyczny, to rodzi się pytanie - w jakim stopniu udało się władzom PRL wsączyć tę chorobliwą mentalność w plastyczne osobowości kleryckiej młodzieży, która pełni teraz posługę kapłańską wśród Ludu Bożego? Ci młodzi alumni byli przecież poddawani wzmożonej presji ideologicznej i to w szczególnego rodzaju warunkach laboratoryjnych. Przy czym doskonale zdajemy sobie sprawę, że marksizm już u swych korzeni posiadał błąd o charakterze antropologicznym, w tym sensie, że zredukował osobę do wymiaru materialistyczno-ekonomicznego. Z pewnością pytania tego rodzaju staną się w najbliższej przyszłości przedmiotem kompleksowych badań naukowych.
Można jednak już teraz z dużym stopniem prawdopodobieństwa zauważyć, że księża-żołnierze byłych jednostek kleryckich, którzy zostali kapłanami, nie tylko nie spowodowali osłabienia polskiego Kościoła, co ubogacili go o wrażliwość na wymiar communio i to zarówno wśród samego duchowieństwa (nawet innych diecezji), a wreszcie w odniesieniu do chrześcijan świeckich. Ponadto w bezpośrednim kontakcie doświadczyli oni zakłamania i niebezpieczeństwa, jakie system komunistyczny stanowił dla narodu i Kościoła (pośrednio więc system odsłonił im całą prawdę o sobie samym). To doświadczenie uczyniło bardziej świadomymi i dojrzałymi kapłanów, którzy przeszli ten typ służb wojskowej. Jednym z nich był zamordowany 19 października 1984 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko. Jego posługiwanie i śmierć miały ogromne znaczenie dla właściwego zrozumienia ewangelicznej posługi Kościoła na tamtym etapie dziejów Polski. Uwiarygodniła ona w oczach społeczeństwa autentyzm zaangażowania Kościoła w proces odnowy społecznej i dojścia do ugody społecznej, a także zdemaskowała działalność IV Departamentu SB i zmusiła władze do wytoczenia procesu i ukarania wysokimi wyrokami znaczących funkcjonariuszy MSW.
W epoce "upadających murów", które niszczyły kulturę i Kościół na obszarze całej Europy, oraz narastającego dążenia do nowej ewangelizacji i zjednoczenia Europy, księża biskupi zgromadzeni na nadzwyczajnym synodzie biskupów Europy, już na początku swej deklaracji sformułowali dwa ważkie wymogi. Stwierdzili oni, że przed Europą stoi wyzwanie całkowicie nowego i pogłębionego wyboru Boga, a następnie podkreślili z mocą, iż Europa dzisiaj, powinna nie tyle eksponować swoje chrześcijańskie dziedzictwo, ale by być w stanie zadecydować na nowo o swej przyszłości, winna raczej przyjąć postawę spotkania z osobą i orędziem Chrystusa24 . Należałoby więc życzyć sobie, by także polscy kapłani, ubogaceni zaprezentowanym powyżej doświadczeniem służby wojskowej byli w stanie wnieść w polski Kościół lokalny, ożywcze inspiracje Ducha Świętego zawarte w odnowionej świadomości biskupów Synodu Europy '91.
Ks. Tadeusz Fitych
| PRZYPISY: |
| |||
![]()
![]()
![]() |