![]() ![]() |
|||||||||||||||
|
|||||||||||||||
Przede wszystkim uderzająca zmiana zaszła w samym ustroju życia gospodarczego. Śp. Poprzednik Nasz, jak wiecie, Czcigodni Bracia i ukochani Synowie, taki miał przed oczyma w pierwszym rzędzie ustrój gospodarzy, w którym, ogólnie mówiąc, do wspólnej działalności gospodarczej jedni wnoszą kapitał, a inni pracę, co zwięźle i trafnie wyraził zdaniem: "ani kapitał bez pracy, ani bez kapitału praca istnieć nie może" (enc. Rerum novarum).
Leon XIII gorąco pragnął dostosować ten ustrój gospodarczy do zasad sprawiedliwości; z tego wynika, że ustrój ten sam z siebie nie zasługuje na potępienie. I rzeczywiście nie jest on z natury zły; sprawiedliwość zaś gwałci dopiero wtedy, gdy kapitał w tym celu i na takich warunkach wynajmuje robotników, czyli proletariat do pracy, że przemysł i całe życie gospodarcze uzależnia wyłącznie od siebie i na swoją wyłącznie korzyść obraca, nie uwzględniając ludzkiej godności robotników, społecznego charakteru gospodarstwa, sprawiedliwości społecznej i dobra ogółu.
Prawdą jest, że nie wszędzie panuje ta ustrojowa forma życia gospodarczego; występuje bowiem i inna, z którą związana jest olbrzymia i ważna ze względu na swoją liczebność i na znaczenie część ludzkości, jak np. rolnictwo, w którym wielkie masy ludności same sobie przez uczciwą i pilną pracę dostarczają środków potrzebnych do życia i utrzymania. I ta druga dziedzina życia gospodarczego przechodzi dziś ciężkie chwile i trudności, na które zwracał uwagę już Nasz Poprzednik na wielu miejscach swej encykliki, a których i My tutaj dotknęliśmy parokrotnie.
W parze jednak z rozwojem przemysłu w całym świecie dokonało się po wydaniu encykliki Leona XIII także ogromne rozszerzenie się "kapitalistycznego" sposobu gospodarowania. Wtargnął on i przeniknął w życie gospodarcze i społeczne nawet tych warstw, które poza nim żyją, przyniósł mu pewne korzyści, ale i szkody, a udzieleniem mu swych wad wycisnął na nim swoje charakterystyczne piętno.
Zwracając więc uwagę na szczególne zmiany, którym po Leonie XIII uległ ustrój "kapitalistyczny", mamy na względzie dobro nie tylko mieszkańców okolic "kapitalistycznego" przemysłu, ale i wszystkich ludzi. Przede wszystkim uderzającym w naszych czasach zjawiskiem jest skupianie się nie tylko samych bogactw, ale także ogromnej potęgi i despotycznej władzy gospodarczej, w rękach niewielu, którzy w dodatku często nawet nie są właścicielami, lecz tylko stróżami i zarządcami kapitału, a którzy mimo to kierują nim w sposób samowolny.
To ujarzmienie życia gospodarczego najgorszą przybiera postać w działalności tych ludzi, którzy, jako stróże i kierownicy kapitału finansowego, władają kredytem i rozdzielają go według swej woli. W ten sposób regulują oni niejako obieg krwi w organizmie gospodarczym i sam żywioł gospodarczego życia trzymają w swych rękach, że nikt nie może wbrew ich woli oddychać.
Skupienie potęgi i bogactw w rękach niewielu, właściwe ostatniemu okresowi życia gospodarczego, jest następstwem nieograniczonej wolności konkurencji, która zwycięstwo daje tylko najsilniejszym, tj. - jak bywa często - tym, którzy walczą najbezwzględniej i którzy nie znają skrupułów sumienia.
To skupienie potęgi i bogactw w rękach niewielu prowadzi do dalszej, potrójnej, walki: naprzód do walki o ujarzmienie samego życia gospodarczego, dalej, do walki o opanowanie państwa, aby jego środki i jego władzę wyzyskać potem do walki gospodarczej, wreszcie do walki między państwami, czy to w ten sposób, że poszczególne państwa oddają swoje siły polityczne w służbę gospodarczych interesów swoich obywateli, czy też w ten, że swojej gospodarczej przewagi używają do rozstrzygania międzynarodowych sporów politycznych.
Oto są ostateczne skutki panowania ducha indywidualizmu, które, Czcigodni Bracia i ukochani Synowie, widzicie i nad którymi bolejecie: wolna konkurencja doprowadziła do samozagłady, miejsce wolnego handlu zajęło ujarzmienie życia gospodarczego przez garść ludzi, za żądzą zysku przyszła nieokiełzana dążność do panowania, całe życie gospodarcze stało się straszliwie twardym, bezlitosnym i brutalnym. Do tego dodać jeszcze należy wielkie szkody spowodowane zgubnym pomieszaniem praw i obowiązków państwa i życia gospodarczego z sobą. Jedną zaś z największych między nimi jest obniżenie majestatu państwa, które stało się niewolnikiem wydanym na łup ludzkich żądz i namiętności, gdy wolne od wszelkiej stronniczości, a jedynie dobru ogółu i sprawiedliwości oddane, na wysokim winno zasiadać tronie jako władca i najwyższy rozjemca. Wreszcie w życiu międzynarodowym dwojakie zło z tego samego źródła wypłynęło: tu "nacjonalizm", albo nawet "imperializm" gospodarczy - gdzie indziej zaś niemniej zgubny i potępienia godzien finansowy "internacjonalizm" lub "imperializm międzynarodowy", według którego tam jest ojczyzna, gdzie jest dobrze.
Środki zaradcze na te bolączki podaliśmy w drugiej, doktrynalnej części niniejszej encykliki; tutaj dość będzie przypomnieć je treściwie. Ponieważ obecny ustrój gospodarczy opiera się przede wszystkim o kapitał i pracę, trzeba uznać i w życie wprowadzić zasady zdrowego rozumu lub chrześcijańskiej filozofii społecznej odnośnie do tych dwu czynników i ich współdziałania z sobą. Przede wszystkim należy mieć na uwadze podwójny charakter, osobisty i społeczny, tak kapitału, czyli własności, jak i pracy, aby uniknąć niebezpieczeństwa indywidualizmu i kolektywizmu.
Wzajemne stosunki kapitału i pracy winny być regulowane najściślej według zasad sprawiedliwości tzw. zamiennej, z pomocą jednak chrześcijańskiej miłości. Wolna konkurencja skrępowana w określonych i koniecznych granicach, a jeszcze bardziej potęga gospodarczych czynników, winny być ściśle podporządkowane władzy publicznej w tych sprawach, które do niej należą. Całe wreszcie życie społeczne należy dostroić do konieczności dobra ogółu, czyli do zasad sprawiedliwości społecznej, za pośrednictwem instytucji publicznych, odpowiadających właściwościom poszczególnych narodów; a ta reforma sprawi, że i tak ważna część życia społecznego, jak życie gospodarcze, odzyska dobry i zdrowy ustrój.
Jeden odłam socjalizmu przeszedł przemianę podobna do tej, której uległo - jak poprzednio wyjaśniliśmy - gospodarstwo kapitalistyczne. Popadł w komunizm; i tak w teorii, jak w praktyce stawia sobie dwa cele: najostrzejszą walkę klas i zupełne zniesienie własności prywatnej; a robi to nie skrycie i nie na drodze okrężnej, lecz jawnie, otwarcie, przy użyciu wszelkich, nawet najgwałtowniejszych środków. W dążeniu do tych celów na wszystko się waży i przed niczym się nie cofa; a kiedy się dorwie do władzy, objawia nieprawdopodobną i straszliwą brutalność i nieludzkość. Świadczą o tym okropna pożoga i ruiny, którymi znaczy olbrzymie przestrzenie Europy wschodniej i Azji. Do jakiego zaś stopnia jest nieprzyjacielem i otwartym wrogiem Kościoła i samego Boga, mówią o tym, niestety, aż nadto głośno fakty niezaprzeczone i wszystkim znane. Wobec tego dobre i wierne dzieci Kościoła nie potrzebują już przestróg z Naszej strony przed bezbożnym i niegodziwym komunizmem. Natomiast z głębokim bólem patrzymy na lekkomyślność tych, którzy zdają się nie doceniać grożących z tej strony niebezpieczeństw i ogarnięci gnuśną bezczynnością spokojnie znoszą propagandę haseł gwałtownego i krwawego przewrotu społecznego; na jeszcze cięższe potępienie zasługuje niedbalstwo podtrzymujące te warunki społeczne, które rozgoryczają umysły ludności i przez to drogę torują do przewrotu i ruiny społeczeństwa.
Mniej radykalnym bez wątpienia jest drugi obóz, który zachował nazwę "socjalizmu". Nie tylko rezygnuje on z posługiwania się gwałtem, ale nadto wprowadza pewne złagodzenie i ograniczenie w walkę klas i w dążność do zniesienia prywatnej własności, jeśli ich w ogóle nie odrzuca. Można by powiedzieć, że socjalizm przerażony swoimi zasadami i użytkiem, który z nich zrobił komunizm, skłania się i zbliża się do prawd uświęconych przez chrześcijańską tradycję; nie da się bowiem zaprzeczyć, że jego postulaty podobne są nieraz do sprawiedliwych postulatów, które stawiają chrześcijańscy reformatorowie społeczni.
Walka klas bowiem, jeśli się z niej wykluczy gwałty i nienawiść w stosunku do drugiej strony, przemienia się powoli w szlachetne współzawodnictwo, oparte na dążeniu do sprawiedliwości, które, choć jeszcze nie jest owym upragnionym pokojem społecznym, jednak może i powinno być punktem wyjścia na drodze do współpracy "stanów zawodowych". Podobnie i walka wypowiedziana własności prywatnej przybiera w tym odłamie socjalistycznym formy coraz łagodniejsze i rozmiary coraz węższe, tak, że się już nie zwraca przeciw posiadaniu środków produkcji jako takiemu, ale przeciw tej wyjątkowej pozycji, którą sobie ta własność wbrew wszelkiemu prawu zdobyła. Pozycja ta bowiem należeć powinna nie do warstw posiadających, ale do władzy publicznej. Jeśli się to stanie, wówczas rozwój może doprowadzić z wolna do tego, że dążenia socjalizmu umiarkowanego nie będą się różniły od dążeń i postulatów, które stawiają chrześcijańscy reformatorowie społeczni. Zupełnie bowiem słusznym jest żądanie zastrzeżenia pewnych rodzajów dóbr dla państwa, ponieważ posiadanie tych dóbr daje taką potęgę, że jej ze względu na bezpieczeństwo państwa nie można prywatnym osobom zostawiać.
Tego rodzaju sprawiedliwe postulaty i dążenia nie mają w sobie niczego, co by było przeciwne chrześcijańskiej prawdzie; tym bardziej nie są własnością socjalizmu. Kto zatem na nich poprzestaje, nie potrzebuje należeć do socjalistycznego obozu.
Nie trzeba jednak myśleć, że wszystkie bez wyjątku niekomunistyczne ugrupowania i partie socjalistyczne przebyły ten rozwój zarówno w dziedzinie praktyki, jak teorii. Przeważnie nie zerwały z walką klas i z dążeniem do zniesienia własności, a tylko je nieco złagodziły.
Wobec zaś złagodzenia lub pewnego stępienia fałszywych zasad powstaje - a raczej bezpodstawnie porusza się w pewnych kołach - pytanie, czy by nie można także i zasad chrześcijańskiej prawdy nieco złagodzić i stępić, by pójść naprzeciw socjalizmowi i spotkać się z nim niejako w połowie drogi. Są tacy, którzy się łudzą, że się w ten sposób uda pociągnąć socjalistów do nas. Próżna to jednak nadzieja. Ci, którzy chcą być apostołami wśród socjalistów, winni opowiadać pełną i całą prawdę otwarcie i szczerze, bez żadnych ustępstw na rzecz błędu. A przede wszystkim, jeśli chcą być prawdziwymi głosicielami Ewangelii, niech dowodzą socjalistom, że te ich żądania, które są słuszne, o wiele mocniejsze uzasadnienie znajdą w oparciu o zasady chrześcijańskiej wiary i o wiele skuteczniejszą realizację w oparciu o chrześcijańską miłość.
Cóż jednak sądzić, jeśli socjalizm tak złagodzi i poprawi swoje poglądy na walkę klas i własność prywatną, że mu już w tych sprawach nic nie będzie można zarzucić? Czy tym samym pozbył się swego wrogiego dla chrześcijaństwa charakteru? Oto pytania, które pochłaniają uwagę wielu ludzi! Wielu zaś dobrych katolików, którzy sobie dobrze zdają sprawę z tego, że zasad chrześcijaństwa nie wolno porzucać, ani zamazywać, zwraca się do Stolicy Apostolskiej i gorąco prosi o rozstrzygnięcie, czy taki socjalizm tak dalece wyzwolił się ze swych błędów, że go bez uszczerbku dla jakiejś zasady chrześcijańskiej można przyjąć i niejako ochrzcić. Spełniając ich prośby w duchu ojcowskiej troskliwości odpowiadamy: socjalizm, czy jako teoria, czy jako zjawisko historyczne, lub jako "akcja" praktyczna, jeśli prawdziwie jest socjalizmem, nie da się pogodzić z dogmatami Kościoła katolickiego, i to nawet wówczas, gdy w tych sprawach, o których mówiliśmy, poczynił ustępstwa na rzecz prawdy i sprawiedliwości; jego bowiem pogląd na społeczeństwo różni się zasadniczo od chrześcijańskiego poglądu.
Według bowiem nauki chrześcijaństwa człowiek obdarzony naturą społeczną przychodzi na ten świat, aby żyjąc w społeczeństwie i poddany władzy mającej swe źródło w Bogu (por. Rz 13,1), pielęgnował i rozwijał w całej pełni wszystkie swe zdolności ku czci i chwale Stwórcy, i by przez wierne spełnianie obowiązków swego zawodu lub powołania zdobywał sobie szczęście doczesne i wieczne. Socjalizm zaś jest zupełnie nieświadom tego celu jednostki i społeczeństwa; dlatego nie troszcząc się o niego uważa społeczeństwo za instytucję służącą tylko użytkowym celom.
Następnie, stąd, że umiejętny podział pracy bardziej sprzyja wytwarzaniu dóbr doczesnych, niż niezorganizowana praca jednostek, wyprowadzają socjaliści wniosek, że wytwórczość gospodarcza, której same tylko materialne cele uwzględniają, winna być uspołeczniona. Ta sama konieczność, zdaniem socjalistów, wymaga, by człowiek w dziedzinie produkcji był przymuszony cały oddać się i podporządkować się społeczeństwu. Więcej, socjalizm tak wysoko stawia posiadanie jak największej ilości dóbr, mogących udogodnić życie, że, jego zdaniem, należy poświęcić i na ołtarzu udoskonalonej produkcji gospodarczej złożyć ofiarę z wyższych dóbr człowieka, nie wyjmując nawet wolności. Odszkodowaniem za tę ofiarę z ludzkiej godności w "uspołecznionej" produkcji będzie dla człowieka - mówią socjaliści - obfitość dóbr wytworzonych społecznie, które mu będą przydzielone, a których bez przeszkód będzie mógł używać na swe wygody i przyjemności życia według upodobania. Społeczeństwo zatem socjalistyczne, z jednej strony nie może istnieć, ani nie da się pojąć bez bardzo silnego przymusu, z drugiej zaś hołduje również fałszywej idei wolności; odrzuca bowiem prawdziwie społeczny autorytet, który się nie opiera na doczesnych i materialnych pożytkach, ale pochodzi od Boga, Stwórcy wszechrzeczy i ich celu ostatecznego (por. enc. Diuturnum z 29 VI 1881).
Choć socjalizm, jak wszystkie błędy, mieści w sobie część prawdy (czemu zresztą papieże nigdy nie przeczyli), opiera się jednak na podstawie takiej, swoistej nauki o społeczeństwie, która się z chrześcijaństwem nie godzi. Dlatego sprzecznymi pojęciami są określenia: socjalizm religijny, socjalizm chrześcijański; nie można być równocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą.
Wyrokiem tym uroczyście przez Nas przypomnianym i potwierdzonym, obejmujemy również i nowy, dotąd mniej znany, ale coraz częściej w różnych odłamach socjalizmu występujący prąd, mianowicie socjalizm jako ruch w dziedzinie wychowania i oświaty. Pozorami przyjaźni wabi on do siebie i przyciąga szczególnie młodzież, nawet dzieci, zmierza zaś do opanowania całego społeczeństwa, aby wychować "socjalistycznego człowieka", który ma dokonać przemiany społecznej w duchu socjalizmu.
W naszej encyklice Divini illius Magistri przedstawiliśmy obszerne zasady i cele chrześcijańskiego wychowania (enc. Divini illius Magistri, z 31 XII 1929). Sprzeczność socjalizmu obyczajowego i oświatowego z tymi zasadami tak jasno i tak oczywiście występuje w jej świetle, że to nas uwalnia od nowych wyjaśnień. Lecz, zdaje się, nie wszyscy jeszcze znają lub doceniają jego olbrzymie niebezpieczeństwa, skutkiem czego brakuje często odpowiedniego i zdecydowanego odporu. Jest obowiązkiem Naszego pasterskiego urzędu ostrzec ich przed tym groźnym niebezpieczeństwem; oby wszyscy zapamiętali sobie, że ojcem tego obyczajowego i oświatowego socjalizmu był liberalizm, a spadkobiercą będzie "bolszewizm".
Wobec tego, Czcigodni Bracia, łatwo zrozumiecie Naszą boleść, której doświadczamy patrząc, jak szczególnie w pewnych krajach, bardzo wielu naszych synów, o których szczerej wierze i dobrej woli nie chcielibyśmy wątpić, odwróciło się od Kościoła i przeszło do socjalistycznego obozu; z tych jedni głośno mianują się socjalistami i wyznają zasady socjalizmu, inni zaś z całą obojętnością lub nawet niechętnie należą do organizacji, które bądź wyraźnie, bądź tylko faktycznie są socjalistycznymi.
Tak tedy powstaje pytanie, które sobie w ojcowskiej trosce zadajemy i rozważamy: jak się to mogło stać, że na takie manowce zeszli? I słyszymy, zda się Nam, odpowiedź wielu z nich i wyjaśnienie: Kościół i ludzie z nim związani sprzyjają bogatym, zaniedbują robotników i nie ujmują się za nimi; z tego powodu - mówią - musieli przystąpić do obozu socjalistycznego i złączyć się z nim, aby sobie zabezpieczyć swoje interesy.
Jest rzeczą ubolewania godną, Czcigodni Bracia, że byli, a nawet dziś są tacy, którzy się uważają za katolików, a którzy prawie zupełnie zapomnieli o wzniosłym prawie sprawiedliwości i miłości nakazującym nie tylko oddać każdemu, co mu się należy, ale i pomagać braciom potrzebującym jak samemu Chrystusowi Panu (Jk 2), i nawet - co jeszcze gorzej - tacy katolicy, którzy dla zysku nie cofają się przed krzywdzeniem robotników. Owszem, nie brak i takich, którzy samej nawet religii nadużywają jako zasłony, którą próbują osłonić niecny wyzysk robotników i opór przeciw ich sprawiedliwym żądaniom. Nigdy nie przestaniemy piętnować tego ich postępowania. Oni to bowiem sprawili, że na Kościół mogły paść fałszywe pozory i fałszywe podejrzenia, jakoby był obrońcą bogatych, a obojętnie patrzył na nędzę i cierpienia wydziedziczonych. Cała historia Kościoła świadczy, jak niesłuszne i krzywdzące są te podejrzenia; a właśnie encyklika, której rocznicę obchodzimy, najlepiej dowodzi, że te niesprawiedliwe zarzuty przeciw Kościołowi są po prostu oszczerstwami i obelgami.
Dalecy jesteśmy od tego, byśmy dotknięci doznaną krzywdą lub przygnębieni bólem ojcowskim, mieli odepchnąć i odtrącać tych naszych synów, którzy dali się uwieść i dziś są z dala od prawdy i od zbawienia. Przeciwnie, z całą, na jaką Nas stać, usilnością zapraszamy ich do powrotu na macierzyńskie łono Kościoła. Obyż zechcieli usłuchać Naszego wołania! Obyż powrócili do ojcowskiego domu, który opuścili, i już pozostali tam, gdzie jest ich właściwe miejsce, mianowicie w jednym szeregu z tymi, którzy, ściśle wykonując wskazówki podane przez Leona XIII, a przez Nas uroczyście przypomniane, usiłują przebudować ustrój społeczny w myśl Kościoła, w duchu społecznej sprawiedliwości i miłości! Niech wreszcie będą przekonani, że nawet doczesnego szczęścia pełniejszego nie znajdą nigdzie, jak tylko u Tego, Który dla nas stał się ubogim będąc bogatym, abyśmy ubóstwem Jego bogatymi byli (2 Kor 8,9), Który był ubogim i w pracach od młodości swojej. Który wszystkich pracujących i obciążonych do Siebie zaprasza, by ich orzeźwić miłością Swego Serca (Mt 11,28), Który wreszcie nie bacząc na osobę, więcej będzie żądał od tych, którym więcej dano (Łk 12,48), i "odda każdemu według uczynków jego" (Mt 16,27).
Zastanawiając się nad współczesnym życiem gospodarczym znaleźliśmy w nim, Czcigodni Bracia i ukochani Synowie, bardzo poważne niedomagania. Poddaliśmy ocenie także komunizm i socjalizm; i stwierdziliśmy, że wszystkie, nawet umiarkowane ich kierunki daleko odbiegły od przykazań Ewangelii.
"Jeśli społeczeństwo dzisiejsze - są słowa Naszego Poprzednika - ma być uleczone, to stanie się to tylko przez odnowienie życia chrześcijańskiego i instytucji chrześcijaństwa" (enc. Rerum novarum str. 659). Jedynie ono może przeciwstawić się skutecznie zbytniej trosce o rzeczy doczesne, która jest źródłem całego zła; ono jedno może ludzi, którzy, jak olśnieni, utkwili wzrok w rzeczach przemijających tego świata, oderwać od nich i ich oczy ku niebu skierować. A któż zechce zaprzeczyć zdaniu, że tego dziś właśnie ludzkości najbardziej potrzeba?
Wszystkie umysły pochłania dziś myśl o współczesnych wstrząśnieniach, klęskach i katastrofach. Cóż jednak znaczą one wzięte razem wobec duchowego spustoszenia, jeśli spojrzymy na te rzeczy - jak powinniśmy - chrześcijańskimi oczyma? A właśnie śmiało można powiedzieć, że obecny ustrój społeczny i gospodarczy stanowi dla ogromnej liczby ludzi niezmiernie wielką przeszkodę w trosce o to jedno, co jest konieczne, o zbawienie.
Powołani na urząd Pasterza i Opiekuna całej niepoliczonej owczarni przez Księcia Pasterzy, który ją własną Krwią odkupił, nie możemy suchym okiem patrzeć na to groźne dla niej niebezpieczeństwo; a owszem, pamiętając na obowiązki urzędu pasterskiego, z całą ojcowską troskliwością szukamy ustawicznie sposobu przyjścia jej z pomocą i innych, których zobowiązują do tego względy sprawiedliwości lub miłości, wzywamy do gorliwej współpracy. Cóż bowiem pomoże ludziom doskonalenie się w coraz lepszym wykorzystywaniu bogactw dla zdobycia całego chociażby świata, jeśli im to przyniesie szkody duchowe (por. Mt 16,26)? Cóż tu pomoże wykład bezpiecznych zasad ekonomii, jeśli ludzie pod wpływem nieokiełzanej i brudnej chciwości dają się tak dalece ponosić egoizmowi, że "słysząc przykazania Pańskie, wszystkie rzeczy przeciwne czynią" (Sdz 2,17)?
Najgłębszą przyczyną tego odwrócenia się od prawa Chrystusowego w życiu społecznym i gospodarczym i wynikającego stąd odstępstwa wielu robotników od wiary katolickiej jest nieład w dziedzinie uczuć, smutne następstwo grzechu pierworodnego, który tak zakłócił piękną harmonię władz ludzkiej duszy, że człowiek odtąd łatwo ulega złym żądzom i skłania się bardzo ku przecenianiu znikomych dóbr tego świata nad niebieskie i wiecznotrwałe. Stąd owo nienasycone pragnienie bogactw i dóbr doczesnych, które w prawdzie zawsze popychało ludzi do łamania przykazań Boskich i do deptania praw bliźniego, dziś jednak dzięki ustrojowi gospodarczemu szczególnie liczne sposobności upadku nastręcza ludzkiej słabości. A oto, w jaki sposób! Zmienność życia gospodarczego, zwłaszcza jego podstaw organizacyjnych, wymaga najwyższego i stałego napięcia sił od tych, którzy mu się oddają. Stąd u niektórych ludzi taka twardość sumienia, że uważają, iż im wolno i zyski zwiększać w każdy sposób i potem ciężko zdobytego mienia prawem i lewem bronić przed zmianami losu. Łatwość zdobywania zysków przy dzisiejszej anarchii rynku pociąga do handlu i wymiany towarów wielu takich, którzy to tylko mają na myśli, by przy najmniejszej pracy szybko zdobyć zysk, i w tym celu przy pomocy dzikiej spekulacji tak często powodują zwyżkę lub zniżkę wartości, zależnie od swej swawoli i chciwości, że wniwecz obracają rozumne rachuby wytwórców. Do najgorszych nadużyć wykorzystano postanowienia prawne o spółkach zarobkowych dzielące ryzyko i ograniczające odpowiedzialność. Widzimy bowiem, że ludzie mało się przejmują tym zmniejszonym obowiązkiem odpowiedzialności; pod ochroną anonimowej firmy dzieją się najgorsze krzywdy i oszustwa; zarządy zaś tych gospodarczych spółek posuwają się w zapomnieniu swych obowiązków aż do wyraźnej zdrady interesów tych, których oszczędnościami zawiadują. Na koniec wspomnieć trzeba tych chytrych ludzi, którzy nie dbając zupełnie o uczciwość zawodową, nie wstydzą się spekulowania na ludzkiej namiętności i wyciągania z niej zysków.
Surowa i twarda karność moralna, kontrolowana ściśle przez władzę państwową, mogłaby była usunąć te ogromne braki, albo im nawet zapobiec; na nieszczęście jednak zbyt często nie dopisywała. Początki bowiem nowego ustroju gospodarczego wypadły na okres, w którym racjonalizm opanował umysły i głęboko się w nich zagnieździł; pod jego zaś wpływem rychło powstała nauka ekonomiczna obca prawdziwej moralności. Tak się dokonało w tej dziedzinie wyzwolenie ludzkich namiętności z więzów.
Skutkiem tego rzucili się teraz ludzie v większej niż dotąd liczbie do zdobywania bogactw za wszelką cenę; a własną korzyść stawiając nade wszystko i przed wszystkim, nie robili sobie kwestii sumienia z największych nawet krzywd, wyrządzanych drugim. I wielu naśladowców swego niecnego postępowania znaleźli ci, którzy pierwsi weszli na tę wygodną drogę, prowadzącą do zguby (Mt 7,13); ich uderzające powodzenie, niezwykły blask ich bogactw, ośmieszanie cudzych skrupułów sumienia jako bezpodstawnej trwożliwości, wreszcie niszczenie sumienniejszych konkurentów - to wszystko jednało im naśladowców.
Zejście zaś kierowników życia gospodarczego z drogi sprawiedliwości miało ten konieczny skutek, że i szerokie warstwy robotnicze zeszły na te zgubne manowce; a to tym bardziej, że bardzo wielu pracodawców patrzyło na swoich robotników, jak na proste narzędzia, bez troski o ich dusze, a nawet bez myśli o rzeczach wyższych. Umysł się wzdryga na myśl o straszliwych niebezpieczeństwach, które w nowoczesnych fabrykach zagrażają moralności robotników (zwłaszcza młodszych) i wstydliwości dziewcząt, i w ogóle kobiet; ma myśl o trudnościach, które spójni rodzinnej i rodzinnemu współżyciu sprawia często dzisiejszy stan życia gospodarczego, a szczególnie opłakany stan sprawy mieszkaniowej; na myśl o tylu i tak wielkich przeszkodach w należytym święceniu dni świątecznych; na myśl, o powszechnym osłabieniu ducha prawdziwie chrześcijańskiego, który dawniej nawet ludzi prostych i niewykształconych wznosił na wyżyny prawdziwej mądrości, i o zastąpieniu go jedyną troską o zdobywanie chleba powszedniego za wszelką cenę. W ten sposób środkiem moralnego zepsucia staje się często praca fizyczna, którą Opatrzność nawet po grzechu pierworodnym chciała mieć narzędziem fizycznego i duchowego rozwoju człowieka; podczas gdy martwa materia wychodzi z warsztatu gospodarczego uszlachetniona, człowiek staje się w nim gorszym i pospolitszym.
Na to opłakane zepsucie duchowe, którego dalsze trwanie uczyni bezskuteczną wszelką dążność do odrodzenia ustroju społecznego, jeden jest tylko właściwie skuteczny środek zaradczy: wyraźny i szczery powrót ludzkości do nauki Ewangelii, mianowicie do przykazań Tego, Który Sam ma słowa żywota (J 6,70), słowa, które nigdy nie przeminą, choć niebo i ziemia przeminą (Mt 24,35). Wprawdzie wszyscy znawcy życia gospodarczego gorąco zalecają racjonalizację życia gospodarczego i spodziewają się, że na tej drodze przywrócą mu zdrowy i sprawiedliwy ustrój. Ten jednak ustrój, którego zresztą i My gorąco pragniemy i który popieramy, będzie kruchym i niedoskonałym, jeśli wszystkie dziedziny twórczości ludzkiej nie będą zharmonizowane w zgodną jedność na podobieństwo przedziwnej harmonii Boskiego planu świata i jeśli nie będą zmierzały ku jego - w granicach ludzkiej możliwości - realizacji. Myślimy o tym doskonałym ustroju, który Kościół głosi z siłą i wytrwałością, którego domaga się sam rozum ludzki: wszystko zwracać się winno ku Bogu jako pierwszemu i ostatecznemu celowi wszelkiego działania, wszystkie dobra stworzone uważać należy tylko za środki, a używać ich wolno o tyle, o ile do ostatecznego celu prowadzą. A nie należy sądzić, że ten pogląd obniża wartość działalności zarobkowej i że ją czyni niegodną człowieka; przeciwnie, pogląd ten uczy nas odnajdywać w niej i czcić wyraźną wolę Boskiego Stwórcy, która postawiła człowieka na ziemi, aby ją przez pracę uczynił użyteczną dla swoich rozlicznych potrzeb. Nic nie wzbrania pomnażania mienia w sposób uczciwy i sprawiedliwy tym, którzy współdziałają w produkcji; a owszem jest słusznym, by ten, kto służy społeczeństwu i bogatszym je czyni, miał swój odpowiedni udział w podziale wytworzonych bogactw społeczeństwa, pod warunkiem jednak, że te bogactwa zdobywał będzie w zgodzie z przykazaniami Boskimi i w poszanowaniu praw osób drugich, i że ich będzie używał według wymagań wiary i zdrowego rozumu. Jeśli tych zasad będą się trzymać wszyscy ludzie, wszędzie i zawsze, wówczas nie tylko produkcja i nabywanie dóbr materialnych, ale i ich używanie, dziś tak bezładne, będą wkrótce ujęte w normy słuszności i sprawiedliwego podziału; brudnej chciwości, stanowiącej zakałę i zbrodnię naszej epoki, rzeczywistość życia przeciwstawi w sposób nie krzywdzący nikogo, ale stanowczy, prawo chrześcijańskiego umiarkowania, które człowiekowi nakazuje szukać naprzód królestwa Bożego i jego sprawiedliwości i uczy go, że z szczodrobliwości Boga i stosownie do Jego obietnicy dobra doczesne będą mu w ilości wystarczającej przydane (Mt 6,33).
Jeszcze ważniejszą rolę do odegrania w odrodzeniu moralnym ma miłość, "która jest związką doskonałości" (Kol 3,14). Jak bardzo zatem mylą się nieopatrzni reformatorowie, którzy wołają tylko o przywrócenie sprawiedliwości, i to zamiennej, a dumnie odrzucają współdziałanie miłości! Zapewne, miłość nie może zastąpić sprawiedliwości w wypadku pogwałcenia jej ścisłych wymagań. Atoli, nawet wówczas, gdyby człowiek wszystko otrzymał, co mu się ze sprawiedliwości należy, zostałoby jeszcze bardzo szerokie pole do działania dla miłości; sprawiedliwość bowiem, nawet najwierniej przestrzegana, sama z siebie może wprawdzie usunąć przyczyny walk społecznych, nigdy jednak nie zdoła złączyć serc i umysłów. Tylko wewnętrzna łączność, jednocząca członków społeczeństwa, stanowi najpewniejszą podstawę wszystkich, choćby pozornie najdoskonalszych urządzeń, mających na celu zabezpieczenie pokoju i współpracy ludzi, a bogate doświadczenie uczy, że, gdy tej łączności braknie, zawodzą nawet najmędrsze przepisy. Prawdziwe zatem współdziałanie wszystkich na rzecz dobra powszechnego wtedy tylko nastąpi, kiedy poszczególnych członków społeczeństwa przeniknie do głębi świadomość, że są członkami wielkiej rodziny, dziećmi jednego Ojca niebieskiego, nawet jednym ciałem w Chrystusie, "a każdy z osobna jeden drugiego członkami" (Rz 12,5), tak iż "jeśli co cierpi jeden członek, społem cierpią wszystkie członki" (1 Kor 12,26). Bogaci i możni zmienią wówczas dotychczasową swoją obojętność względem biednych na serdeczną i czynną miłość, i chętnym sercem przyjmą ich słuszne żądania, a możliwe winy i błędy łatwo wybaczą. Robotnicy zaś szczerze stłumią w sobie nienawiść i zazdrość klasową, rozbudzane dziś tak zręcznie przez zwolenników walki klas, i przyjmą tę rolę w społeczeństwie, którą im Opatrzność przeznaczyła, a nawet będą ją sobie wysoko cenili, wiedząc, że każdy zależnie od swego zawodu i obowiązku współpracuje na rzecz dobra wspólnego w sposób pożyteczny i zaszczytny, i że w szczególniejszy sposób idzie w ślady Tego, Który, choć Bóg, chciał być na ziemi cieślą i za syna cieśli uchodzić.
Po tym rozlaniu ducha Ewangelii, ducha chrześcijańskiego umiarkowania i powszechnej miłości, spodziewamy się upragnionego i pełnego odrodzenia społeczeństwa w Chrystusie, owego "Pokoju Chrystusowego w Chrystusowym Królestwie", który postawiliśmy sobie za cel od początku Naszego Pontyfikatu i któremu poświęciliśmy wszystkie nasze wysiłki i całą pasterską troskę (por. enc. Ubi arcano, 23.XII.1922); nad tym wzniosłym i dziś tak potrzebnym dziełem usilnie współpracujecie z pochwały godną gorliwością we wszystkich częściach świata, także i w krajach misyjnych, wy, Czcigodni Bracia, którzy z woli Ducha Św. kierujecie Kościołem razem z Nami (Dz 20,28). Przyjmijcie zasłużone uznanie, a z Wami niech je przyjmą wszyscy, tak duchowni jak świeccy, których z radością widzimy jako Waszych codziennych współpracowników i dzielnych pomocników w tym wielkim dziele, mianowicie ukochanych Synów Naszych z Akcji Katolickiej, którzy ze szczególną gorliwością współdziałają z Nami w dziedzinie społecznej, o ile ona z Boskiej woli stanowi prawo i obowiązek Kościoła: Tych wszystkich gorąco napominamy w Panu, by się przed żadnym trudem nie cofali, by się nie dali żadnym przeszkodom złamać, lecz by z dnia na dzień rośli w siłę i męstwo (Pp 31,7). Trudnym zaiste jest dzieło, do którego wzywamy; wiemy doskonale, jak wielkie są do pokonania trudności i przeszkody z obydwóch stron, ze strony klas wyższych i niższych społeczeństwa. Nie wolno jednak upadać na duchu: wszak na tym polega prawdziwe chrześcijaństwo, by mężnie stawać tam, gdzie gorąca wre walka, a ciężkie trudy są udziałem tych; którzy jako dobrzy żołnierze Chrystusa (2 Tym 2,3) do Jego orszaku chcą należeć.
Ufając zatem jedynie w pomoc wszechmocną Tego, Który "chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni" (1 Tym 2,4), starajmy się wszystkimi siłami wesprzeć te biedne dusze, które się od Boga odwróciły, by je wyzwolić od pochłaniających je trosk doczesnych, a skierować ku dobrom wiekuistym. Będzie to czasem łatwiejsze, niż się na pierwszy rzut oka wydawało. Jeśli na dnie duszy nawet zupełnie upadłego człowieka tlą się, jak iskry w popiele, wielkie siły duchowe - niewątpliwy dowód, że dusza z natury jest chrześcijańską - to o ileż prędzej znajdą się one w wielu duszach ludzi, którzy zeszli na manowce raczej przez nieświadomość lub pod wpływem zewnętrznych warunków!
Zresztą obiecująca zapowiedź odrodzenia społecznego pokazuje się już w samych organizacjach robotniczych. W ich szeregach z wielką Naszą radością widzimy także zwarte grupy młodzieży robotniczej, które ochotnie idą za głosem łaski Bożej i żywią szlachetną ambicję pozyskania towarzyszy pracy dla Chrystusa. Nie mniej na uznanie zasługują kierownicy organizacji robotniczych, którzy, przejęci bezinteresownością i jedyną troską o dobro współczłonków, roztropnie uzgadniają ich słuszne postulaty z dobrem całego zawodu i udzielają im swego poparcia, przy czym od tego wielkiego dzieła nie dają się odstraszyć żadnymi rzeczowymi trudnościami, ani osobistymi podejrzeniami. Wreszcie wśród młodzieży, która ze względu na wykształcenie lub stan majątkowy wkrótce wybitne zajmować będzie w pierwszych kołach społeczeństwa placówki, widzimy wiele jednostek z zapałem studiujących sprawy społeczne; robią one błogą nadzieję, że się z całym oddaniem poświęcą odrodzeniu społecznemu.
Współczesne warunki, Czcigodni Bracia, wskazują jasno drogę, po której iść należy. Stoi naprzeciw nas obecnie - jak już zresztą nieraz w historii Kościoła - świat, który w dużej mierze niemal w pogaństwo popadł z powrotem. Aby te szerokie koła ludności przywrócić Chrystusowi, Którego się zaparły, trzeba zastępu wyrobionych i z nich samych wybranych pomocników Kościoła, którzy by byli dobrze obznajomieni z całym sposobem myślenia i czucia tych warstw i dzięki temu umieli mówić do ich serc w duchu braterskiej miłości. Pierwszymi więc i bezpośrednimi apostołami robotników winni być sami robotnicy, jak i apostołowie przemysłowców i kupców winni z ich własnych szeregów pochodzić.
Waszym, Czcigodni bracia, i Waszego kleru, szczególnym obowiązkiem jest pilne wyszukiwanie tych apostołów robotników i pracodawców, roztropne ich dobieranie, kształcenie i wychowanie. Z pewnością ciężki to trud, który w ten sposób na duchowieństwo nakładamy; dlatego młodzież sposobiąca się do kapłaństwa winna się do niego dobrze przygotować przez gorliwe studium społeczne. Ci zaś, którym te właśnie obowiązki powierzać będziecie, powinni odznaczać się delikatnym poczuciem sprawiedliwości i męską odwagą w przeciwstawianiu się każdemu niesprawiedliwemu żądaniu lub działaniu; dalej, winni się wyróżniać roztropnością i umiarkowaniem, które by ich strzegło przed skrajnością w jednym lub drugim kierunku; a przede wszystkim winni być przeniknieni do głębi duszy miłością Chrystusa, która sama tylko może poddać z siłą, lecz i z łagodnością, serce i wolę człowieka prawom sprawiedliwości i słuszności. Oto droga wypróbowana wielokrotnie w przeszłości pomyślnym doświadczeniem; wejść nam na nią należy bez wahania, a z zapałem.
Ukochanych zaś Synów Naszych powołanych do tego wielkiego dzieła gorąco upominamy w Panu, aby z całą gorliwością zabrali się do przygotowywania tych apostołów, i by w spełnianiu tego na wskroś kapłańskiego i apostolskiego obowiązku korzystali ze wszystkich środków chrześcijańskiego wychowania: z kształcenia młodzieży; z zakładania chrześcijańskich stowarzyszeń, z tworzenia kółek studiów dla pogłębiania wiedzy w duchu wiary. W pierwszym rzędzie jednak niech sobie wysoko cenią i niech ku dobru swoich wychowanków ciągle stosują ten znakomity sposób odrodzenia tak jednostkowego, jak społecznego, który encykliką Mens Nostra (z 20.VII.1929) w rekolekcjach wskazaliśmy; poleciliśmy tam rekolekcje nie tylko ogólnie świeckim, ale, jako szczególnie pożyteczne, poleciliśmy je wyraźnie i gorąco także robotnikom; są one bowiem szkołą duchową, w której wychowują się i ogniem miłości Serca Chrystusowego rozpalają nie tylko doskonali chrześcijanie, ale i prawdziwi apostołowie dla wszelkich potrzeb życia. Z tej szkoły, jak Apostołowie z jerozolimskiego Wieczernika, wychodzić będą ludzie silnej wiary, niezwyciężonej stałości w prześladowaniach, i pełni płomiennej gorliwości o Królestwo Chrystusa i Jego coraz szerszy rozwój.
Takich nam właśnie teraz potrzeba dzielnych żołnierzy Chrystusa, którzy by wszystkimi siłami starali się uchronić ludzkość przed straszną katastrofą, której ulegnie, jeśli odepchnąwszy naukę Ewangelii, pozwoli zapanować ustrojowi, który gwałt zadaje tak prawu natury, jak Boga. Wprawdzie Kościół zbudowany na niewzruszonej opoce nie ma powodu do lękania się o siebie, gdyż wie, że bramy piekła nigdy go nie zwyciężą (Mt 16,18), a doświadczenie ubiegłych wieków przypomina mu, że z największych burz zwykł był wychodzić silniejszy i w blasku nowych triumfów. Ale jego macierzyńskie serce musi się wzruszać na myśl o niezliczonych cierpieniach, które by w czasie takiej katastrofy dotknąć musiały tysięcy ludzi, i szczególnie na myśl o strasznych szkodach duchowych, które by wiele dusz Krwią Chrystusową odkupionych naraziły na wieczną zgubę.
Dlatego niczego nie należy pominąć, gdy chodzi o odwrócenie takiego nieszczęścia od ludzkości; w tym kierunku zwracać się winny nasze trudy i wszystkie nasze wysiłki, a z nimi nasze nieustanne i gorące modły do Boga. Wszak losy ludzkości z pomocą łaski Bożej w naszym są ręku.
Nie dopuśćmy, Czcigodni Bracia i ukochani Synowie, do tego, by ludzie tego świata okazali się roztropniejszymi od nas, którzy z dobroci Boga synami jesteśmy światłości (Łk 16,8). Widzimy przecież, jak synowie tego świata z ogromną starannością dobierają sobie i szkolą zdecydowanych zwolenników, aby za ich pośrednictwem szerzyć dzień za dniem swoje fałszywe idee we wszystkich warstwach społecznych i po wszystkich częściach świata. A za każdym razem, gdy zamierzają gwałtowniej uderzyć w Kościół Chrystusa widzimy, jak na bok odkładają wewnętrzne spory jak się wszyscy łączą w jeden szyk bojowy i w zjednoczeniu sił zmierzają do osiągnięcia wspólnego celu.
Z pewnością nie można nie widzieć tej wielkiej nie znużonej gorliwości katolików, która się przejawia tak w dziedzinie społecznej i gospodarczej, jak szkolnej i czysto religijnej. Nierzadko jednak ta podziwu godna i znojna działalność nie przynosi należytych owoców, a to z powodu zbytniego rozpraszania sił. Niech więc zjednoczą się wszyscy ludzie dobrej woli, którzy pod przewodnictwem Pasterzy Kościoła gotowi są stanąć do tej dobrej i pokojowej walki za Sprawę Chrystusa; niech pod kierunkiem Kościoła i w myśl Jego nauki każdy odpowiednio do swych zdolności, sił i warunków stara się popierać chrześcijańskie odrodzenie społeczeństwa, którego pierwsze zarysy podał Leon XIII w nieśmiertelnej encyklice Rerum novarum; nie należy przy tym mieć na celu siebie lub swoich korzyści, ale sprawę Jezusa Chrystusa (Flp 2,21); nie wolno dążyć do zwycięstwa osobistych poglądów za wszelką cenę, natomiast trzeba być gotowym odstąpić od nich, choćby się najlepszymi wydawały, jeśli tego zażąda wyższe dobro ogółu; a to wszystko w tym celu, by we wszystkim i nad wszystkim panował Chrystus, rozkazywał Chrystus, Któremu "cześć i chwała i moc na wieki" (Ap 5,13).
Aby się tak stało, z ojcowskiego serca udzielamy Apostolskiego błogosławieństwa wszystkim Wam, Czcigodni Bracia i ukochani Synowie, którzy jesteście członkami olbrzymiej, powierzonej Nam, katolickiej rodziny, z gorącą jednak miłością serca Naszego robotnikom i innym pracownikom fizycznym, których Nam Opatrzność w szczególniejszy sposób poleciła, jak również i chrześcijańskim pracodawcom i przedsiębiorcom.
| |||
![]()
![]()
![]() |