Ks. Stefan Wyszyski - "Duch pracy ludzkiej" |
Szereg myśli tu podanych, ma na celu przedstawić katolicki pogląd na rolę pracy w życiu człowieka.
Dlaczego wybrałem to zagadnienie, okaże się częściowo w toku tego rozważania, a w pełni dopiero pod koniec naszego cyklu.
Oczywiście, zazwyczaj wybieramy takie zagadnienia, które budzą szczególne zainteresowanie, które są "na czasie". Wprawdzie wszystkie prawdy są "na czasie" zawsze, bo są w życiu codziennym niezastąpione.
Taką jest cała prawda o pracy.
Nie od dziś dnia mówimy o pracy. Powiedziano o niej wiele pięknych rzeczy. Nie myślimy, że powiemy coś lepszego, lub coś nowego.
Stwierdzamy na tym odcinku mnóstwo nieporozumień i błędów. Ze strony miłośników i wielbicieli pracy, ze strony tych, którzy w pracy widzą najwspanialszą siłę społeczną, ba - cel, niemal najwyższy życia ludzkiego, pada nieraz zastrzeżenie pod adresem katolickiego poglądu na pracę; pogląd ten ma rzekomo, kształtować katolików, na ludzi mniej wydajnych w pracy. Narody katolickie pozostają - jakoby - w tyle, gdy idzie o zdobycze pracy. Postawić im trzeba za wzór społeczeństwa niekatolickie, protestanckie, czy kalwińskie, komunistyczne, które, dzięki odmiennemu, stosunkowi do pracy, doszły do wielkiego dobrobytu. Katolickie natomiast społeczeństwa stoją - jakoby - na szarym końcu w zdobyczach pracy.
Nie mam zamiaru prowadzić tu utarczek - chciałbym raczej oświetlić ważniejsze zasady, dotyczące katolickiego poglądu na pracę, a stąd samo już wyniknie, co jest słusznego w przytoczonych osądach.
Inna troska tu uderza: żeby nikt nie żył bez pracy. Wyczuwamy jakby wyrzut w tonie pytania: "Czemuż stoicie cały dzień próżnujący?".
Ale biedni bezrobotni ówcześnie natychmiast są rozgrzeszeni w oczach gospodarza, - oto ich nikt nie najął, choć poto przecież wyszli na rynek, i czekają dzień cały cierpliwie, by doczekać się pracy. Jakże to stare zagadnienie - bezrobocie.
Przypowieść Chrystusowa zawiera jednak coś więcej. Jest ona znaczącym pytaniem nie tylko dla "próżnujących". Jest przykładem dla tych wszystkich, którzy kierują życiem ludzkim, by nie przechodzili obojętnie obok ludzi niezatrudnionych, tych którzy nie umieją zorganizować sobie pracy, albo nie mają możności pracy, lub też woli pracy.
Gospodarz ewangeliczny rozwiązuje to zagadnienie - posyła do pracy, zachęca do niej, organizuje ją i daje zapłatę.
Jeśli przypowieść o robotnikach w winnicy znalazła się z woli Ducha św. w Ewangelii, jeśli do dziś dnia głoszona jest po całym świecie, nie jest to rzeczą przypadku. Ileż donioślejszych - zapewne - nauk i czynów Chrystusa Pana nie doszło do nas? Przecież cały świat nie byłby w stanie objąć ksiąg, które napisać by trzeba dla omówienia wszystkich czynów Chrystusa. Zarówno więc samo pytanie gospodarza winnicy, jak i jego rozwiązanie jest doniosłe dla całego świata!
Istotnie! Pytanie: "Czemu stoicie cały dzień próżnujący?" - wraca z godną uwagi uporczywością! I dziś wróciło ono wyraziście! Ale w nowej szacie!
Przed wojną przeżywaliśmy falę bezrobocia. Każdy niemal rynek miasteczek, czy miast przypominał nam obraz ewangeliczny, tylko, że nie było gospodarzy winnicy! Dla wielkiej gromady ludzi nie starczyło zajęcia, nie było pracy! Bezrobocie stało się zawodem! Miliony ludzi obiawiało wolę pracy. Nie mieli możności pracy. Pomimo tego świat cały czuł jakąś głęboką niestosowność w tym stanie. Oprócz udręki bezcelowości bytowania, wielu bezczynnych przeżywało bicze wyrzutów: "Czemu tu stoicie cały dzień próżnujący?". A może pochodziły one od beztroskich gospodarzy winnic?
Pytanie to stawiane jest dzisiaj i pod adresem tych, którzy nie mają naglącej potrzeby pracy, posiadając nagromadzone środki do życia. I do nich mówi się, że - pomimo wszystko - mają obowiązek pracy, w uproszczony sposób przypominając Pawłowy wyrok: "Kto nie pracuje, niech też i nie je". Jakiś oddźwięk naturalnej stosowności brzmi w tym sądzie, zaczepiając tych wszystkich ludzi, którzy prowadzą może jakąś pracę, choć dla społeczeństwa nieuchwytną, mało użyteczną, niezbyt usprawiedliwioną.
Pod wpływem myślenia materialistycznego nie uważa się za wartościową pracy umysłowej, kulturalnej, religijnej, kontemplacyjnej. Ludziom oddanym tej pracy, stawiane jest pytanie: "Czemu stoicie cały dzień próżnujący?". Nieraz stawiane było w formie wymówki: "Podczas, gdy my trudzimy się w pocie czoła, oni prowadzą życie bezczynne, nadużywając owoców naszej pracy".
Pytanie to stawiane jest dziś dość często i pod adresem ludzi oddanych modlitwie, życiu wewnętrznemu, kontemplacji. W miarę jak świat oddaje się zbyt. jednostronnej pracy, gdy przecenia pracę fizyczną, niedocenia pracy duchowej, umysłowej, pytanie to obejmuje coraz szersze zastępy ludzi, podejrzewanych o życie na cudzy rachunek.
Stąd praca kontemplacyjna, umysłowa, nie była uważana wogóle za pracę. Uznawano jeszcze zakonne zgromadzenia społeczne, czynne, wychowawcze, podczas, gdy zakony kontemplacyjne uznawana za pasożyty społeczne.
Coraz mniej pracują ludzie w odosobnieniu, według własnego upodobania, ale coraz więcej w sposób zorganizowany, wspólny, zależny od społeczeństwa, dzięki czemu wyniki pracy są coraz bardziej wartościowe.
Wokół siebie widzimy owoce pracy - świadectwo pracy. Zmienia ona oblicze ziemi, zmienia ludzi i ich oblicze. Ziemia zyskuje coraz to nowy wygląd, oblicze jej nie jest to samo, co przed wiekiem, a tym mniej sprzed tysiąca, dwóch tysięcy lat. Praca cywilizuje ziemię. Widać to wybitnie gdy przeniesiemy się z dżungli afrykańskiej, gdzie dotąd żadnej pracy nie dokonano, na ziemię holenderską, gdzie nawet morze wypchnięto z ojczyzny i dno jego uprawiono.
Praca ludzka czyni ziemię bardziej ludzką i bliższą Boga, - bardziej odpowiadającą Jego myśli.
Na cokolwiek spojrzymy w otoczeniu naszym najbliższym, wszystko to jest owocem jakiejś pracy. Gdybyśmy wzięli najwęższy odcinek naszego życia za przykład, zobaczylibyśmy jak tutaj ujawnił się postęp przez pracę.
Postęp ten tworzy nowe możliwości pracy. Dokonana już praca umożliwia i ułatwia następną. Im bardziej w niej się posuwamy staje się szybszą, sprawniejszą, owocniejszą, pożyteczniejszą. Pracujemy więcej, ale tym łatwiej.
Ludzie zaczynają sobie uświadamiać, że praca jest nie tylko rzeczą osobistą, ale że jest siłą społeczną. Dawniej mówiło się: "czyń każdy w swym kółku co każe Duch Boży, a całość sama się złoży". A dzisiaj ludzie chcą tę całość układać, nie chcą poddawać jej losów nieznanej, ślepej sile. Chcą uzgadniać, organizować pracę całego społeczeństwa.
Siła i zdolność prywatna pracy w człowieku staje się coraz bardziej siłą społeczną. Stąd rozgrywa się współcześnie walka o stanowisko pracy w świecie. Walka o to, czy praca jest rzeczą czysto prywatną, czy społeczną.
Początkowo walka ta miała znaczenie moralno-religijne. Prowadził ją Kościół tępiąc lenistwo, bezczynność, tym samym Pawłowym wyrokiem: "Kto nie chce pracować, niech też i nie je".
Praca stała w rzędzie cnót, podobnie jak lenistwo w rzędzie grzechów i to głównych.
Dzisiaj, ci którzy ongiś nie uznawali nauki Kościoła o pracy, jeszcze więcej mówią o pracy, jakkolwiek z odmiennego zgoła stanowiska. Jedni z nich uznają tylko pracę umysłową, która organizuje wszelką inną pracę, - sprowadzając pracę fizyczną do roli wykonawczej, mechanicznej, dodatkowej. Inni, naodwrót, gardzą pracą umysłową wynosząc pracę fizyczną.
Powstają całe teorie, głoszące, że praca jest czymś tak doniosłym, że wszystkich obowiązuje, że państwo powinno wszystkich zmusić do pracy. Tylko ten ma prawo do życia w państwie, kto pracuje. Kto nie jest zdolny do pracy, nie może korzystać ze środków do życia, nie ma do nich prawa, i powinien być uznanym za nieużytecznego.
Powstały nawet całe ustroje państwowe, które pracę wysunęły na czoło.
Wszystko to świadczy o tym, jak współcześnie doniosłe i na czasie jest zagadnienie pracy.
Określić jej istotę, charakter, znaczenie i cele, jest rzeczą ważną, by nie ulegać błędnym poglądom, by nadto w życiu swoim własnym należyte miejsce pracy przyznać, by użyć jej jako środka do osiągnięcia celu życia naszego - zarówno doczesnego, jak i wiecznego.
| |||
![]()
![]()
![]()
![]() |