Stefan Kardynał Wyszyński - "Zapiski więzienne"

25.III.1956.

W Palmową Niedzielę, która dziś po raz pierwszy jest uczczeniem Chrystusa Króla, śpiewa Kościół święty: "A rozebrawszy Go, włożyli nań płaszcz szkarłatny..." Kościół pragnie, aby słudzy Jego pamiętali o tym zdarzeniu i dlatego przyodziewa 70 sług swoich w purpurę. Może być ona niekiedy przedmiotem pożądania i pychy... Ale w rzeczywistości jest symbolem tej Krwi, która obficie spłynęła z Chrystusa Boga Człowieka i z Chrystusa - Mistycznego Ciała. Trzeba więc w sobie wyniszczać to, co mogło pozostać z pychy, choćby nie łączyło się z pożądaniem... Nie było wprawdzie we mnie pożądania, a bodaj nie było i pychy. Ale nie byłem wolny od swoistego jej odcienia. Ile to razy "droczyłem się" z Panem, gdy musiałem brać na siebie oznaki woli Kościoła? Poczciwa siostra Maksencja, nieraz musiała mi powtarzać: "To przecież dla chwały kościoła świętego". A jednak unikałem jak mogłem tej czerwieni, niemal nie nosiłem szarfy sutanny czerwonej, płaszcz brałem tylko jako ochronę przed zaziębieniem po kazaniu; nie używałem pończoch czerwonych... Zauważyłem, że niektórzy księża biskupi zaczęli mnie naśladować... A to była jednak pycha, bo więcej w tym było myśli o sobie niż o Chrystusowej Purpurze. Jednak by godnie nosić ozdobę Kościoła, nie tylko nie wystarczy nie pragnąć jej, ale trzeba umieć cenić ją - dla Kościoła. Chrystus nie wzdragał się przyjąć szaty szkarłatnej. A ja nieustannie "droczyłem się" z wolą Kościoła. A przecież każdy wie, że w tym szkarłacie więcej jest z krwi Kościoła, niż z ludzkiej próżności tak, że nigdy pycha ludzka nie będzie zdolna przysłonić prawdy Krwi. Muszę więc cenić sobie najdrobniejszy sznur, by światu głosić Najświętszą Krew Chrystusa i Kościoła...

***

Skoro już mam spowiadać się Tobie, Ojcze, z mej pychy, to bodaj jednym z ostatnich grzechów mej pychy był opór, jaki przed l0 laty stawiałem Tobie, gdy kardynał Prymas Hlond zwiastował mi posłannictwo biskupie. Chociaż wiedziałem, że to był dzień Zwiastowania Nazaretańskiego, to jednak zapomniałem o tym, że w tym dniu Maryja powiedziała: Fiat mihi. A moje: quomodo fiet istud trwało przez całą noc. Wydało mi się, gdym przyszedł następnego dnia do Domu Prymasa, że dziś jestem godniejszy tej łaski niż wczoraj; że to ja przygotowałem się sam na przyjście biskupstwa, przez tę skromną nocną modlitwę, w kaplicy Sióstr Wspólnej Pracy. W tym właśnie była moja pycha. Przecież Tyś znał mnie, Ojcze, jeszcze przed tą modlitwą. Tyś wnikał w moje serce, Tyś był świadom moich upadków, nałogów i win żywota. A jednak chciałeś, by mi Kościół śpiewał: qui in diebus suis placuit Deo. - W swojej pysze nie zauważyłem delikatnej wymówki, którą mi uczynił kardynał Hlond: "Ojcu świętemu się nie odmawia". Pycha moja tkwiła w tym, że więcej widziałem grzechy moje niż moc i łaskę Najwyższego. Dziś to lepiej rozumiem niż przed laty dziesięciu. Dziś zdaje mi się, że to był ostatni grzech pychy mojej. Dziś zdaje mi się, że odtąd nie grzeszyłem pychą. A może taka myśl jest jeszcze jednym grzechem pychy?

Dziękuję Ci, Ojcze, że zwiastowanie mego biskupstwa było dokonane w dniu Zwiastowania Nazaretańskiego, że przez ten akt łaski dodatkowej dałeś mi do zrozumienia, iż Maryja - "oto Matka moja".

  NA
POCZˇTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE KSIĄŻKI SPIS TREŚCI TEN ROZDZIAŁ