II. Poniżenie małżeństwa
Im chętniej rozważaliśmy niezmierną godność nieskalanego związku małżeńskiego,
Wielebni Bracia, tem boleśniej przychodzi Nam patrzeć na poniżenie i powszechne
sponiewieranie, jakiego w obecnych zwłaszcza czasach związek ten nieraz doznaje.
Spaczenie opinji publicznej
Już bowiem nie pokątnie tylko, w skrytości, lecz publicznie, z bezwstydną szczerością
depce i ośmiesza się świętość małżeństwa: żywem słowem, drukiem, w teatrach, romansach,
erotycznych opowieściach i satyrach, kinach, wykładach radjowych, wszelkiemi wogóle
nowoczesnemi wynalazkami. Rozwody, cudzołóstwa, przeróżne występki wychwala się lub
przedstawia tak nęcąco, jakby w nich nic grzesznego ni hańbiącego nie było. Ukazują
się wydawnictwa, zachwalane jako naukowe, w rzeczy samej jednakże przybrane tylko
w pozory naukowości, aby tem łatwiej zdobyć zaufanie czytelników. Głoszone w nich
zasady podaje się za wyniki współczesnej nauki, i to nauki, starającej się o
ustalenie samej tylko prawdy, a odrzucającej przestarzałe przodków przesądy.
Wśród tych staroświeckich zapatrywań odrzuca ona i usuwa tradycyjne zasady
chrześcijańskie o małżeństwie.
Takie poglądy zaszczepia się ludziom wszelkich warstw: bogatym i ubogim,
robotnikom i pracodawcom, wykształconym i prostaczkom, samotnym i małżonkom,
pobożnym i bezbożnym, dorosłym i młodzieży; dla niej sidła te szczególnie są
groźne, gdyż łatwiej daje się ułowić.
Niezdrowe ustepstwa
Nie wszyscy wszakże zwolennicy tych nowoczesnych zapatrywań posuwają się do
ostatecznych krańców rozwydrzonej zmysłowości. Niektórzy stają niejako w pół
drogi, sądząc, że choć w kilku punktach prawa Boskiego i przyrodzonego należy
poglądom współczesnym poczynić ustępstwa. Ale i oni są mniej lub więcej świadomymi
wysłannikami owego wroga naszego, który zawsze usiłuje nasiać kąkolu wśród
pszenicy44
. My zaś, ustanowieni przez Ojca rodziny stróżami roli,
obarczeni świętym obowiązkiem czuwania, by dobre ziarno nie zanikało wśród chwastów,
do głębi serca przejmujemy się słowami, przez Ducha św. skierowanemi do Nas,
słowami, któremi Paweł św. upominał umiłowanego Tymoteusza: «Ale ty
czuwaj... usługowanie twoje wypełniaj... Przepowiadaj słowo, nalegaj w czas
i nie w czas: karz, proś, łaj z wszelką cierpliwością i nauką»45
.
Fałszywe zapatrywania
A ponieważ by podstępów wrogich uniknąć, trzeba je wpierw poznać, i ponieważ
pożyteczną jest rzeczą na sidła te nieostrożnym zwrócić uwagę, nie możemy ich,
chociaż wolelibyśmy, haniebnych tych występków nie dotykać, «jako świętym
przystoi»46
, pominąć zupełnie milczeniem ze względu na
dobro dusz i ich zbawienie.
Główny błąd: małżeństwo instytucją ludzką
Rozpocznijmy od źródeł zgubnych tych zapatrywań. Główny ich błąd polega na tem,
że uważają małżeństwo za wymysł ludzki, nie za instytucję przez Stwórcę natury
powołaną do bytu, a przez Chrystusa Pana podniesioną do godności prawdziwego
sakramentu. W przyrodzie i jej prawach, tak mówią jedni, nie można się doszukać
ani śladu małżeństwa; istnieje tam tylko zdolność rozrodcza i gwałtowny popęd,
wyrywający się nieprzeparcie do zadowolenia owej siły: Inni zaś przyznają, że
w naturze ludzkiej drzemią jakieś zaczątki, jakoby zarodki prawdziwego małżeństwa,
bez niego bowiem, bez takiego trwałego węzła, jednoczącego ludzi, i godność
małżonków byłaby na szwank narażona i także naturalny cel jego, t. j. zrodzenie
i wychowanie potomstwa. Niemniej i oni utrzymują, że małżeństwo samo, ponieważ
poza owe zarodki wykracza, wynalazkiem jest ludzkim, dokonanym pod wpływem
rozmaitych przyczyn, i wynikiem jedynie woli ludzkiej.
Błąd niezmiernie szkodliwy
Jakżeż oni wszyscy błądzą! Jakże haniebnie uchybiają uczciwości. Wynika to
już z wywodów Naszych w piśmie niniejszem o początku i o istocie małżeństwa,
o jego celach i dobrach. Ponadto niesłychana szkodliwość tych wymysłów uwidocznia
się już z wniosków, wysnutych przez samych zwolenników owych zasad. Twierdzą bowiem,
że prawa, obrzędy, obyczaje, określające małżeństwo, wywodząc się jedynie z woli
ludzkiej, jej też jedynie podlegają. Stąd można je i powinno się ustanawiać,
zmieniać i znosić według ludzkiego upodobania i według zmiennych zapatrywań
czasu. Popęd płciowy natomiast, ponieważ złożony jest w samej naturze, ograniczony
być nie może i prawa jego sięgają poza małżeństwo; może przeto działać już to w
małżeństwie, już to poza niem, choćby z pominięciem jego celów, jakoby nierząd
kobiet lekkich obyczajów niemal temi samemi mógł się cieszyć prawami, co czyste
macierzyństwo prawej małżonki.
Wymyśla się fałszywe formy współżycia
Z takich to wychodząc zasad, posunęli się niektórzy tak daleko, że wymyślili
sposoby współżycia, odpowiadające rzekomo wymaganiom umysłowości i doby
współczesnej. Mają to być nowe formy małżeństwa, mianowicie: małżeństwo
terminowe, próbne, koleżeńskie. Przywłaszczają one sobie wszelkie prawa i
przywileje małżeństwa, nie wiążąc się jednak węzłem nierozerwalnym i unikając
potomstwa, chyba że obie strony później swoje współżycie zamieniają w prawowite
małżeństwo.
Nie brak i takich, którzy usilnie zabiegają o uzyskanie sankcji prawnej dla tych
potwornych wymysłów, a przynajmniej o uwzględnienie ich w ustroju społecznym. Nie
przychodzi im, zdaje się, nawet na myśl, że w dążeniach tych nie wyczuwa się tej
nowszej, tak zachwalanej kultury, że jest to raczej niewysłowione zepsucie,
strącające narody kulturalne na barbarzyński stopień jakichś szczepów pierwotnych.
Nadużycie małżeństwa w stosunku do potomstwa
Aby już, Czcigodni Bracia, przejść do omówienia spraw, sprzeciwiających się
poszczególnym dobrom małżeństwa, potrąćmy najpierw o potomstwo. Wielu ośmiela
się nazywać je przykrym ciężarem małżeństwa i poleca wystrzegać się go starannie,
nie przez uczciwą wstrzemięźliwość (która za zgodą obojga małżonków także w
małżeństwie jest dozwolona), lecz gwałceniem aktu naturalnego. Na te zbrodnicze
czyny pozwalają sobie jedni dlatego, że sprzykrzywszy sobie dzieci, zażywać
pragną samej rozkoszy bez ciężarów, inni tem się zasłaniają, że ani
wstrzemięźliwości zachować, ani też potomstwem obarczyć się nie mogą, już to
ze względu na siebie, już to na małżonkę, już też na swój stan majątkowy.
Onanizm przeciwny naturze
Ale niema doprawdy takiej przyczyny, choćby najbardziej ważnej, któraby zdołała
z naturą uzgodnić i usprawiedliwić to, co samo w sobie jest naturze przeciwne.
Otóż uczynek małżeński z natury swej zmierza ku płodzeniu potomstwa. Działa
zatem przeciw naturze i dopuszcza się niecnego, w istocie swej nieuczciwego,
czynu ten, kto spełniając uczynek, świadomie pozbawia go skuteczności.
Nie dziw więc, że według świadectwa Pisma św. Bóg w majestacie swoim haniebną
tę zbrodnię straszliwym ścigał gniewem i niekiedy nawet karał śmiercią, jak o
tem wspomina św. Augustyn: «Bezprawnie i haniebnie używa małżeństwa choć
z własną żoną ten, kto unika potomstwa. Tak uczynił Onan, syn Judy, i dlatego
uśmiercił go Bóg»47
.
i jest grzechem ciężkim
Ponieważ odniedawna niejedni, jawnie odstępując od nauki chrześcijańskiej,
przekazanej od początku i niezłomnie zachowywanej, sądzili, że w obecnych
czasach inną w tym przedmiocie należy głosić naukę, dlatego Kościół Katolicki,
któremu sam Bóg powierzył zadanie nauczania i bronienia czystości i uczciwości
obyczajów, Kościół ten, pragnąc pośród tego rozprzężenia obyczajów zachować związek
małżeński czystym i od tej zakały wolnym, odzywa się przez usta Nasze głośno i
obwieszcza nanowo: Ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie udaremnić
naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo przyrodzone i obciąża sumienie
swoje grzechem ciężkim.
Tak mają uczyć kapłani
Upominamy zatem Swoją powagą i powodowani troską o dusz wszystkich zbawienie
spowiedników i duszpasterzy, aby wiernych swoich w sprawie tego niesłychanie
ważnego przykazania Bożego nie pozostawiali w błędzie. Tembardziej upominamy
ich nadto, by sami nie zarażali się temi zgubnemi zapatrywaniami i w sprawach
tych żadną miarą nie byli pobłażliwymi. Jeśliby zaś spowiednik albo duszpasterz
jaki - broń Boże - wiernych swoich w takie błędy wprowadził, albo ich, czy to
dając zezwolenie, czy też podstępnie milcząc, w nich utwierdził, niech wie, że
będzie musiał Bogu, Najwyższemu Sędziemu, zdać surowy rachunek z sprzeniewierzenia
się powołania swemu, i że do niego odnoszą się słowa Chrystusowe: «Ślepi
są i wodzowie ślepych: a ślepy, jeśliby ślepego prowadził, obaj w dół
wpadną»48
.
Kośćiół zna trudności i zarzuty
W obronie grzesznego używania małżeństwa zaś przytacza się często powody
urojone albo przesadne - o bezwstydnych bowiem nie chcemy wcale wspominać.
Przecież dobra Matka, Kościół, zna doskonale i docenia zdrowotne względy,
zagrażające życiu matki, o które tu chodzi. Któż może bez głębokiego współczucia
o tem myśleć? Kogo nie ogarnie podziw najwyższy na widok matki, w bohaterskiem
poświęceniu gotowej iść na niechybną niemal śmierć, byle ocalić życie dziecka,
spoczywającego pod jej sercem? Jej cierpienia, poniesione w bezwględnem spełnieniu
obowiązku naturalnego, Bóg jedynie w przebogatem zmiłowaniu swojem będzie mógł
wynagrodzić i dać doprawdy miarę nie tylko natłoczoną, ale opływającą49
.
i ma wyrozumiałość
Wie również doskonale Kościół święty, że nieraz jedna strona znosi raczej aniżeli
popełnia grzech, zezwalając z ważnego naogół powodu, wbrew własnej woli, na
naruszenie właściwego porządku. Strona ta jest w takim wypadku bez winy, byleby
nie zapomniała o obowiązku miłości bliźniego i drugą stronę starała się od
grzechu powstrzymać. Nie można i tych małżonków pomawiać o występek przeciw
porządkowi przyrodzonemu, którzy z praw swoich w naturalny i prawidłowy sposób
korzystają, chociaż się już potomstwa spodziewać nie mogą dla powodów naturalnych,
czy to wieku, czy też innych jakichś ułomności. Małżeństwo bowiem i używanie go
obejmuje jeszcze drugorzędne cele, jak wzajemną pomoc, wzajemną miłość i uśmierzanie
pożądliwości. Do tych celów wolno małżonkom dążyć, jeśli tylko przestrzegają
prawidłowości owego aktu i podporządkowują go celowi pierwszemu.
ale w mierze
Wielce też wzruszają Nas skargi owych małżonków, którzy, srogim niedostatkiem
dotknięci, z trudem ledwie dzieci wyżywić mogą.
i nie przeciw prawu Bożemu
Należy się jednak mieć na baczności, by opłakany stan majątkowy nie stał się
przyczyną jeszcze bardziej opłakanych błędów. Niema bowiem takich trudności,
któreby mogły znieść prawomocność przykazań Bożych, zabraniających czynów,
złych z swej natury. W jakichkolwiek okolicznościach małżonkowie mogą zawsze,
za łaską Bożą, w stanie swoim żyć uczciwie i czystość małżeńską zachować bez
owych niecnych występków. Niezachwianie bowiem trwa prawda nauki chrześcijańskiej,
orzeczona przez urząd nauczycielski Soboru Trydenckiego: «Niech nikt nie
przychyla się do owego zuchwałego zdania, odrzuconego przez Ojców pod groźbą
wyklęcia, że człowiek usprawiedliwiony przykazań Bożych przestrzegać nie może.
Bóg bowiem rzeczy niemożliwych nie nakazuje, a nakazując coś, upomina, byś czynił,
co zdołasz, uprosił, czego nie zdołasz, a On pomoże, byś zdołał»50
.
Tę samą prawdę ponownie i uroczyście ogłosił i zatwierdził Kościół, potępiając
kacerstwo Jansenjusza, które dobroć Boga bluźnierczo zaczepić się ośmieliło
twierdzeniem: «Niektóre przykazania Boże przerastają obecne siły ludzi,
pragnących i usiłujących je spełnić w stanie usprawiedliwienia: brak im również
łaski, dzięki której przykazania stałyby się wykonalnemi»51
.
Zamach, na życie dziecka
Wspomnieć musimy, Czcigodni Bracia, o innej jeszcze zbrodni, zagrażającej życiu
dziecka, które się w łonie matki znajduje. W tej sprawie pragną jedni decyzję
uzależnić od woli ojca albo matki. Inni znów chcą na ten zabieg wówczas tylko
pozwolić, jeśli zachodzą wyjątkowo ważne powody, które nazywają «wskazaniem»
lekarskiem, społecznem, czy eugenicznem. Wszyscy domagają się, aby państwowe
ustawy karne, ścigające zamach na życie dziecięcia w łonie matki, wskazania
ich (nie wszyscy bronią tych samych) uznały i karami nie ścigały. Żąda się
nawet tu i ówdzie, by władze publiczne wzięły w ręce swoje wykonanie tej
śmiercionośnej operacji, co, jak to wszystkim wiadomo, niestety, gdzieniegdzie
się dzieje.
Nic go nie usprawiedliwia
W sprawie «wskazań lekarskich lub terapeutycznych» - by użyć tych
określeń - wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla
takiej matki, której w spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a
nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia
zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy
ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu
Bożemu i głosowi przyrodzonemu: «Nie zabijaj»52
.
Życie dziecięcia tak samo jest święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet
państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się
przeciw tym niewinnym istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych.
Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi
(któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem?). Niema
też żadnego tak zw. prawa «bezwzględnej konieczności», któreby
mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na
pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się życie matki
i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się
szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzyby ze względów leczniczych
albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu.
Tak jak uczy św. Augustyn
Wywody te zgadzają się zupełnie z ostremi wyrzutami, wygłoszonemi przez Biskupa
Hippońskiego przeciw małżonkom, którzy usilnie wystrzegają się potomstwa, a gdy
się zawiodą, zbrodniczo je niszczą. Pisze bowiem: «Rozpustne to okrucieństwo
albo raczej okrutna ta rozpusta zapędza się nieraz tak daleko, że używa trucizn
przeciw zapłodnieniu, a gdy zawodzą; niweczy jakiemiś środkami poczęty płód
w łonie i spędza go. Wolą tacy ludzie, by potomstwo już ginęło, nim jeszcze
żyć zaczęło, lub, gdy już było w żywocie, wolą je uśmiercić, niż mu pozwolić
ujrzeć światło. Jeśli oboje są takimi, nie można doprawdy nazywać ich małżonkami,
a jeśli od początku takimi byli, współżycie ich nie było małżeństwem, lecz
nierządem. Jeśli zaś nie oboje są takimi, powiem wprost: albo ona jest poniekąd
nałożnicą męża, albo on cudzołoży z żoną swoją»53
.
Wolno natomiast i powinno się mieć na względzie to wszystko, co przemawia
za wskazaniami społecznemi i eugenicznemi, byleby się to osiągało środkami
dozwolonemi, uczciwemi i w słusznych granicach. Chcieć wszelako zabójstwem
niewinnych zaradzić owym koniecznościom, na których owe wskazania polegają,
byłoby rzeczą niemądrą i przeciwną przykazaniu Bożemu, wypowiedzianemu słowy
Apostoła: «Nie mamy czynić złych rzeczy, aby osiągnąć dobre»54
.
Ustawy powinny stanąć w obronie życia dziecka
Wkońcu nie powinny rządy i ciała ustawodawcze o tem zapominać, że to ich
obowiązek stanąć za pomocą odpowiednich ustaw i kar w obronie życia niewinnych.
Obowiązek ten jest tem pilniejszy, im mniejsza możliwość samoobrony u tych,
których życie jest zagrożone i zwalczane. Do nich zaliczyć należy przedewszystkiem
dzieci w łonie matki. Jeśli zatem władze państwowe owych maleństw nietylko
nie bronią, lecz ustawodawstwem swojem i zarządzeniami na te zabiegi się
godzą i maleństwa owe w ten sposób wydają w ręce lekarzy i innych osób na
śmierć pewną, niech pamiętają o tem, że Bóg jest sędzią i mścicielem krwi
niewinnej, wołającej z ziemi do nieba55
.
Eugenika dozwolona ale w mierze
Odrzucić wkońcu należy pewne dążenia, odnoszące się bezpośrednio do przyrodzonego
prawa człowieka w sprawie jego małżeństwa, lecz pozostające także w związku
z dobrem potomstwa. W przesadnej trosce o cele eugeniki, nie ograniczają się
niektórzy do udzielania higjenicznych wskazówek, jak najlepiej zapewnić zdrowie
i rozwój fizyczny potomstwa - co się zdrowemu rozumowi zupełnie nie sprzeciwia -
lecz stawiają względy eugeniczne ponad wszystkie inne, nawet wyższego rzędu cele
małżeństwa. Domagają się zatem, by zawarcie małżeństwa z urzędu zabronionem było
tym wszystkim, którzy według zasad i przewidywań naukowej eugeniki przez
dziedziczność ułomne i upośledzone mieć będą potomstwo, choćby sami bez
wszystkiego małżeństwo mogli zawrzeć. Mało jeszcze. Mocą ustawy mają, nawet
wbrew własnej woli, przez zabieg lekarski pozbawieni być swej naturalnej siły
rozrodczej. Zabiegu takiego nie wolno dokonać ani z wyroku sądowego za karę
jakichś zbrodni, ani dla zapobieżenia przyszłym ich przestępstwom. Przypisywanie
takiego prawa władzy świeckiej sprzeciwia się wszelkiemu prawu Bożemu i ludzkiemu
i nigdy go ta władza nie miała, ani podług sprawiedliwości mieć nie może.
Wyznawcy takich poglądów niesłusznie zapominają o tem, że rodzina jest rzeczą
ważniejszą, niż państwo, że ludzie nie tyle dla ziemi i doczesności się rodzą,
ile dla nieba i wieczności. A jeśli chodzi o ludzi, zdolnych skądinąd do
małżeństwa, którzy mimo wszelkiej zapobiegliwości i starań prawdopodobnie
ułomne tylko zrodzą potomstwo, nie wolno ich winić za zawieranie małżeństwa,
lubo z drugiej strony często im małżeństwo odradzać się powinno.
Państwo nie ma władzy nad ciałem obywateli
Państwu nie przysługuje żadna bezpośrednia władza nad ciałem podwładnych.
Jeśli niema winy i tem samem powodu do kary cielesnej, nie wolno mu naruszyć
całości ciała albo go kaleczyć, ani ze względów eugeniki ani z innych jakichkolwiek
powodów. Takaż jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Roztrząsając zagadnienie, czy
sędziom dla zapobieżenia złemu w przyszłości wolno kogoś ukarać, zezwala na to,
jeśli chodzi o jakieś kary, ale zupełnie słusznie przeczy, jeśli chodzi o
kaleczenie ciała: «Sądom ludzkim nie przysługuje nigdy prawo wymierzania
komuś niewinnemu kary cielesnej, czy to śmierci, czy kaleczenia, czy
chłosty»56
.
Jest to zresztą nauką chrześcijańską i także wynikiem ludzkiego rozumowania,
że poszczególny człowiek częściami swego ciała tylko do tych celów rozporządza,
do których przez przyrodę są przeznaczone. Nie można ich niszczyć lub kaleczyć
lub w jaki inny sposób udaremniać naturalnego ich przeznaczenia, chyba że tego
wymaga zdrowie ciała całego.
Grzechy przeciw wierności małżeńskiej
Przechodzimy teraz do drugiego zespołu błędnych zapatrywań, do błędów przeciw
wierności małżeńskiej. Każdy grzech przeciw potomstwu jest w rzeczy samej także
w jakibądź sposób grzechem przeciw wierności małżeńskiej, ponieważ oba te dobra
złączone są ze sobą. Pozatem jednak trzebaby jeszcze osobno wyliczyć tyle błędów
i spaczeń wierności małżeńskiej, ile ta wierność właśnie obejmuje cnót domowych.
Są niemi: nieskalana wzajemna wierność małżonków, podporządkowanie się żony wobec
męża w sprawach godziwych, stała wkońcu wzajemna miłość między małżonkami.
Niegodziwe stosunki z osobami trzecimi
Wierność zatem podrywają naprzód ci, którzy sądzą, że można zgodzić się na
uznanie owych nowożytnych poglądów i obyczajów, dopuszczających fałszywe i
wcale nie bezgrzeszne przyjaźnie z osobami trzeciemi, a pozatem gotowi są
przyznać małżonkom w owych przyjaźniach swobodniejsze uczucia i niekrępowanie
się w stosunkach towarzyskich. Wymagania te (jak sądzą) są tembardziej uzasadnione,
ponieważ według nich wielu ludzi odznacza się tak gwałtownym popędem płciowym, że
się w ciasnych granicach jednego małżeństwa zadowolić nie mogą. Bogobojnych zatem
małżonków surowe poglądy, nie pozwalające na żadne zmysłowe uczucia i czyny z
innemi osobami, nazywają staroświeckiemi przesądami, lub niską, pospolitą
zazdrością. Pragną więc, by istniejące ustawy karne, zabezpieczające wierność
małżeńską, pozbawiono mocy prawnej i zniesiono.
Szlachetni i uczciwi małżonkowie z obrzydzeniem odwracają się instynktownie od
takich marnych i niecnych pomysłów. Naturalny ten odruch zdrowego poczucia
znajduje nadto potwierdzenie w przykazaniu Bożem: «Nie będziesz
cudzołożył»57
i w słowach Chrystusowych:
«Wszelki,
który patrzy na niewiastę, aby jej pożądał, już ją zcudzołożył w sercu
swojem»58
. Żadne zwyczaje towarzyskie, żadne przykłady
przewrotności, żadne postępy cywilizacji tego przykazania Bożego zmienić nie
mogą. Jak bowiem jeden i ten sam «Jezus Chrystus wczoraj i dziś:
ten i na wieki»59
, tak też trwa niezmiennie jedna
nauka Chrystusowa, z której ani jedna kreska nie zaginie, aż się wszystko
spełni60
.
Fałszywa emancypacja niewiast
Ci sami nauczyciele fałszu, którzy słowem i pismem zaciemniają blask
małżeńskiej wierności i czystości, podkopują także wierne i godziwe
podporządkowanie się żony wobec męża. Wielu z nich przezywa posłuszeństwo
małżonki zuchwale niegodnem niewolnictwem. Obu małżonkom równe rzekomo
przysługują prawa, a że wskutek tego niewolnictwa prawa jednej strony są
umniejszone, z wielką pewnością siebie obwieszczają emancypację niewiast,
po części na dokonanie czekającą. Emancypacja ta jest potrójna i odnosi się
do zarządzania domem, zarządzania majątkiem i zapobiegania oraz spędzania
płodu; nazywają ją emancypacją społeczną, gospodarczą i fizjologiczną.
Emancypacja fizjologiczna polega na tem, że niewiasty, gdy sobie tego
życzą, wolne być mają od obowiązków małżonki, a więc małżeńskich i
macierzyńskich (a wykazaliśmy już dostatecznie, że tego nie można zwać
emancypacją, lecz zbrodnią przewrotną). Gospodarcza zaś emancypacja dąży
do tego, by żona bez wiedzy i wbrew woli męża swobodnie mogła zająć się
swojemi interesami, prowadzić je i niemi zarządzać, z uszczerbkiem oczywiście
dzieci, męża i całej rodziny. Społeczna emancypacja wreszcie na tem się zasadza,
żeby żona, wolna od zajęć domowych już to około dzieci, już też około rodziny,
swojem własnem mogła żyć życiem i również publicznym urzędom i obowiązkom się
poświęcać.
jest wypaczeniem kobiecego charakteru
Nie w tem wszakże mieści się prawdziwa emancypacja niewiasty i owa rozumna
oraz pełna godności wolność, odpowiadająca dostojnemu stanowisku chrześcijańskiej
matki i żony, jest to raczej wypaczeniem kobiecego charakteru i macierzyńskiej
godności oraz zburzeniem całej rodziny. Przez nią traci mąż żonę, dzieci -
matkę, dom i rodzina cała czujnego zawsze stróża. Doprawdy fałszywe to
wyzwolenie i nienaturalne zrównanie z mężem jest raczej zgubą niewiasty.
Zstąpiwszy bowiem z iście królewskiego tronu w obrębie domu, na który
Ewangelja kobietę wyniosła, popadnie owa kobieta rychło z powrotem w
dawną niewolę (może mało widoczną, niemniej jednak rzeczywistą) i będzie
znowu tem, czem była w pogaństwie: przedmiotem rozkoszy mężczyzny.
Równouprawnienia, o którem się z taką przesadą mówi i o które się tak
głośno woła, gdzieindziej szukać należy. Stanowi je uznanie wartości osoby
i godności ludzkiej i także prawa, z istoty małżeństwa wynikające. Tu bowiem
oboje małżonkowie równem cieszą się prawem, jako też równe mają obowiązki.
Pozatem zaś powinna panować nierówność pewna i podporządkowanie się jednej
wobec drugiej strony: tego domaga się dobro rodziny oraz konieczna jedność
i stałość, jak również ład społeczności rodzinnej.
Istota społeczności rodzinnej ma być nienaruszona
Tam zaś, gdzie wskutek przekształcenia życia gospodarczego także społeczne
i gospodarcze warunki zamężnej niewiasty pewnym uległy zmianom, władze
publiczne powinny prawa małżonek dostosować do warunków i potrzeb współczesnych,
uwzględniając wszakże wrodzoną psychiczną odrębność niewiasty, czystość
obyczajów, wspólne interesy całej rodziny. Nie wolno także nadwerężać
zasadniczego ustroju społeczności rodzinnej. Nie założył jej autorytet
ludzki, lecz autorytet nadludzki, Boży, i Boża mądrość. Ani ustawy państwowe,
ani widzimisię jednostek ustroju tej społeczności zmienić nie mogą.
Nowożytni nieprzyjaciele małżeństwa posuwają się jeszcze dalej. Wzajemną trwałą
miłość, podstawę szczęścia małżeńskiego i źródło najgłębszej radości zastępują
jakąś przypadkową harmonją usposobienia i równością charakteru. Nazywają to
sympatją. Z zanikiem sympatji rozluźnia i rozpada się jednocześnie to stadło,
które stało tylko sympatją. Czyż takie związki będą czemś innem, jak wznoszeniem
domu na piasku? Kiedy nadejdzie burza nieszczęść, zachwieje się dom i runie
według słów Chrystusowych: «I powiały wichry i uderzyły na ów dom, i
upadł i był upadek jego wielki»61
. Dom natomiast na
opoce wzniesiony, t. j. na wzajemnej miłości małżonków i na rozważnej i
trwałej jednomyślności dusz, nie poruszy się pod nawałnicą, a tem mniej
nie runie.
Grzechy przeciw sakramentowi małżeństwa
W dotychczasowych wywodach, Czcigodni Bracia, staliśmy w obronie dwóch
pierwszych, nader cennych dóbr małżeństwa, którym obecni burzyciele porządku
społecznego wojnę wydali. Ponieważ zaś trzecie dobro, sakramentalność małżeństwa,
tamte znacznie przewyższa, nie dziw, że przeciw tej godności szczególnie
zwracają się zaczepki przeciwników. Twierdzą więc najpierw, że małżeństwo,
to rzecz ściśle świecka i ludzka, nie podlega zatem żadną miarą władzy
zrzeszenia religijnego Kościoła Chrystusowego, lecz tylko społeczeństwu
świeckiemu. Powtóre znoszą nierozerwalność związku małżeńskiego, nietylko
pozwalając na rozejście się małżonków czyli na rozwody, lecz pragną nawet
dać tym rozwodom moc prawną; następstwem zaś będzie to, że małżeństwo,
obrane ze swego charakteru świętego, stoczy się do rzędu spraw czysto
świeckich i ludzkich.
Małżeństwo nie jest rzeczą świecką
Na poparcie pierwszego twierdzenia wywodzą, że akt cywilny uważać należy
jedynie za właściwy kontrakt małżeński (nazywają to ślubem cywilnym). Akt
religijny jest tylko pewnem uzupełnieniem tamtego i można go chyba nieoświeconemu
i zabobonnemu pozostawić ludowi. Następnie przyznają katolikom prawo zawierania
małżeństw z niekatolikami bez jakichkolwiek zastrzeżeń, bez względu na przepisy
religji i bez zezwolenia władzy kościelnej. Punkt drugi dotyczy rozwodów:
tłumaczą je, podnoszą i popierają ustawodawstwo, im sprzyjające.
ale z natury religijną
Religijny charakter związku małżeńskiego a w szczególności chrześcijańskiego
sakramentu małżeństwa obszernie omawia i uzasadnia w swej encyklice Leon XIII.
Już często powoływaliśmy się na to orędzie i godzimy się na nie wyraźnie.
Do niego przeto odsyłamy i niektóre tylko myśli poruszamy.
Święty i religijny charakter naturalnego już małżeństwa poświadczają
dostatecznie: sama myśl ludzka, najdawniejsze źródła historyczne, nieprzerwana
świadomość ludzkości, zwyczaje i obyczaje wszystkich narodów. «Religijny
ten pierwiastek nie jest z zewnątrz narzucony, lecz wrodzony: nie od ludzi
przejęty, lecz przez naturę wszczepiony», gdyż «Bóg małżeństwa
jest twórcą i już od samego początku było ono niejako odblaskiem wcielenia
Słowa Bożego»62
. Święty ten charakter małżeństwa,
który ściśle się łączy z religją i porządkiem spraw świętych, wywodzi się
najpierw z wspomnianego już pochodzenia jego od Boga. Następnie z celu
małżeństwa: ma ono dla Boga zrodzić i wychowywać potomstwo i także samych
małżonków wieść do Niego drogą miłości chrześcijańskiej i wzajemnego poparcia.
Wkońcu z wykonania samych naturalnych czynności małżeństwa: jest ono według
zamiarów najmędrszego Boga, Stwórcy, środkiem dla przekazywania życia, przyczem
rodzicom przypadło zadanie stania się szafarzami wszechmocy Bożej. Dodać
nakoniec jeszcze należy nową godność, którą małżeństwo otrzymało przez
Sakrament. Owiane jest przez to takiem dostojeństwem, wyniesione na taką
wyżynę, że się Apostołowi przedstawia jako «wielka tajemnica»,
«czcigodna... nadewszystko»63
.
Skoro więc małżeństwo posiada charakter religijny, skoro związek małżonków
podobny jest do świętego związku, łączącego Chrystusa z Kościołem, narzeczeni
winni mieć chrześcijański stan małżeński w świętem poważaniu i starać się
pobożnie, by związek, w który wstąpić zamierzają, był jaknajbardziej podobny
do owego prawzoru.
Zgubność małżeństw mieszanych
Uchybiają ciężko przeciw temu obowiązkowi, nieraz nawet z narażeniem wiecznego
swego zbawienia, ci, którzy lekkomyślnie i bez słusznych przyczyn zawierają
małżeństwa mieszane. Kościół, powodując się miłością i kierując przezornością
dla ważnych nader przyczyn, powstrzymuje wiernych swoich od takich związków,
o czem świadczą liczne orzeczenia, zebrane w całości w owym przepisie Kodeksu,
który opiewa: «Najsurowiej Kościół zabrania gdziekolwiek zawierania
małżeństwa dwóch osób ochrzczonych, z których jedna jest katolicka, druga
wyznania innowierczego lub schyzmatyckiego; gdyby jednak dla strony
katolickiej lub dla potomstwa, zachodziło niebezpieczeństwo odszczepieństwa,
małżeństwo takie także prawem Boskiem jest zakazane»64
.
Chociaż Kościół niekiedy, licząc się z warunkami czasów, stosunków, osób (bez
naruszenia wszakże prawa Bożego i usunąwszy, o ile można, przez pewne
gwarancje niebezpieczeństwo odszczepieństwa) od tych ostrych przepisów
udziela dyspensy, rzadko tylko strona katolicka z małżeństwa takiego nie
odnosi jakiejś szkody.
i złowrogie ich następstwa
Stąd smutny objaw, że dzieci z małżeństw mieszanych często odwracają się
od wiary lub conajmniej niesłychanie szybko popadają w obojętność religijną,
t. zw. indyferentyzm, skąd już tylko jeden krok do niedowiarstwa i zupełnej
bezreligijności. Pozatem w mieszanych małżeństwach wiele trudniej o owo urabianie
dusz, które ma być odbiciem wspomnianego mysterium, łączącego w tajemniczy
sposób Chrystusa z Kościołem.
Zbyt łatwo też ginie owa ścisła łączność i społeczność dusz, która jak wybitnem
jest znamieniem Kościoła Chrystusowego, tak chrześcijańskiego związku winna być
znakiem, ozdobą i chlubą. Zrywają się bowiem lub conajmniej rozluźniają węzły
wewnętrzne tam, gdzie w sprawach ostatecznych i najwyższych, które człowiek
uwielbia, mianowicie w wierze i życiu religijnem, rozbieżne panują poglądy i
dążenia. Wskutek tego dalsze grożą niebezpieczeństwa: zanika wzajemna miłość
małżonków, uchodzą z ogniska domowego zgoda i szczęście, które w szczególniejszy
sposób płyną z jednomyślności serc. Wszak tyle wieków już temu orzekło prawo
rzymskie: «Małżeństwo jest związkiem mężczyzny z niewiastą, jest
wspólnością całego życia i uczestnictwem praw Bożych i ludzkich»65
.
Rozwody
Wspomnieliśmy już, Czcigodni Bracia, że największą przeszkodą dla upragnionego
przez Chrystusa Odkupiciela odnowienia i udoskonalenia małżeństwa stanowi
wzmagająca się codzień łatwość w uzyskaniu rozwodów. Owszem, zwolennicy
nowopogańskiego poglądu na świat, nie pouczeni smutną rzeczywistością, z
dnia na dzień zawzięciej nacierają na świętą nierozerwalność małżeństwa i
na ustawodawstwo, nad nią czuwające. Cel, do którego dążą, jest uchwalenie
dopuszczalności rozwodów i zastąpienie przestarzałego ustawodawstwa nowem,
bardziej ludzkiem.
Fałszywe racje za rozwodami
Przeróżne i liczne przytaczają powody w obronie rozwodów. Jedne wynikające
z wad lub win ludzkich, drugie wypływające ze stosunków zewnętrznych (tamte
nazywają podmiotowemi, te zaś przedmiotowemi), pozatem wszystko to, co wspólne
życie rodzinne utrudnia i uprzykrza. Słuszność tych powodów i pożądanych ustaw
pragną udowodnić w przeróżny sposób. Najpierw ze względu na dobro obojga
małżonków: jeśli jedna strona jest bez winy, skorzystać może z prawa opuszczenia
strony winnej, a jeśli zawiniła ciężko, może być wyłączona ze związku, dla
drugiej strony wstrętnego i wymuszonego. Drugi powód przytacza się ze względu
na dobro dzieci, które albo całkiem nie doznają prawidłowego wychowania, albo
których wychowanie będzie bezskuteczne z tego powodu, że zgorszone waśniami
rodziców lub innym jakimś złym przykładem, zbyt łatwo schodzą z drogi uczciwości.
Ostatnim powodem ma być ogólne dobro społeczeństwa, które wymaga zniesienia
tych małżeństw, które naturalnego swego zadania spełniać już nie mogą. Pozatem
ustawy winny udzielać rozwodów dla zapobiegania przestępstwom, których słusznie
obawiać się należy wskutek dobrowolnego czy wymuszonego współżycia oraz by nie
wystawiać coraz bardziej na pośmiewisko sądów i powagi ustaw; małżonkowie bowiem,
celem uzyskania upragnionego rozwodu, dopuszczają się umyślnie zbrodni, dla
których sędzia w myśl ustaw małżeństwo rozwiązać może, albo kłamią zuchwale
przed sędzią, dobrze stan rzeczy rozumiejącym, że przestępstw owych się
dopuścili i potwierdzają to krzywoprzysięstwem. Stąd bredzi się, że należy
koniecznie ustawodawstwo do takich konieczności, do nowych warunków, do opinji
publicznej, do stosunków i obyczajów nowoczesnych państw dostosować. Każdy z
tych powodów z osobna, tem bardziej zaś razem wzięte mają niezbicie przemawiać
za koniecznością rozwodów.
Inni posunęli się z podziwu godną czelnością jeszcze dalej i rozumują: ponieważ
małżeństwo jest układem czysto prywatnym, podlegać powinno, jak każda inna umowa
prywatna, wyłącznie rozstrzygnięciu i woli obu stron układających się, które
z jakiejkolwiek przyczyny małżeństwo rozwiązać mogą.
Ale Chrystus wyraźnie to potępia
Wszelako, Czcigodni Bracia, naprzeciw tym szalonym pomysłom stoi niewzruszenie
owo jedno przykazanie Boże, przez Chrystusa w całej rozciągłości potwierdzone,
którego żadne ustawy ludzkie, żadne narodów uchwały ani ustawodawcy wola obalić
nie mogą: «Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza»66
.
Gdyby zaś człowiek bezprawnie to rozłączył, byłoby to zupełnie bez znaczenia.
Słusznie więc, jak tylokrotnie widzieliśmy, zapewnił Chrystus sam:
«Wszelki,
który opuszcza żonę swą, a drugą pojmuje, cudzołoży: a kto od męża opuszczoną
pojmuje, cudzołoży»67
. A słowa Chrystusowe odnoszą się
do każdego małżeństwa, nawet do czysto naturalnego; każdemu bowiem małżeństwu
prawdziwemu przysługuje owa nierozerwalność, która, o ile chodzi o rozwiązanie
węzła, wyjęta jest z pod uznania stron i z pod wszelkiej władzy świeckiej.
i sobór Trydencki
Na pamięć przywieść należy jeszcze uroczyste orzeczenie, które Sobór Trydencki
pod karą wyklęcia w ten sposób potępił: «Jeśliby ktoś twierdził, że
z powodu kacerstwa albo przykrego pożycia albo umyślnego oddalenia się od
żony węzeł małżeński rozerwany być może, niech będzie wyklęty»68
.
I dalej: «Jeśliby ktoś twierdził, że Kościół się myli, kiedy nauczał
i naucza, że według nauki Ewangelji i apostołów węzeł małżeński z powodu
cudzołóstwa jednej strony rozerwany być nie może i że druga strona, choćby
niewinna, która powodu do cudzołóstwa nie dała, za życia drugiej strony innego
małżeństwa zawrzeć nie może, dalej że dopuszcza się cudzołóstwa, kto niewierną
zwalnia i bierze inną, że także ta się dopuszcza cudzołóstwa, co męża opuściwszy,
za innego wychodzi: niech będzie wyklęty»69
.
Nie mylił się Kościół i nie myli się, tak nauczając. Jest zatem rzeczą
zupełnie pewną, że węzeł małżeński, nawet z powodu cudzołóstwa rozerwany
być nie może. Z tego wynika niewątpliwie, że wszelkie inne powody, słabsze
jeszcze, przytaczane zwykle na korzyść rozwodów, mniej jeszcze mają wagi i
pominięte być mogą.
Odparcie zarzutów
Pozatem nietrudno o odparcie owych trzech zarzutów, powyżej przeciw
nierozerwalności węzła małżeńskiego wysuniętych. Wszystkie owe przykre skutki
można powściągnąć a niebezpieczeństwa usunąć, gdy się w takich beznadziejnych
wypadkach zezwala małżonkom na rozejście niezupełne, t. j. takie, że węzeł
pozostaje cały i nienaruszony. Takie rozłączenie przewiduje prawo kościelne
zupełnie wyraźnie w przepisach w sprawie separacji od łoża, stołu i
mieszkania70
. Ustalenie wszystkich warunków takiej separacji,
przyczyn, sposobów dokonania i zastrzeżeń, któreby zapewniały wychowanie potomstwa
i całość rodziny, oraz któreby w miarę możliwości uwzględniały wszystkie trudności,
wypływające bądź dla małżonków, bądź dla potomstwa, bądź wreszcie dla społeczeństwa,
wszystko to zależy jedynie od prawa kościelnego, do zakresu zaś prawa świeckiego
należą jedynie spraw tych skutki cywilne.
Wszelkie wyżej przytoczone względy, przemawiające za zupełną nierozerwalnością
małżeństwa, posiadają moc dowodową i tam, gdzie chodzi o wykluczenie potrzeby i
możności rozwodzenia się, i tam, gdzie odmawia się jakiejkolwiek władzy ziemskiej
udzielania rozwodu. Ile bowiem korzyści płynie z nierozerwalności małżeństwa,
tyleż naodwrót wynika nieszczęść z rozwodów, zgubnych niewypowiedzianie dla
jednostek i całej społeczności ludzkiej.
Błogosławieństwa nierozerwalności
«Następnie zaś, - że użyjemy znów słów poprzednika Naszego, - trudno
opisać, jak wielkie wartości zawiera w sobie trwały węzeł małżeński, a jak
wielki posiew złego dojrzewa z rozwodów. Tu bowiem, gdzie zasadę nierozwiązalności
małżeństwa zachowano, widzimy związki małżeńskie szczęśliwe w swej stałości i
utwierdzeniu; tam gdzie małżonkowie się rozwodzą lub przynajmniej mają możność
rozwiedzenia się, związki ich stają się niepewne albo niepokój i podejrzenia ich
dręczą. Tu panuje wzajemna życzliwość i zespolenie wszelkich dóbr przedziwnie
utwierdzone, tam z samej możności rozejścia się wynika opłakane ich rozpadanie.
Tu zapewnione są najskuteczniejsze pomoce dla zachowania czystej wierności
małżeńskiej, tam zaś pojawiają się zgubne pobudki niewierności. Tu zabezpieczona
sprawa narodzenia, opieki i wychowania dzieci, tam wszystko zagrożone w swem
istnieniu. Tu w wieloraki sposób przecięta sposobność do kłótni między rodzinami
i krewnymi, tam jaknajczęściej powstają okazje do niezgody. Tu z łatwością
zarodki sporów mogą być stłumione, tam rozsiewa się je obficie. Tu przedewszystkiem
godność i obowiązki niewiasty tak w życiu rodzinnem jak i społecznem są jej
szczęśliwie przywrócone zupełnie, tam niegodnie są podeptane, przyczem żony
narażają się na niebezpieczeństwo, że je mężowie opuszczą, gdyby nie chciały
się poddać ich lubieżności»71
.
a nieszczęścia płynące z rozwodów
A ponieważ, - jak już pełnemi powagi słowy Leona XIII kończyć będziemy, - «do
obalenia potęgi społeczeństwa nic tak się nie przyczynia, jak zepsucie moralne,
przeto łatwy stąd wniosek, że rozwody są największym wrogiem poszczególnych rodzin
i państw całych. Rodzą się one ze skażonych obyczajów społeczeństwa i - jak
praktyka życiowa to stwierdza - otwierają dostęp do najgorszych zboczeń w
życiu jednostek i społeczeństw. O wiele większem jeszcze okaże się to zło,
skoro się zważy, że przyjąwszy raz zasadę możliwości rozwodów, na przyszłość
nie zdoła się narzucić żadnych więzów, któreby zdołały utrzymać tę możliwość
w pewnych, wprzód przewidzianych granicach. Bez wątpienia wielka jest moc
przykładu, ale większa jeszcze siła namiętności. To też pod wpływem tych
pobudek niechybnie dojdzie do tego, że żądza rozwodzenia się z dnia na dzień
coraz bardziej rozrastać się będzie i pochłonie przeliczne dusze, jak choroba,
roznoszona przez zarazę albo jak nurt wody, wzbierający po przerwaniu
tamy»72
.
Stąd, jak czytamy w tej samej Encyklice, «jeżeli te dążenia się nie
zmienią, to nieustannie lękać się będą musiały poszczególne rodziny i cała
ludzkość, żeby nie popaść nędznie bardzo... w zamęt i rozprzężenie wszelkiego
ładu»73
. A jak bardzo sprawdza się ta przepowiednia,
wypowiedziana już przed pięćdziesięciu laty, widać z rosnącego z dnia na dzień
zepsucia moralnego i niesłychanego wypaczenia życia rodzinnego w opanowanych
przez komunizm krajach.
- [«] Cfr. Matth., XIII,25.
- [«] II Tim., IV,2-5.
- [«] Ephes., V,3.
- [«] S. August., De coniug., adult., lib. II, n. 12;
cfr. Gen. XXXVIII,8-10;
S. Poenitent., 3 April., 3 Jun. 1916.
- [«] Matth. XV,14; S. Off. 22 Nov. 1922.
- [«] Luc., VI,38.
- [«] Conc. Trident., sess. VI, cap. 11.
- [«] Const. Apost. Cum occasione, die 31 Maii 1653, prop. 1.
- [«] Exod., XX,13;
cfr. Decr. S. Offic. 4 Maii 1898, 24 Julii 1895, 21 Maii 1884.
- [«] S. August., De nupt. et concupisc. cap. XV.
- [«] Cfr. Rom., III,8.
- [«] Cfr. Gen. IV,10.
- [«] Summ. theolog., 2 a, 2 ae, q. 108 a. 4 ad 2 m.
- [«] Exod., XX,14.
- [«] Matth., V,28.
- [«] Hebr., XIII,8.
- [«] Cfr. Matth., V,18.
- [«] Matth., VII,27.
- [«] Leo XIII, Litt. Encycl. Arcanum, d. 10 Febr. 1880.
- [«] Cfr. Ephes., V,32;
Hebr., XIII,4.
- [«] Cod. Jur. Can., cap. 1060.
- [«] Modestinus, in Dig. (Lib. XXIII, II: De Ritu nuptiarum, lib I, Regularum).
- [«] Matth., XIX,6.
- [«] Luc., XIV,18.
- [«] Conc. Trid., sess. XXIV, c. 5.
- [«] Conc. Trid., sess. XXIV, c. 7.
- [«] Cod. Jur. Can., c. 1128 sqq.
- [«] Leo XIII, Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.
- [«] Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.
- [«] Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.