Modlitwa

Modlitwa towarzyszy nam każdej chwili drogi życiowej. Pomaga we wszystkim i jest dobra na wszystko. Na lęk czy strach, obawę. Na zachwyt, zadumę, radość, miłość i szczęśliwość. Na tęsknotę, rozpacz, trwożliwość i niebezpieczeństwo. Modlić można się w najmniej spodziewanych chwilach i miejscach. Modlić się można odruchowo, nawykowo, z miłości, z obowiązku, z przyzwyczajenia, z potrzeby ducha, ale ZAWSZE – z przyjemnością i ochotą. Modlitwa jest bowiem wspaniałą i najlepszą afirmacją. Jest programowaniem swojego życia, jest też dziękczynieniem i prośbą, jest wyznaniem miłości. Pozwala planować przedsięwzięcia – te drobne i te wielkie – zmieniające i przewracające życie do góry nogami.
Można modlić się na spacerze. Przy przydrożnych krzyżach ustawionych na rozstaju polnych dróg. Przy kapliczkach – starych, często zaniedbanych i smutnych, zapomnianych przez ludzi (dlaczego ?!). W miejscach, które budzą zachwyt – na brzegu morza, o zachodzie słońca w górach, na środku jeziora, na zielonej wiosennej łące, na drugim końcu świata.
Modlić się też można w trakcie wykonywania zwykłych, nie wymagających skupienia i uwagi czynności – w trakcie sprzątania, prania, mycia, gotowania, gimnastyki, pływania, łowienia ryb.
Modlić się również można przed snem – oczywiście – i po obudzeniu się rankiem. Modlimy się „klasycznie” : pacierzem, modlimy się rozmową z Panem Bogiem czy Aniołem Stróżem, ale też „małym paciorkiem”, którego mama nauczyła nas w dzieciństwie, i który sama ułożyła – by był tylko nasz. Modlimy się dziękowaniem za to, czego tu jeszcze nie ma, ale co już zmierza do nas. Modlimy się prośbą cichutką z nadzieją na spełnienie. Modlimy się też wizualizacją, czyli wyobrażaniem sobie swoich pragnień, jakby były już rzeczywiste. Modlimy się w końcu również marzeniami, bo one też są przecież modlitwą ! I dzięki temu spełniają się !
Modlę się poezją, którą piszę, a ktoś inny – piosenką, którą śpiewa. Artysta modli się sztuką – malowanym obrazem, rzeźbionym posągiem, muzyk – melodią, którą komponuje. Modlę się czasem zachwytem nad kroplą rosy czy babim latem. Modlę się zadumą nad grobem Przyjaciela i wspomnieniem o Nim. Modlę się czasem zapachem bliskiego człowieka, gdy jest daleko i przytuleniem, gdy jest tutaj. Wszystko, co czynię dla drugiego jest modlitwą, bo czynię to również dla Boga, który jest w innym człowieku.
Myślę, że modlitwa zapewnia spokój i poczucie bezpieczeństwa. I myślę, że modlitwa to nie tylko „Ojcze nasz…”. I myślę jeszcze, że spotkanie z Panem Bogiem, to nie tylko pójście do kościoła na Mszę Św. Dla mnie kościół, świątynia, kaplica, jest wszędzie – w domu, w polu, w lesie, na ulicy, na plaży, w ogrodzie, na cmentarzu – wszędzie tam, gdzie się modlę, wszędzie tam, gdzie CZUJĘ Pana Boga. A czuję Go i mam w sobie zawsze.
No i czasem zastanawiam się czy dobry katolik, to tylko ten, który regularnie chodzi do kościoła na Mszę Św., przyjmuje sakramenty św. i przestrzega (albo i nie) dekalogu ? A czy ten, który postępuje w zgodzie z przykazaniami, ale modli się jak ja – to już nie ?
Znam wielu ludzi chodzących od lat regularnie do kościoła, przyjmujących sakramenty św., uważanych za dobrych katolików, którym wcale nie przeszkadza to, że obmawiają bliźnich. Zdradzają żony czy mężów i biorą łapówki. Myślą negatywnie o bliskich i życzą im wszystkiego najgorszego. Są zachłanni, kłamią, kopią dołki pod bliźnimi i wykorzystują ich. Co z tego, że uczestniczą w Mszach Św., skoro łamią przynajmniej 4 z 10 przykazań – znacznie regularniej, niż chodzą do kościoła ? Czy to katolicy ? Pewnie ! No, cóż – są tylko ludźmi…, a przepisy, przykazania i nakazy są po to, by je łamać, prawda ?